Polska jeszcze musi się dużo nauczyć, ale seriale kostiumowe nie bez powodu budzą takie emocje

Ostatnie tygodnie to wielkie oczekiwanie i, niestety, rozczarowanie większości widzów polskim serialem kostiumowym "Belle Epoque". Jego powstanie to reakcja na panującą na świecie modę na seriale kostiumowe. W ciągu ostatnich lat zadebiutowały naprawdę dobre produkcje o królach, piratach czy gangsterach sprzed lat.

Coraz więcej produkcji zdaje się celować w gusta wielbicieli nieco odrealnionego świata. Cofanie się w przeszłość – czy realną, czy wyimaginowaną - dziś jest zdecydowanie sposobem na przyciągnięcie widzów przed telewizory.

Prawie każdy chłopiec w karnawale przywdziewał maskę Zorro lub strój pirata, znane są przypadki przebierania się za niewolnicę Isaurę. Filmy i seriale o muszkieterach oglądało się z wypiekami na twarzy. Czy dzisiejsza moda na seriale kostiumowe wynika z naszych tęsknot za dzieciństwem? A może jest w tym trochę zmęczenia teraźniejszością?

Momentu spopularyzowania nieco baśniowych i historycznych klimatów można upatrywać w niesamowitym sukcesie „Gry o Tron”, która – choć zdecydowanie nie jest serialem historycznym – pokazała drzemiącą w widzach potrzebę pochłaniania batalistycznych scen, dworskich intryg i walki o władzę czy majątek. Aktualna polityka to czasem już trochę za dużo, by odpocząć przed telewizorem. Dlatego chętnie oglądamy seriale o dworach królewskich i śledzimy losy piratów.

Rozrywka po królewsku

„The Crown”, które choć bliskie spraw współczesnej polityki, nadal utrzymuje się w klimacie nieco baśniowym, odległym od naszej rzeczywistości. Doskonale przyjął się także serial „Reign”, w Polsce znany pod nazwą „Młoda Maria Stuart”, opowiadający o losach słynnej królowej Szkotów. Skala dworskich intryg nieco przypomina sytuację we współczesnym świecie, pozwala jednak na odprężenie i zaangażowanie pozbawione nerwów – towarzyszących często oglądaniu współczesnych produkcji. Zwłaszcza, że (zazwyczaj) wiemy, jak to wszystko się skończyło.

Popularność „The Crown” była zresztą do przewidzenia. Po rewelacyjnie przyjętej „Dynastii Tudorów”, który to serial elektryzował widzów już w 2007 roku, naprawdę można było się tego spodziewać. Ostrożne próby rozpalenia wyobraźni widzów i pokazania im historii na nowo okazały się celnym strzałem. Sięgano zatem po szereg tematów związanych nie tylko z historią, ale i określonym stylem życia, który bulwersuje i wciąga.

The CrownThe Crown Alex Bailey/Netflix

Można tu podać przykład popularnego serialu „Rodzina Borgiów”, w którym wystąpił sam Jeremy Irons. Historia krwawej rodziny wciągała w historyczne zdarzenia przez wiele emocjonujących wieczorów. Dziś uwagę przyciąga „Młody papież”, który – choć dzieje się współcześnie – jest wariacją na temat kostiumowych seriali, jakie znamy i lubimy.

Wiatr w żaglach wyobraźni

Awanturniczy duch także nie słabnie. Choć dorośli, sami czasem chcielibyśmy jeszcze raz przypomnieć sobie, jak miło było żyć w świecie fantazji. Kto nie chciał być jednym z trzech muszkieterów czy podróżować z Indianą Jonesem przez wszystkie kontynenty?

Ciężko zliczyć wszystkie telewizyjne i kinowe produkcje o muszkieterach, ale temat i opowieść należy do zdecydowanych evergreenów. Serial z 2015 roku przyjął się doskonale, choć wszystko to przecież już doskonale znamy i pamiętamy.

Dreszcz budzi jednak zawsze strona bezprawia, po której stoją kolejni bohaterowie z dziecięcych lat, poruszający się zazwyczaj pod czarną flagą z trupią główką. Seriale i filmy o piratach pamiętamy doskonale z dzieciństwa, ogromną popularność zdobyła także filmowa seria ”Piraci z Karaibów”.

Producenci telewizyjni nie mogli zlekceważyć tak gorącego tematu. W 2014 roku widzowie otrzymali od telewizji dwa prezenty. „Crossbones” (polski „Herb piratów”) z charakterystyczną rolą Johna Malkovicha – zrealizowany z satysfakcjonującym rozmachem, a także „Black Sails” – serial zatytułowany w Polsce po prostu „Piraci”, którego czwarta seria właśnie debiutuje w polskiej TV.

PiraciPiraci materiały prasowe

Z tych dwóch produkcji ciężko wybrać faworyta – choć „Crossbones” przyciąga Malkovichem, to jednak właśnie „Piraci” wygrywają dynamiką, realizmem, spójnością wątków i naprawdę porywającą akcją. Oba seriale sprawiają, że chce się rzucić wszystko i nabrać wiatru w żagle. Awanturnicze koleje losu bohaterów wciągają, bawią, przypominają nieco o historii, która działa się na morzach i oceanach. A przy tym są niezwykle przyjemne dla oka i wyjątkowo pobudzają wyobraźnię.

Zwyczajne życie wyższych sfer

Podglądacze zwyczajnego-niezwyczajnego życia także chętnie sięgają do kostiumowych produkcji. Brytyjski serial „Downton Abbey” opowiadający historię mieszkańców angielskiej posiadłości, osiągnął wyjątkowy sukces.

Historie z życia rodziny Crawleyów oraz ich wyjątkowo barwnej służby były wciągające, angażujące i dostarczały wielu doznań estetycznych. Fantastyczne odwzorowanie realiów (oraz odpowiednie ich ubarwienie), to przecież ogromne plusy, którymi mogą poszczycić się dzisiejsze produkcje. Oko współczesnej kamery niweluje często niedostatki, z którymi trzeba byłoby się zmierzyć, gdyby producenci postawili na dokładne odwzorowanie realiów. Mówicie, że byłoby to ciekawe?

Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, jak wyglądał i pachniał dawny Londyn. I choć wyjątkowa estetyka królewskich produkcji nie przestaje cieszyć, czasem szuka się czegoś ciekawszego, realnego, mocniejszego. Dlatego producenci telewizyjni sięgają nie tylko po piękno i układność wysokich sfer, ale także po problemy najniższych warstw społecznych.

Ripper StreetRipper Street Fot. mat. prasowe

Doskonałym przykładem może być znakomity serial „Ripper Street”, który opowiada o losach policjantów z londyńskiego posterunku, a osadzony jest właśnie w czasach słynnego Kuby Rozpruwacza. Co prawda ten „realizm” także pozostaje odpowiednio wygładzony, ale bliżej już mu do realiów niż gładkiemu jak jedwab „Downton Abbey”, w którym służące rzadko miewają plamy na fartuszkach.

Historia płynąca krwią

Realizm zdecydowanie lepiej wypada w jednym z najnowszych seriali telewizyjnych – „Tabu”, z ponurą rolą Thomasa Hardy’ego. Co prawda nasz ponury i komunikujący się ze światem głównie za pomocą chrząkania bohater nie jest może wzorem przyjaciela z ekranu, jednak amerykańska rzeczywistość jego czasów doskonale wypada w oku kamery.

Wielbiciele „Tabu” z pewnością byli także fanami doskonałego „Peaky Blinders”, którego bohaterzy to bardzo źli chłopcy z żyletkami wszytymi w czapki. Thomas Shelby wraz z kompanią niepodzielnie rządzą ponurym, brudnym i nieprzyjaznym Birmingham. Jest ciemno, brudno, obraz rozjaśnia jedynie rewelacyjny Cilian Murphy. Brytyjczycy naprawdę umieją robić porządne seriale.

"Peaky Blinders" Fot. mat. prasowe

Do początków współczesnej medycyny cofa nas z kolei „The Knick” – serial mało porywający, ale estetycznie bez zarzutu. Nie jest to może arcydzieło światowego kina telewizyjnego, jednak pracy operatora nie można zarzucić nic. Choć akcja często drętwieje, niuanse medycznego świata i leżącego tuż obok półświatka, zapewnią na pewno kilka rozrywkowych godzin.

Wizyta w krainie fantazji

Cały czas pozostajemy jednak w chłodnych realiach. Choć są intrygi, sensacje, a trup ściele się gęsto, czasem brak iskry – tej, która tak poruszała nas w dzieciństwie. Stąd produkcje, które jednocześnie zaspokajają potrzeby estetyczne, jak i grają na zupełnie innych emocjach. Mamy oto oparty na powieściach Diany Gabaldon serial „Outlander”, opowiadający o losach Claire Randall, sanitariuszki wojennej, która podróżuje w czasie. Wszystkie sezony zyskały przychylność widzów, a fani powieści wypowiadają się o serialu wyjątkowo pozytywnie. Jednak Claire i jej światy to tylko fantazja, choć z solidnym historycznym podłożem.

My przenieśmy się zatem w nieco bardziej awanturnicze rejony. Jednym z najczęściej omawianych, uwielbianych i oglądanych seriali są przecież słynni „Wikingowie”, którzy nawet podczas powtórek telewizyjnych gromadzą przed ekranem ogromną publiczność. Rozmach tej telewizyjnej produkcji jest jej ogromnym plusem – to samo można powiedzieć o żywych i interesujących bohaterach oraz realistycznych scenach, które zapierają dech w piersi.

Kadr z serialu 'Wikingowie'Kadr z serialu 'Wikingowie' reż. Johan Renck, Ciarán Donnelly, Ken Girotti, prod.Shaw Media, Take 5 Productions, World 2000 Entertainment

Niesłabnącą popularnością może pochwalić się też serial „Marco Polo” – w swojej ostatniej odsłonie robił naprawdę dobre wrażenie. Lgnęli do niego chętni zakończonego w 2013 roku „Spartakusa”, który sięgał do spektakularnych i brutalnych czasów, które są tak chętnie wykorzystywanym tematem głównie ze względu na niesłabnące zainteresowanie nimi widzów. Ponadto producenci nie obawiają się pikanterii – gorszące sceny z niektórych telewizyjnych produkcji stają się już klasyką telewizji! I nieustająco budzą emocje.

Z bohaterami czwartej serii „Piratów” można będzie pożeglować w CANAL+. Nowe odcinki w czwartki o 21:00.

"Belle Epoque" to miał być hit. Jak wyszło? "Szkoda, że poziom nie jest tak wysoki jak budżet" [OPINIE] >>

Więcej o: