"Sandman" to najpopularniejszy serial Netfliksa. Czy da się go oglądać bez znajomości oryginału?

"Sandman" jest obecnie najpopularniejszym serialem wśród użytkowników Netfliksa na całym świecie - spędzili ponad 69 mln godzin na oglądaniu 10-odcinkowej produkcji. To adaptacja kultowego komiksu Neila Gaimana, z której realizacją autor zwlekał blisko 30 lat, bo wolał, żeby nie było żadnej ekranizacji, niż żeby była zła. Już wiemy, że twórcy byli tak wierni oryginałowi, że niektórzy zarzucają im, że aż przesadzili. Czy to przeszkoda dla widzów, którzy nie czytali powieści graficznej?

Niewiele komiksów cieszy się takim uznaniem, jak "Sandman" Neila Gaimana. Wydawany od 1989 do 1996 roku cykl do dziś jest nazywany jedną z "najambitniejszych, najoryginalniejszych i najbardziej wyrafinowanych współczesnych publikacji tego typu". W latach 90. ta powieść graficzna była niesamowitym fenomenem - Gaimanowi udało się przebić do czytelników z głównego nurtu i zachęcić do lektury osoby, które nigdy wcześniej komiksami się nie interesowały.

Co trzeba wiedzieć o "Sandmanie"? 

Nagrodzony Pulitzerem pisarz Norman Maile stwierdził, że to "komiks dla intelektualistów". "Sandaman" jako jeden z nielicznych przedstawicieli swojego gatunku trafił na listę bestsellerów "The New York Timesa". Czytelnicy byli urzeczeni tym, jak Gaiman łączy w nim elementy folkloru różnych nacji, mitologię i fakty historyczne z popkulturą, snując na ich podstawie wciągające i niegłupie historie wypełnione pełnokrwistymi postaciami.

Oddźwięk publikacji był duży — piosenkę o głównym bohaterze śpiewała choćby Tori Amos, plakat z komiksu pojawił się jako element dekoracji jednego z popularniejszych sitcomów lat 90., a o samym komiksie uczono na uniwersyteckich zajęciach i pisano w poczytnych magazynach. Z tej serii wyrósł też osobny komiks poświęcony Lucyferowi, który Gaiman pisał już w oderwaniu od "Sandmana". Na jego podstawie powstał też serial, w którym główną rolę zagrał Tom Ellis, co też jest źródłem pewnych nieporozumień, bo w nowej serii w tę postać wciela się znana z "Gry o tron" Gwendoline Christie.

Zobacz wideo "Sandman". Gwiazda "Gry o tron" zagrała Lucyfera [ZWIASTUN]

Ale po kolei. "Sandman" to opowieść o Morfeuszu — władcy krainy snów, który występuje pod wieloma imionami i panuje nad marzeniami sennymi i koszmarami ludzi. Jest jednym z Nieskończonych: to rodzina nieśmiertelnych i wszechpotężnych personifikacji takich elementów naszej rzeczywistości jak Śmierć, Pożądanie, Rozpacz czy Maligna. Głównego bohatera poznajemy, kiedy zostaje przez przypadek uwięziony przez niewprawnego maga i dostaje się na ponad 100 lat do niewoli w wielkiej szklanej kuli.

W tym czasie jego królestwo popada w ruinę, świat pogrąża się w chaosie, a także rozkradzione zostają jego magiczne narzędzia, w których zaklął znaczną część swojej mocy. Po wydostaniu się na wolność musi je odzyskać, by odbudować to, co zostało zniszczone i naprawić to, co zniszczyły jego błędy z przeszłości - to punkt wyjścia serialu, który potem podejmuje inne wątki z dwóch pierwszych tomów "Sandmana". Ale tego wszystkiego nie muszą wiedzieć widzowie, którzy wcześniej komiksów nie czytali. Czy to im przeszkadzało w odbiorze?

Czy da się oglądać "Sandmana" bez znajomości komiksu?

Sprawdziliśmy na stronie Rotten Tomates, gdzie użytkownicy mają możliwość zostawiania swoich recenzji. Serial ma obecnie 79 proc. pozytywnych opinii, ale oczywiście nie brakuje wśród nich negatywnych wpisów. Co nie podoba się tym niezadowolonym?

Najczęściej powtarzającym się zarzutem jest dość powszechne przy produkcjach Netfliksa narzekanie na zbyt dużą poprawność polityczną i zbyt liczną reprezentację bohaterów o innym niż biały kolor skóry oraz postaci LGBT+. Jest to o tyle nietrafiony argument, że komiksowy oryginał był pod tym względem bardzo liberalny i inkluzywny — nieznajomość tekstu źródłowego może być więc pod tym względem przeszkodą w odpowiednim odbiorze ekranizacji.

Tom Ellis i Gwendoline Christie jako LucyferTom Ellis zagrał Lucyfera tak, że nie dało się go obsadzić w "Sandmanie"

Ale do tego odnosili się już sami użytkownicy strony - "Ignoranci, którzy tu piszą o wymuszonych wątkach LGBT, nie mają pojęcia, jak 33 lata przełomowy był ten komiks. Serial bardzo szanuje treść niemal każdej strony komiksu. Widzę tu dużo pustych i nietrafionych recenzji, w których zarzuca się poprawność polityczną. Proszę, najpierw przeczytajcie oryginał, zdobądźcie się na szacunek i uwolnijcie swoje umysły. Każda zmiana została wprowadzona po to, żeby powstał dobry serial, który oglądać mogą zatwardziali wielbiciele i nowicjusze w temacie".

Część niezadowolonych zwracała uwagę też na sposób, w jaki poprowadzono fabułę. Cały sezon nie skupia się bowiem na jednym wątku i jednym zadaniu do wykonaniu - w pierwszej połowie Morfeusz szuka swoich zaginionych artefaktów, a potem odkrywa, że czekają na niego kolejne, niemniej karkołomne zadania. To faktycznie pokrywa się z tym, co działo się w komiksach i nie wszystkich to przekonuje: "Nie znam komiksów, więc to mnie nie przyciągnęło do serialu. Obejrzałem tylko pierwszy odcinek. Pomimo tego, że część aktorów jest w stanie uciągnąć dobry serial, byłem znudzony. Postaci i dialogi wydawały się zrecyklingowane. Magia wydawała się jakaś przypadkowa - może to spodoba się młodszym widzom", "Niektóre odcinki były ciekawe, inne nudne", "Ci, którzy znają materiał źródłowy, pewnie będą się dobrze bawić, ale cała reszta? To wszystko jest bardzo wtórne i delikatnie mówiąc — nudne. Aczkolwiek uważam, że Tom Sturridge świetnie się spisał, grając głównego bohatera".

Żeby było ciekawiej, kiedy jedni narzekali na to, że główny bohater jest nieprzekonujący, inni mieli problem, z tym że w poszczególnych odcinkach jest go za mało i nie widać, że jest centralną postacią produkcji: "Nie mogłem skończyć oglądać. Są odcinki, w których Sandamn jest główną postacią i jego gra aktorska jest wyśmienita, a potem pojawiają się wątki poboczne, które ciągnęły się tak bardzo, że znudziliśmy się w połowie. Serial ciągle wzbudził moje zainteresowanie komiksem - jestem przekonany, że jest lepiej napisany niż ten sitcom. Szkoda, że jest tyle problemów z aktorstwem pobocznych postaci i że w połowie każdego odcinka historia się rozmywa za każdym razem, kiedy nie ma w niej Sandmana (...) Pominiemy resztę odcinków i przeczytamy oryginał, żeby się przekonać, czy opowieść jest warta tyle zachodu", "Nigdy nie czytałam komiksu, ale nie miałam problemów z tym, żeby zrozumieć, co się dzieje - a jest to absolutnie szalony świat. Niektóre fragmenty były świetne, ale to nie wystarczyło, żeby uratować dla mnie całość. Za dużo nudnych wątków i rozczarowujące zakończenie"

Dodajmy, że wśród wielbicieli oryginału widać dwa obozy: jeden to ludzie zachwyceni wiernością adaptacji, drudzy są zasadniczo rozczarowani i zawiedzeni, więc odradzają oglądanie w ogóle. Co jeszcze piszą widzowie, którzy nie czytali oryginału?

Więcej ciekawych treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

"Nie czytałem komiksów. Myślę, że to bardzo oryginalny serial. Podobały mi się wszystkie odcinki, ale największe wrażenie zrobiły na mnie czwarty i szósty. Polecam", "Każdy z wyobraźnią powinien to obejrzeć, nie bawiłem się tak dobrze od wieków. Tu każdy odcinek to osobny film, a obsada jest fantastyczna. Pięknie nakręcone, a do tego zagrali jedni z najlepszych anglojęzycznych aktorów. Jest zabawnie, jest strasznie, jest po prostu wspaniale", "To świetna reklama dla komiksów. Mam nadzieję, że będzie więcej sezonów", "Zaczęłam oglądać bez znajomości komiksu. Okazało się, że jest wyśmienity! Dobre aktorstwo, ciekawe wątki, fajna muzyka... Największe wrażenie zrobił na mnie Tom Sturridge jako Sen. To on ciągnie ten serial - całość dała mi dużo frajdy, czekam na drugą serię".

Inni zwracają uwagę na różnorodność podejmowanych w tym sezonie tematów: "Bardzo oryginalne i dające do myślenia. Będę musiał obejrzeć drugi raz, żeby docenić wszystko, co się tam zadziało", "Skoro mój partner, który nie czytał komiksów, aż przestał grać w swoją grę, żeby ze mną oglądać, serial musi być dobry", "Nie wiedziałam czego się spodziewać, ale wciągnęłam się już na pierwszym odcinku. Bohaterowie są fascynujący i mają dużo charyzmy", "Nie czytałem komiksów ani nie słuchałem audiobooka, ale podobał mi się ten serial", "Nie znam oryginału, ale wydaje mi się, że to świetny serial i dobre wprowadzenie do świata Morfeusza. Pokochałam Sen, Koryntczyka, Śmierć i Lucyfera - świetnie obsadzone postaci".

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina.  

Część z widzów podkreśla, że urzekła ich psychologia postaci i aktorskie popisy: "Aktorstwo mnie urzekło, podobnie było z budowaniem świata przedstawionego. Tak się wczułam, że aż rozbolało mnie serce, kiedy zorientowałam się, jak dokładnie to lustro pokazuje ludzkość. Korowód Śmierci poprzez życia młodych i starych ludzi sprawił, że zaczęłam rozmyślać o empatii i śmiertelności - żaden inny serial do czegoś takiego mnie nie doprowadził. Oglądanie 'Sandmana' jest jak sączenie bardzo złożonego koktajlu - nie próbujesz stwierdzić, czy jest dobry, czy zły, czy ci smakuje, czy nie - po prostu się w nim zatracasz. Chętnie obejrzę jeszcze raz, żeby wyłowić wątki i pomysłowe nawiązania, które mogłam przegapić za pierwszym razem".

Sam Neil Gaiman podkreśla - "Sandman" nie jest zarezerwowany tylko dla jednej grupy odbiorców - ani jako komiks, ani jako audiobook, ani jako serial:

Tu nie ma żadnego egzaminu wstępnego, ani nie powinno go być. Wszyscy są tu mile widziani.
Więcej o: