Teatry zamknięte z powodu koronawirusa. Aleksandra Popławska: Wielu moich kolegów zostało bez środków do życia

Z powodu epidemii koronawirusa decyzją rządu zostały zamknięte wszystkie placówki kulturalne w Polsce: teatry, muzea i kina, koncerty są odwołane. "Artyści, którzy pracują tylko w teatrze, nie grają spektakli, nie będą mieli za co żyć" - napisała Barbara Kurdej-Szatan. Część środowiska zapowiada, że będzie występować o rekompensatę od ministra Glińskiego.
Zobacz wideo Barbara Kurdej-Szatan o zamknięciu teatrów przez koronawirusa

- Zdecydowaliśmy się zamknąć wszystkie placówki kultury: teatry, muzea, opery, filharmonie, ale także kina - przekazał premier Mateusz Morawiecki na środowej konferencji prasowej po posiedzeniu rządowego sztabu zarządzania kryzysowego. Ma to potrwać (podobnie jak w przypadku przedszkoli i szkół) do 25 marca.

Czytaj też: Związek Zawodowy Aktorów Polskich o sytuacji w teatrach: Pandemia postawiła aktorki i aktorów w arcytrudnym położeniu

Zamknięte teatry to dla niektórych aktorów dramat. "Żyją ze spektakli, w tej sytuacji nie mają nic"

To oznacza, że nie zostaną zagrane zaplanowane spektakle, co znacząco wpłynie na wynagrodzenia aktorów. - Jestem aktorką, nie jestem związana z żadnym teatrem etatowo. Pracuję na umowach o dzieła, gram w różnych miejscach. Zarabiam tylko wtedy kiedy gram spektakle. Problem polega na tym, że zazwyczaj umowy podpisuję w dniu grania spektakli, co oznacza, że nawet nie mogę udowodnić, że miałam dane tytuły zagrać - mówi nam anonimowo aktorka, absolwentka wrocławskiej PWST. - Sytuacja jest dramatyczna, mam poczucie, że nawet nie bardzo mam podstawy, żeby szukać gdzieś rekompensaty. Ktoś musiał by mi uwierzyć na słowo, że miałam w tym miesiącu zagrać 15 spektakli. Może należałoby wyciągnąć od tych miejsc poświadczenia na ten temat... Nie wiem, nic nie wiem - dodaje zaniepokojona.

Jeśli weźmiemy pod uwagę tych z umowami o pracę, chociaż stawki są zróżnicowane (to nawet 5-6 tys.), to nie tylko początkujący aktorzy często mają w ramach etatu wynagrodzenie mniejsze niż 2 tysiące złotych. Jak pisał w 2018 roku Łukasz Knap, Agata Kulesza przyznała, że na etacie zarabia 1,6 tys. zł. "Oczywiście, ma więcej źródeł dochodów, ale jej 'podstawa' dobrze pokazuje, że na początkach kariery życie aktora nie jest usłane różami" - pisze Knap.

Barbara Kurdej-Szatan zdradza realia pracy w teatrze: Podstawa to około tysiąc złotych >>

Na problem zwróciła również uwagę Aleksandra Popławska, znana m.in. z serialu "Wataha" czy filmu "Underdog". Napisała na Instagramie:

Dla nas, ludzi kultury, oznacza to klęskę finansową, miejmy nadzieję jednak, że wyjdzie to wszystkim na zdrowie. Cóż, siła wyższa. Dziś gramy ostatni spektakl, a od jutra przymusowy urlop.
 

- Wielu moich bezetatowych kolegów zostało bez środków do życia i bez możliwości zarobku, a mają rodziny dzieci i rachunki do zapłacenia. Aktorzy etatowi są w odrobinę lepszej sytuacji, ale etaty są marne, trudno się z nich utrzymać i zapłacić rachunki, więc aktor zawsze liczy na spektakle - mówi Popławska w rozmowie z Gazeta.pl i dodaje, że marzec miał dla niej i reszty zespołu TR Warszawa być szczególnie owocny. - W lutym nie miałam żadnych spektakli, w marcu miało być ich osiem plus wyjazd na Przegląd Piosenki Aktorskiej, dodatkowo płatny - też odwołany. W kwietniu nie mam żadnego spektaklu w TR, a w maju trzy. Oczywiście ja sobie poradzę, gdyż uprawiam też inne aktywności zawodowe, ale są aktorzy, którzy utrzymują się tylko z teatru i zagranych przedstawień - wyjaśnia, po czym dodaje:

Poza tym, nie chodzi tylko o kwestię imprez kulturalnych z marca, ludzie wpadli w panikę i nie kupują lub oddają bilety na kolejne miesiące. Dla teatrów prywatnych, które nie utrzymują się z dotacji tylko z wpływów za bilety, dla małych artystycznych fundacji czy dla kin studyjnych odwołanie spektakli czy zaplanowanych seansów to masakra, bo rachunki za sale, prąd, czynsze reguluje się z wpływów z biletów, a tymczasem trzeba będzie to zapłacić z własnej kieszeni, bo wpływów nie będzie.

Potwierdza to założyciel i dyrektor Teatru IMKA Tomasz Karolak. - Obecną sytuację teatrów można próbować porównać na razie tylko z tą z okresu dwutygodniowej żałoby po katastrofie smoleńskiej dokładnie dziesięć lat temu. Po tamtych dwóch tygodniach przerwy sceny w Warszawie odbudowywały frekwencje przez rok, poza stolicą szybciej - mówi Gazeta.pl i o najbliższych tygodniach mówi: Plan był taki, że mieliśmy każdego dnia grać jeden, a nawet dwa spektakle. Jesteśmy na etapie weryfikacji liczb, ale straty mogą wynieść nawet 300-400 tys. złotych. Działamy na własny koszt, choć szczęśliwie mamy zagwarantowaną dotację miasta, przyznaną w konkursie. To nas nie uwalnia jednak od kosztów stałych. Utrzymanie siedziby kosztuje i było to możliwe, gdy graliśmy, teraz pojawia się problem zapłacenia czynszu. Bez dochodów będzie nam trudno uiścić całość opłaty w przyszłym miesiącu.

Karolak również zauważa, że osobny problem stanowi sytuacja aktorów. - Nie mają etatów i gdy spektakle są odwołane, nie może być mowy o wynagrodzeniu. To samo dotyczy obsługi technicznej. Rząd, który zdecydował się o odwołaniu spektakli, powinien pomyśleć o systemie pomocy i rekompensat - mówi.

Tomasz KarolakTomasz Karolak Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

Aktorka teatralna Karolina Węgrzyńska mówi natomiast: Pracuję na etacie w państwowym teatrze. Odwołane spektakle, ale również warsztaty, które miałam prowadzić to mój chleb - podkreśla. - Bez nich dostanę tylko mój etat - minimalną krajową. To kwota, na której można jedynie egzystować, bo z pewnością nie ŻYĆ [od 2019 roku "najniższa krajowa" wynosi 2250 zł brutto - przyp. red.]. - Rozumiem decyzję rządzących. Polska nie jest gotowa na walkę z wirusem. Brakuje testów na obecność korony, personelu, sprzętu medycznego. Nie akceptuje natomiast niekonsekwencji. Kościoły oraz centra handlowe również powinny zostać odgórnie zamknięte - zauważa.

Inna aktorka zauważa jednak anonimowo, że jej zdaniem artyści bez etatu powinni próbować wcześniej się zabezpieczyć. - Widzę tu absolutny, od dawna dojmujący, brak inicjatywy i chęci do działania samych artystów w kwestii stworzenia silnej reprezentacji w postaci ZASP-u lub innej formacji, która działałaby na rzecz artystów i reprezentowała ich interesy. Jest to zwykle postawa roszczeniowa, która pojawia się w momencie kryzysu, ale po kryzysie nic z niej dalej nie wynika. Dobrze by było, gdybyśmy mieli reprezentanta naszych interesów, który ma realny wpływ na prawodawstwo - podkreśla.

Kwarantanna uderza też w muzyków

Trudny czas czeka nie tylko ludzi związanych z teatrem. - Organizatorzy imprez kulturalnych zagranicznej gwieździe czasem muszą zapłacić 80 proc. jeszcze przed przyjazdem. Oczywiście, straci na tym cała gospodarka i inne grupy zawodowe, ale rząd już zapowiada im rekompensaty. Minister edukacji obiecał, że nauczyciele będą pobierać normalne wynagrodzenia, dla wolnych zawodów nie przewidziano czegoś takiego póki co. Jeśli sytuacja przeciągnie się w czasie, oznacza to upadek małych organizacji kulturalnych - ostrzega Aleksandra Popławska.

Joanna Koroniewska ubolewa nad odwołaniem spektaklu. W obliczu koronawirusa prosi młode osoby o odpowiedzialność >>

Krystian Stopka, menadżer wokalistów i organizator wydarzeń, podkreśla, że następstwa kwarantanny i zamknięcia instytucji kulturalnych i imprez masowych są dużo bardziej dalekosiężne niż może się wydawać na pierwszy rzut oka, bo zawieszenie imprez masowych poskutkowało odwołaniem koncertów w następnych miesiącach. - Wokół takiego koncertu pracuje cały sztab ludzi: technicy, organizatorzy wydarzenia, agencje koncertowe, pracownicy miejsc, które te koncerty organizują - zauważa.

Basista zespołu jednej z popularnych piosenkarek, proszący o anonimowość, podobnie jak jego koledzy z branży, jest zatrudniony w ramach umowy o dzieło. W rozmowie z Gazeta.pl zauważa, że sezon plenerowych koncertów jeszcze się nie zaczął, ale już w marcu straci pieniądze za sześć występów. On i wiele osób z jego otoczenia mogą mieć trudność w utrzymaniu płynności finansowej:

To są pieniądze, które my już sobie liczymy: jeżeli w miesiącu mamy sześć koncertów, to wiemy, że stać nas będzie na spłacenie kredytu mieszkaniowego i przeżycie. Jeżeli tego w ogóle nie ma, to robi się niebezpiecznie. Miejmy nadzieję, że te koncerty będą przeniesione, a nie odwołane. O ile koncerty klubowe można przełożyć, to już dni miasta i inne tego typu imprezy trudno będzie przekładać. 

On także planuje podpisać się pod petycją do ministra kultury w sprawie wsparcia. Ma jednak dość sceptyczne nastawienie. - Nas jest jednak garstka, więc nie sądzę, żeby coś to miało zmienić. Ale każdy krok jest dobry, żeby ktoś wyżej zauważył, w jakiej sytuacji my jesteśmy - mówi.

Więcej o: