"Wszystko zostaje w rodzinie" ma więcej znaczenia, niż się wydaje. Zawsze może nas dopaść rodzinna "klątwa"

Filmowi twórcy i autorzy książek od lat próbują pokazać, że w koncepcji "rodzinnej klątwy" jest coś więcej niż zwykły zabobon. Niektórzy naukowcy wychodzą im naprzeciw i twierdzą, że możemy odziedziczyć te same lęki i traumy, które mieli nasi przodkowie, nawet jeśli nigdy z nimi nie rozmawialiśmy.

Często w filmach lub w książkach możemy zobaczyć, jak bohaterowie muszą poradzić sobie z kłopotami, w które wpadają z racji swoich rodzinnych obciążeń. Jako pierwszy na usta ciśnie się oczywiście przykład zakazanej miłości "Romea i Julii" czy konflikt rodzinny pomiędzy Kargulami i Pawlakami z "Samych swoich". Jednak należy przyznać, że dużo bardziej interesujące dla widzów i twórców są historie o nieco mniej racjonalnym podłożu.

Historie o duchach można traktować z przymrużeniem oka, ale należy oddać im honor - w ich tle niektórzy naukowcy znajdują ślady mechanizmów, które są możliwe do wytłumaczenia w sposób naukowy. Oczywiście trudno uwierzyć, że biedną wdowę prześladują duchy osób zabitych z broni wynalezionej przez jej teścia, jak było to w przypadku filmu z Helen Mirren pt. "Winchester". Ale już całkiem poważnie można wytłumaczyć, że nawet jeśli nie wiemy, co w domowym zaciszu robiła nasza babcia, jej decyzje i zachowanie bardzo poważnie wpływają na życie naszej rodziny, jak ma to z kolei miejsce w najnowszym horrorze z Toni Colette pt. "Dziedzictwo. Hereditary". Konsekwencje działań naszych krewnych mogą nas dotykać nawet długo po ich śmierci.

'Dziedzictwo. Hereditary''Dziedzictwo. Hereditary' materiały prasowe

Wyobrażacie sobie, że prawie 100 lat temu przydarzyło się waszemu dziadkowi coś, przez co wy teraz boicie się np. dźwięku nadjeżdżającego pociągu? 

Choć to może wydawać się szalone, to w stwierdzeniu, "że wszystko zostaje w rodzinie" jest całkiem dużo prawdy. Okazuje się, że nawet nie musimy dokładnie wiedzieć, co złego przydarzyło się np. naszemu dziadkowi, żeby skutki jego traumatycznego wypadku z czasów I wojny światowej przeżywać na własnej skórze jeszcze przez wiele lat. Jakim cudem? Czynników, które do tego prowadzą, jest kilka.

Przede wszystkim na funkcjonowanie rodziny zawsze wpływają psychologiczne mechanizmy. Nawet jeśli nie rozmawia się otwarcie o jakimś traumatycznym przeżyciu związanym z jednym z członków rodziny, to całkiem prawdopodobnie jeszcze długo będzie ono wpływało na to, jak układają się relacje pomiędzy krewnymi. Tak np. samobójstwo babci albo brata, nagła śmierć dziecka czy choroba psychiczna kuzynki może jeszcze przez długie lata kłaść się cieniem na życiu beztrosko bawiącego się dziś w piaskownicy bobasa. 

Ten motyw wykorzystuje się np. w systemie hellingerowskich ustawień rodzinnych, choć nauka uznaje samego Hellingera za hochsztaplera. Lubią go jednak filmowcy i artyści, co znajdujemy np. w polskim kryminale "Uwikłanie" Jacka Bromskiego z Mają Ostaszewską w roli głównej. Tam prokurator Szacka rozwiązuje zagadkę śmierci uczestnika takiej sesji terapeutycznej w zamkniętym ośrodku. Podejrzanych jest kilku – wszyscy pacjenci razem odgrywali scenki z życia rodzinnego denata, by pomóc mu wyleczyć się z blizn zostawionych przez trudne przeżycia z dzieciństwa.    

Coś na ten temat mają też do powiedzenia genetycy. Prężnie rozwijają się ostatnio badania dotyczące dziedziczenia pozagenowego, czyli tak zwana epigenetyka. Naukowcy zajmujący się tą dziedziną prowadzą badania, które potwierdzają, że traumatyczne wydarzenia w życiu matki mogą mieć niebagatelny wpływ na życie ich dzieci - przynajmniej u zwierząt. Podaje się przy tym przykład eksperymentu na myszach, które nauczono kojarzyć zapach kwiatów wiśni z bólem – w klatkach rozpylano zapach i rażono zwierzątka delikatnie prądem.

Skojarzenie zapachu z bólem było tak silne, że nawet dzieci myszy, które nie były poddawane podobnej procedurze rażenia prądem, reagowały stresem na ten sam zapach.

Podobnie zdaniem naukowców może być z traumatycznymi wydarzeniami w życiu ludzi. Dzięki świeżo odkrytym mechanizmom dziedziczenia genów i badania ich aktywności, specjaliści od epigenetyki twierdzą, że to naprawdę możliwe, iż reagujemy podejrzanie nerwowo w sytuacjach, które były niebezpieczne dla naszych przodków, choć tak na dobrą sprawę nas nigdy nie spotkały przykre konsekwencje w podobnych sytuacjach.

Ich zdaniem właśnie to tłumaczy m.in. dlaczego dzieci matek, które były głodzone przez dłuższy czas, mają potem w dorosłym życiu skłonność do nadwagi, nawet jeśli nigdy nie poznały swoich protoplastek. Ich organizmy są genetycznie uwarunkowane do kumulowania jak największych zapasów energetycznych.

'Dziedzictwo. Hereditary''Dziedzictwo. Hereditary' Reid Chavis | materiały prasowe

Tak więc nawet jeśli dziadek nigdy nie opowiadał o tym, jak uciekał przed spadającymi bombami, to jest całkiem możliwe, że my będziemy nerwowo reagować na głośne wybuchy. Osoba cierpiąca na traumę i syndrom stresu pourazowego niekoniecznie musi chcieć opowiadać o tym, co ją spotkało. Jednym z objawów PTSD jest ciągłe odtwarzanie traumy - niekontrolowane i niechciane. To z kolei prowadzi ucieczki od przerażających nas wspomnień. Taka osoba może unikać rozmów i sytuacji, które się z czymś złym kojarzą, ale stres, zwłaszcza ten mocny, tak na nas wpływa, że w naszym organizmie może dojść do zmian. A te możemy przekazać nawet niechcący następnym pokoleniom. 

Może więc pisarz Marcin Wolski nie odbiegł tak daleko od rzeczywistości w swojej powieści "Nieprawe łoże". Autor przedstawił tam historię mężczyzny obdarzonego pamięcią genetyczną. Dzięki tej niespotykanej umiejętności pewnego dnia zaczyna śnić dokładne wydarzenia z życia swojej matki, które miały miejsce w trakcie II wojny światowej. Nie ma prawa znać żadnych szczegółów, albowiem wiele rzeczy wydarzyło się na długo przed jego narodzeniem, a matka nie miała szansy mu ich streścić, bo dość szybko zmarła. Bohater prowadzi dokładne poszukiwania na ten temat, aż pewnego dnia znika w tajemniczych okolicznościach, ponieważ przygody mamy znacząco łączyły się z wprowadzeniem komunizmu w Polsce.

Epigenetykę bez wątpienia zna Ari Aster, reżyser horroru "Dziedzictwo. Hereditary". Tłumaczy ona działania głównej bohaterki granej brawurowo przez Toni Colette. Bo czym innym jest próba podpalenia swojego syna w czasie lunatykowania, jak nie odgrywaniem scenariusza bardzo głęboko zakorzenionego w podświadomości Annie Graham, a mającego początek w działaniach babki? Wpływ nieżyjącej kobiety na życie nie tylko Annie, lecz także całej rodziny jest tak przemożny, że nie ma przed nim ucieczki. Brzmi przerażająco? Cóż, niektórzy naukowcy uważają, że tak właśnie działają nasze organizmy. Możemy to tylko zaakceptować.

"Dziedzictwo. Hereditary" - zwiastun PL