Łąki Łan: jesteśmy banitami polskiej sceny muzycznej

Kto, jak nie oni, mógłby lepiej pasować do takiej roli. Jak sami przyznają, zespół "kojarzony przyrodniczo-łąkowo-leśnie" stworzył piosenki, które "nie dźwięczą w lesie, tylko w karczmie". - Musieliśmy trochę wyjść poza rewiry, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Na szczęście bywaliśmy w karczmach dosyć często, więc nie było zbytniego problemu - wspomina Włodzimierz "Paprodziad" Dembowski. Muzycy z Łąki Łan nie tylko nagrali kawałki do słuchowiska "Robin Hood i Szmaragdowy Król", ale też w nim wystąpili. Jak wspominają pracę przy tym projekcie?

Trudno mi sobie wyobrazić bardziej od Was adekwatną ekipę do napisania leśnej muzyki, ale muszę spytać konkretnie: Jak doszło do tego, że napisaliście piosenki do słuchowiska o Robin Hoodzie?

Michał „Bonk" Chęć: Zgłosił się do nas Storytel z fajnym pomysłem. I tak zrobiliśmy do słuchowiska o Robin Hoodzie trzy piosenki, ale jest tam też trochę muzyki, której nie ruszaliśmy.

Piotr „Mega Motyl" Koźbielski: Samo nagrywanie było super - świetnie było sięgnąć do rewirów z młodości. Przynajmniej u mnie to wywołało ciarki i czuję się też dumny, że mogłem tam dać kawałek swojego głosu i bębna.

"Robin, w kapturze ziom" to cover piosenki, na której wychowało się naprawdę wielu widzów i słuchaczy. Czy w związku z tym czuliście presję? Czy to jakoś wpływało na pisanie i śpiewanie swojej wersji?

Jarosław „Poń Kolny" Jóźwik: Przy robieniu muzyki staraliśmy się o tym nie myśleć. Świadomie wręcz nie zagłębialiśmy się w oryginał. Chodziło nam o stworzenie coveru, który nie będzie odtworzeniem co do nuty - chcieliśmy uchwycić nasze wspomnienie tego utworu. O dziwo, okazało się, że ta impresja wyszła wystarczająco wiernie, żeby rozpoznać, o co chodzi. Pewne różnice oczywiście są do wyłapania, ale wydaje mi się, że dzięki temu piosenka jest ciekawsza. W ten sposób odsunęliśmy presję na bok, bo gdybyśmy chcieli to zagrać nuta w nutę, mogłoby jednak być trudno.

W słuchowisku pojawiają się też Wasze dwie autorskie piosenki. Czym się kierowaliście, kiedy je pisaliście? Łatwiej Wam zrobić coś swojego?

Michał „Bonk" Chęć: Reżyser miał wybitnie konkretną wizję tego, co chce od nas dostać. Nie było tak, że nam powiedział 'A zróbcie jakieś fajne piosenki'. On dokładnie wiedział, czego chce.

Jarosław „Poń Kolny" Jóźwik: One mają bardzo konkretne zastosowanie w słuchowisku, bo są tłem do określonych sytuacji, więc miały spełnić odpowiednią rolę ilustracyjną.

Włodzimierz „Paprodziad" Dembowski: Jako zespół kojarzony przyrodniczo-łąkowo-leśnie, musieliśmy stworzyć dwie piosenki, które nie dźwięczą w lesie, tylko w karczmie. Musieliśmy więc trochę wyjść poza rewiry, do których jesteśmy przyzwyczajeni.

W takim razie jak się czuliście poza swoją standardową strefą komfortu?

Włodzimierz „Paprodziad" Dembowski: Na szczęście bywaliśmy w karczmach dosyć często, więc nie było zbytniego problemu.

Jarosław „Poń Kolny" Jóźwik: Często też robimy sobie wycieczki stylistyczne, więc to nam akurat bardzo pasowało i nie sprawiało większej trudności. To było po prostu fajne wyzwanie.

Nie tylko nagraliście muzykę do tego słuchowiska, ale też w nim zagraliście. Można powiedzieć, że obsadzono Was po warunkach, bo wcielacie się w grajków i teraz możecie powiedzieć, że zagraliście razem z Tomaszem Kotem i Robertem Więckiewiczem w jednym słuchowisku. Zastanawiam się, czym się to dla Was różniło od pracy nad muzyką?

Włodzimierz „Paprodziad" Dembowski: Czyta się inaczej, niż śpiewa i na pewno jest to inny rodzaj pracy, ale tyle różnych rzeczy w życiu robiliśmy, że to nie było wyzwanie ponad nasze możliwości. I ja i Mega Motyl mieliśmy już jakieś doświadczenia a la aktorskie, więc była to dla nas przyjemność.

Piotr „Mega Motyl" Koźbielski: To też satysfakcja z tego, że bierze się udział w czymś, co jest - można powiedzieć - czymś wielkim, bo mnóstwo ludzi tego posłucha. Rzeczywiście zamysł całego projektu jest bardzo fajny. To mi przypomina te stare radiowe słuchowiska, które robiono dla dzieci, a których sam słuchałem na kasetach i płytach winylowych. Często zwykłe audiobooki nie mają żadnego drugiego dna muzycznego, tylko pan lektor czyta książkę w odpowiedniej intonacji. A tutaj dostaliśmy rozpisane z rozmachem słuchowisko z rewelacyjnymi aktorami, którzy są świetnymi profesjonalistami. Taką wisienką na torcie jest właśnie muzyka, która sprzyja wyobraźni.

Słuchowisko 'Robin Hood'Słuchowisko 'Robin Hood' Materiał promocyjny

Reżyser był dla was wymagający? Skoro przyszedł z gotowym pomysłem na muzykę, to wyobrażam sobie, ze od was jako aktorów mógł wymagać jeszcze więce

Piotr „Mega Motyl" Koźbielski: Nie chcę się chwalić, ale przeczytałem swoją rolę dwa razy. Reżyser akurat był wtedy chory, więc komunikowaliśmy się po nagraniu przez telefon. Dostawał ode mnie nagrany plik i przesłuchiwał go sobie w domu, a potem dał mi dwie czy trzy wskazówki. No i za drugim razem się udało bez problemu. Wydaje mi się, że ten mój naturszczykowy charakter - bo nie jestem z wykształcenia aktorem - mógł mu podpasować.

A to dla mnie o tyle ważne, że z Łąki Łanem produkujemy swój serial, gdzie pełnię funkcję lektora: czytam i piszę dialogi. Nazywa się "Strzępy losu" i można obejrzeć go na YouTubie - nawiasem mówiąc polecam wszystkim. Często słyszę, że mam do takiego czytania fajny głos, więc tym milej było się sprawdzić w takim dużym projekcie.

Włodzimierz „Paprodziad" Dembowski: Dla mnie to było z kolei wyzwanie tekściarskie. Staram się zawsze pisać teksty, które mogą dotrzeć do wszystkich, niezależnie od płci i wieku, a wieku zwłaszcza - tak, żeby mogły też tego słuchać dzieciaki. Tutaj pisałem o imprezie w karczmie, a karczmy jak wiadomo, to nie jest miejsce dla milusińskich. Próbowałem więc tutaj napisać coś, co będzie wyraziście pokazywać karczmiane obyczaje, nawyki i energię, a jednocześnie chciałem tak to sprytnie zawoalować, żeby nie było słychać niczego, co mogłoby dzieci skrzywdzić czy urazić. W refrenie np. jest ta kanka, z której mają lać nie wiadomo co, ale w sumie wiadomo, co z kanki się nalewa.

Teraz oczywiście muszę zapytać, co z tego doświadczenia wynieśliście dla siebie i co wykorzystacie przy robieniu swojego serialu, który jest dostępny na YouTubie.

Włodzimierz „Paprodziad" Dembowski: Moje teksty są znane z tego, że wymagają bardzo dobrej dykcji. Kiedy już nagrywaliśmy "Lej mu lej", okazało się, że tyle w tym tekście zmieściłem, że musiałem kilka razy poprawiać nagranie. Ciągle nie było słychać słów odpowiednio wyraźnie, żeby dobrze wybrzmiały w słuchowisku. Myślę więc, że przy okazji tego projektu poczyniłem kolejny krok w pracy nad dykcją. Myślałem, że już bardziej się nie da, a jednak się da i nawet trzeba. Dalej mi się wydaje, że nigdy w życiu nie będę w stanie zaśpiewać końcówki tego utworu.

Jarosław „Poń Kolny" Jóźwik: A tak, nie wiem, czy pamiętasz, wzięliśmy Cię sposobem. Nagrywaliśmy to stopniowo - od wolniejszego do coraz szybszego tempa. Może gdybyś tak codziennie ćwiczył, to w końcu byś dał radę.

Włodzimierz „Paprodziad" Dembowski: W każdym razie polecam każdemu na trening logopedyczno-aktorski wyśpiewanie sobie końcówki piosenki "Lej mu lej"

Powiedzielibyście, że ogólne przesłanie tego projektu pokrywa się z Wasza wizją artystyczną i przesłaniem, na jakim Wam zależy?

Piotr „Mega Motyl" Koźbielski: Jako muzycy - ludzie wolnego zawodu i o otwartych sercach - potrafimy sprawić, że nasz udział w takim projekcie był zgodny z nami.

Włodzimierz „Paprodziad" Dembowski: Jesteśmy kojarzeni nawet nie tyle z lasem, co z dziarską drużyną banitów muzycznej sceny w Polsce. Ja też często chodzę w kapturze - chociażby z tego względu pewnie przypasowaliśmy panu reżyserowi.

Michał „Bonk" Chęć: Mogę tylko powiedzieć, że zespół i ja, przy takich projektach staramy się zrobić muzykę, która jest dla nas po prostu, a jednocześnie sprawdza się w oczach reżysera. Bo wyzwaniem jest zrobienie czegoś, co będzie fajne i jednocześnie będzie pasować do całości danego materiału.

Wspomniałeś, że jesteście traktowani jak muzyczni banici w Polsce. Nigdy tak o Was nie myślałam, wystarczy spojrzeć na waszych słuchaczy na koncertach, albo na YouTuba, gdzie macie po 10 mln wyświetleń pod piosenką. Skąd to przekonanie się bierze?

Włodzimierz „Paprodziad" Dembowski: Jesteśmy uznawani za jeden z najlepszych koncertowych zespołów w Polsce, a jednocześnie nie latamy po głównych radiach, w telewizji też za dużo nas nie ma. Więc wydaje mi się, że faktycznie jesteśmy trochę takimi Robinami z Sherwood, którzy chowają się po lasach i niosą ekologiczne przesłanie powrotu do natury. Tak na przekór temu stechnokratyzowanemu światu.

Pierwszy raz byłam na waszym koncercie, kiedy graliście w jednym z warszawskich lokali w 2009 roku i wtedy zaskoczyło mnie, jak wiele osób przyszło przebranych za pszczółki, kwiatki, żuczki etc. Od tej pory zastanawiałam się, czy to wyszło spontanicznie, czy jakoś ich do tego zachęcaliście.

Michał „Bonk" Chęć: Kazaliśmy im! Pamiętam, że dzwoniłem do losowo wybranych ludzi w telefonie i mówiłem im 'masz przyjść na koncert i się przebrać'.

Jarosław „Poń Kolny" Jóźwik: Michał im robił te stroje nawet.

Piotr „Mega Motyl" Koźbielski: To była spontaniczna reakcja ludzki, która była bardzo miła, ale sami się też trochę do tego przyczyniliśmy. Mieliśmy kiedyś tak zwany merch - oprócz płyt i zespołowych koszulek woziliśmy ze sobą też różne czółki, czapeczki, śmieszne okulary czy skrzydełka dla dzieci. To były akcesoria na bale przebierańców, nasz człowiek zaopatrywał się w to dosłownie w hurtowni z balonami i takimi różnymi bajerami. Ludzie na koncertach to kupowali i siłą rzeczy zakładali to na siebie.

Jarosław „Poń Kolny" Jóźwik: To całkiem naturalnie wiążę się z wizerunkiem zespołu - jeśli muzycy noszą się na czarno, ludzie przychodzą ich posłuchać ubrani na czarno, jeśli oni są w kratkę, to tamci też. W naszym przypadku przebrania dają możliwość wejścia w bajkową atmosferę i to się wszystkim udziela.

Który ze swoich koncertów najlepiej wspominacie?

Jarosław „Poń Kolny" Jóźwik: Dla mnie jednym z tych najbardziej oczywistych, był ten dla miliona osób - to zostawia ślad w człowieku.

Mega Motyl: Chodzi oczywiście o występ na Przystanku Woodstock, kiedy zagraliśmy po The Prodigy. Rzadko się zdarza, żeby zespół z Warszawy, niemający np. takiego hitu, który ma 185 mln wyświetleń jak np. ma napisana przez moją szwagierkę "Mucha w mucholocie", mógł zagrać przed taką publicznością i żeby, jak potem żartowali dziennikarze, był supportowany przez brytyjską supergrupę. Koncertów zagraliśmy setki, jeśli nie tysiące i każdy z nich miał w sobie coś cudownego. Ale te wszystkie Woodstocki, które zagraliśmy, były wyjątkowe i będziemy je pamiętać całe życie.

Michał „Bonk" Chęć: Open'airy też były świetne, ale dla mnie taką niesamowitą woodstockową atmosferę, o jakiej opowiadają chłopaki, zawsze miały też koncerty na festiwalu Kazmierkejszyn, gdzie zagraliśmy już z siedem razy. Tam klimat jest niemal taki sam, jest tylko bardziej kameralnie i czuję się, jakbym grał dla znajomych. Te występy razem z Open'airami wpisują się na moją specjalną półkę najbardziej pamiętnych spotkań z publicznością.

Jarosław „Poń Kolny" Jóźwik: Z innej beczki przypomniał mi się jeszcze występ bodaj w Amsterdamie - graliśmy na statku pod pokładem. Historia wiąże się z tym fantastyczna. Graliśmy po miejscowym zespole, który miał bardzo dużo ludzi na publiczności i atmosfera była świetna. Kiedy skończył grać około godziny 11, a my mieliśmy zacząć - co było dla nas wielkim wydarzeniem, bo to koncert za granicą - wszyscy sobie poszli. Okazało się, że o tej porze odpływa ostatni prom na drugą stronę rzeki, więc zostaliśmy praktycznie sami z obsługą.

 ***

Robin Hood i Szmaragdowy Król" to słuchowisko autorstwa Jakuba Ćwieka, twórcy popularnej serii fantastycznej "Kłamca", a także głośnych kryminałów "Topiel" i "Drelich". To w pełni oryginalna fabuła, wykorzystująca legendarne postacie Robina, Marion, Szeryfa i Wesołej Kompanii, stawiająca ich naprzeciw innej legendy - Króla Artura i Rycerzy Okrągłego Stołu. Tonalnie słuchowisko nawiązuje do Kina Nowej Przygody, gdzie humor miesza się z galopującą na złamanie karku akcją, choć jednocześnie Jakub Ćwiek inspirował się mistycznością kultowego serialu "Robin z Sherwood" z 1984 roku - stąd po jego Sherwood przechadza się tajemniczy bóg lasu, Hern.

Słuchowisko dostępne tylko na Storytel