Zbyt brutalne sceny seksu w "Blondynce"? Reżyser: Bzdura. To kwestia polityki

Poświęcona Marylin Monroe "Blondynka" to pierwszy w historii Netfliksa film tylko dla widzów powyżej 17. roku życia. To najwyższa kategoria, jaką przyznaje się w USA i dostają ją najczęściej tytuły bardzo drastyczne lub zbyt lubieżne. Pojawiły się więc doniesienia, że obraz o Monroe zawiera zbyt odważne sceny np. seks oralny podczas menstruacji. Reżyser filmu Andrew Dominik w jednym z wywiadów wyśmiewa te plotki i podkreśla, że decyzja urzędników bardziej miała podłoże polityczne.

Kategoria wiekowa NC-17 jest uważana za komercyjnie zabójczą łatkę, bo w USA bardzo niewiele kin decyduje się na puszczanie filmów z tak mocno ograniczoną dostępnością dla publiczności. To nie powinien być problem w przypadku filmu tworzonego dla platformy streamingowej, a jednak latem 2021 roku pojawiły się doniesienia, że reżyserowana przez Andrew Dominika "Blondynka" jest kłopotliwa dla Netfliksa, bo pewne jej aspekty są zbyt kontrowersyjne.

Dlaczego film o Marylin Monroe jest "tylko dla dorosłych"?

Filmowiec w wywiadzie z portalem Screen Daily przyznał, że film faktycznie nie unika trudnych tematów, jednak informacje o scenach przedstawiających seks oralny podczas miesiączki są wręcz "zabawne":

To wymagający film. Jeśli publiczności to się nie podoba, to jest problem cholernej publiczności. Przecież ten film nie ubiega się o pracę w urzędzie. To film o Marylin Monroe dla widzów powyżej 17. roku życia, ale właśnie takiego filmu chcecie, prawda? Ja chcę zobaczyć niecenzurowaną wersję historii Maryline Monroe.

Dodał jednak, że przyznanie jego filmowi kategorii NC-17 to też "zwyczajna bzdura" i jego zdaniem komisja "zrobiła to z powodów politycznych". Uważa, że to było umotywowane bardziej statusem Marylin Monroe w amerykańskiej kulturze niż samą treścią "Blondynki". Reżyser stwierdził wręcz, że głośny serial HBO "Euforia" jest dużo bardziej kontrowersyjny niż jego film. Przypomnijmy - Bryn Elise Sandberg z "The Hollywood Reporter" wyliczyła, że w tylko pierwszym odcinków zobaczyła blisko 30 różnych penisów w scenach pokazujących nastolatki uprawiające seks lub biorące narkotyki.

Reżyser też pochwalił Netflix za wsparcie, uważa, że platforma zachowała się "bardzo fajnie" po przyznaniu restrykcyjnej kategorii wiekowej. "Oni nie chcą filmu dla widzów powyżej 17. roku życia, ale jeśli to się przydarzy, dają bardzo dużo wsparcia. Netflix to nie tylko ludzie, którzy zapłacili za 'Blondynkę'. Bez nich film by nie powstał" - podkreśla. Jednym z producentów "Blondynki" jest też Brad Pitt - robi za pośrednictwem swojej firmy Plan B.

Zobacz wideo Ana de Armas jako Marylin Monroe

Andrew Dominik podkreślił, że po tym jak w 2019 roku nakręcono zdjęcia do "Blondynki", Netflix nalegał, żeby obrazem zajęła się uznana montażystka Jennifer Lame, która na koncie ma m.in. pracę nad filmami takimi jak "Tenet" czy "Historia małżeńska". Dominik referuje, że miała za zadanie "ograniczyć szaleństwa" w "Blondynce". Przyznał, że spodziewał się, że to będzie "cholerna nuda", ale był przyjemnie zaskoczony jej pracą. "Lame zasadniczo podkręciła trzy pierwsze rolki filmu. Zdecydowałem, że cokolwiek będzie chciała zrobić, pomogę jej to zrobić - będą dla niej pracować. Sprawiliśmy, że film jest lepszy" - opisuje współpracę.

Więcej ciekawych treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Zaprzeczył stanowczo plotkom, że w filmie pojawi się scena erotyczna przedstawiająca seks oralny podczas menstruacji, ale potwierdził też, że umieszczono w produkcji scenę gwałtu, którą opisała w swojej książce Joyce Carol Oates - to na podstawie tej powieści powstał scenariusz. Reżyser dodał też, że film jest krytyczny wobec "amerykańskich świętych krów" i powstał dzięki nurtowi ruchu #MeeToo. Uważa, że właśnie dzięki niemu udało się w końcu zrealizować obraz - wiadomo, że pracował nad projektem ponad 12 lat. W wywiadzie opowiada, że wcześniej "nikt nie był zainteresowany tego typu syfem, pokazującym jak to jest być niekochaną dziewczyną, jak to jest zostać przemieloną przez hollywoodzką maszynkę do mięsa".

Reżyser szukał aktorki do zagrania Marylin dekadę

Autorka książki z resztą widziała w 2020 roku jedną z pierwszych wersji "Blondynki" i stwierdziła, że film jest "genialną feministyczną interpretacją" jej powieści. Na Twitterze napisała też "ton filmu trudno sklasyfikować - nie jest ani surrealistyczny, ani skrajnie realistyczny, to nie horror, ale jest przesiąknięty przerażającą grozą".

Reżyser odniósł się też do krytyki wobec decyzji o obsadzeniu Any de Armas w głównej roli. Ponieważ pojawiły się doniesienia, że trzeba było zdubbingować kwestie kubańskiej aktorki, zdecydowanie zdementował także te informacje. Przyznał, że pracowała ze specjalistami od akcentu, żeby brzmieć amerykańsko, a on sam jest zachwycony efektem jej starań. Jego zdaniem zagrała "cholernie niesamowicie":

Nikt na pewno nie będzie narzekał na rolę Any. Pracowałem z wieloma aktorami - ta dziewczyna może zrobić wszystko.

Dodajmy, że Dominik szukał odpowiedniej aktorki blisko dekadę, z projektem łączone były Naomi Watts i Jessica Chastain. W wywiadzie dla "Vanity Fair" filmowiec opowiedział, że był pewien, że to Ana de Armas jest "tą jedyną" do roli Marylin Monroe już po pierwszym przesłuchaniu.

Reżyserowi nie brakuje też pewności siebie. W wywiadzie dla "Collidera" stwierdził, że jego zdaniem "Blondynka" będzie "jednym z 10 najlepszych kiedykolwiek nakręconych filmów". "Opowiada historię tego, jak trauma z dzieciństwa ukształtowała dorosłą osobę, która jest rozdarta pomiędzy swoim publicznym i prywatnym życiem" - zapewnia i dodaje, że to tak naprawdę "opowieść o każdym z nas".

Obok Any de Armas w obsadzie znaleźli się Bobby Cannavale, Adrien Brody, Julianne Nicholson, Xavier Samuel i Evan Williams. "Blondynka" będzie miała światową premierę we wrześniu na festiwalu filmowym w Wenecji. Netflix pokaże go 23 września.

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina.  

Więcej o: