Jak koronawirus wpływa na kino? Fani Bonda chcą opóźnić premierę "Nie pora umierać", a Netflix odwołuje zdjęcia

Wybuch epidemii koronawirusa odcisnął swoje piętno na przemyśle filmowym na całym świecie. W dniu, kiedy do sprzedaży trafiły bilety na nowego Bonda, pojawił się w sieci apel widzów o to, by przesunąć premierę z obawy o zdrowie widzów. Netflix wstrzymał zdjęcia do najnowszej produkcji z gwiazdorską obsadą, a w Chinach zamknięto tysiące kin. Straty idą w miliony dolarów.
Zobacz wideo

We wtorek 3 marca liczba osób zakażonych koronawirusem na świecie wyniosła już 90 tysięcy. Mówi się o trzech tysiącach ofiar śmiertelnych na całym świecie, w samych tylko Włoszech z powodu zarażenia zmarły 52 osoby, a w Polsce 200 osób z podejrzeniem koronawirusa zostało poddanych kwarantannie.  Skutki rozwoju choroby na całym świecie odczuwają także filmowcy.

Jak koronawirus wpływa na kino i telewizję? Fani chcą przełożyć premierę nowego Bonda

31 marca ma odbyć się światowa premiera 25. filmu o przygodach Jamesa Bonda, "Nie pora umierać" (w Polsce film dostępny będzie od 3 kwietnia). Jednak w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa pojawiła się petycja, której twórcy związani są największą fanowską stroną poświęconą agentowi 007, MI6-HQ oraz magazynem "MI6 Confidential". Apelują do twórców i dystrybutorów filmu, by pokazali nową produkcję dopiero latem.

Zobacz wideo

Jak donosi "The Hollywood Reporter", postulują w swoim liście otwartym, by "postawić zdrowie publiczne ponad biznesowe harmonogramy" i chwalą też decyzję o odwołaniu premiery filmu w Chinach. Podkreślają - "To tylko film. Zdrowie widzów na całym globie jest ważniejsze". W swoim apelu zauważają, że premiera oznacza iż w jednym kinie znajdą się tysiące osób, a "wystarczy jedna, która może nie mieć jeszcze widocznych objawów, by zarazić resztę zebranych. To nie jest promocja filmu, którą ktokolwiek by chciał mieć". Podkreślają - "Czekaliśmy na ten film już ponad cztery lata. Kilka dodatkowych miesięcy nie sprawi, że będzie się nam mniej podobał". Producent jeszcze się nie odniósł do tego apelu, ale za to Netflix nie miał wątpliwości, że zdjęcia do filmu "Red Notice" trzeba odwołać.

Netflix odwołuje zdjęcia do filmu z gwiazdorską obsadą przez koronawirusa

Netflix zażarcie walczył o prawa do nakręcenia sensacyjnego "Red Notice" z takimi gwiazdami w obsadzie jak Ryan Reynolds, Gal Gadot i Dwayne Johnson. Wygrał je po przepychance z Universal Pictures, ale woli dmuchać na zimne i poczekać z realizacją zdjęć - donosi Reuters. 

Historia skupia się na agencie Interpolu, który tropi nieuchwytną do tej pory złodziejkę najdroższych dzieł sztuki, a za scenariusz i reżyserię odpowiedzialny jest Rawson Marshall Thurber znany z takich produkcji jak "Agent i pół", "Millerowie" czy "Drapacz chmur". W jego nowym projekcie inwestorzy widzą duży potencjał na dochodową serię filmową. Gal Gadot zgodziła się zagrać najlepszą złodziejkę świata, Ryan Reynolds z kolei będzie wcielał się w niemniej skutecznego oszusta, a ścigać ich będzie Dwayne Johnson właśnie.

Sęk w tym, że zaplanowane na marzec zdjęcia miały być kręcone także we Włoszech, gdzie z powodu koronawirusa zmarły już 52 osoby. Dlatego też Netflix szuka zastępczej lokalizacji. Z powodu epidemii już wcześniej z Wenecji wyjechała ekipa filmowa "Mission Impossible 7" z Tomem Cruisem w roli głównej.

>>> Tom Cruise utknął we Włoszech przez koronawirusa. Wstrzymano prace nad "Mission Impossible 7"<<<

Koronawirus doprowadził w Chinach do milionowych strat na rynku filmowym

W związku z wybuchem epidemii koronawirusa zamknięto blisko 70 tys. kin w całych Chinach. To obecnie jeden z największych rynków filmowych na całym świecie - generuje rocznie dziewięć miliardów dolarów zysku, co przelicza się na 33 proc. udziałów w rynku międzynarodowym.

Jak podaje serwis Movieweb, powstał raport, w którym oszacowano wpływ koronawirusa na lokalną gospodarkę. Obliczenia mówią, że przez ostatnie dwa miesiące straty wynikające z paraliżu kin sięgają w Chinach kwoty o wysokości 214 mln dolarów. Przez wprowadzenie kwarantanny i zakazów publicznych zgromadzeń tamtejsze kina zarobiły w styczniu i lutym niecałe 31,3 mln dolarów. Sekretarz Chen Bei przekazał:

Wnioskując z obecnych okoliczności, nie ma możliwości, by przemysł filmowy zaczął ponownie działać. Nie wyrażamy zgody na wznowienie działalności mimo apelów z branży.

Przestój w Chinach jest też odczuwalny dla producentów z Hollywood. Od kilku lat dzięki wpływom z tamtego rynku wiele produkcji nie przynosi strat twórcom, kiedy wpływy z zachodniego rynku są niewystarczające. Tylko w tym roku opóźniono premiery filmów takich jak "Doktor Dolittle", "1917", "Jojo Rabbit", "Małe Kobietki". Nie wiadomo też, co Disney zdecyduje w związku premierą "Mulan" wyszykowaną ze specjalną myślą o chińskich odbiorcach. Produkcja filmu kosztowała 200 mln dolarów, co czyni go najdroższym remake'em animacji w historii wytwórni. Twórcy mogą opóźnić debiut tylko w Chinach i liczyć się ze stratami spowodowanymi pirackimi kopiami lub przesunąć premierę na całym świecie, co będzie wymagało nowej i kosztownej kampanii marketingowej.

Więcej o:
Skomentuj:
Jak koronawirus wpływa na kino? Fani Bonda chcą opóźnić premierę "Nie pora umierać", a Netflix odwołuje zdjęcia
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX