Szczepan Twardoch znowu ostro o polityce: Nie mają chleba? Niech jedzą karty wyborcze

Szczepan Twardoch w ostatnim czasie szeroko komentuje sytuację polityczną. Po poradach dla premiera Mateusza Morawieckiego opublikował wpis, w którym punktuje obydwie strony politycznej barykady, a przy tym krytykuje rząd za brak pomocy dla osób najbardziej cierpiących pod względem ekonomicznym w dobie pandemii koronawirusa.
Zobacz wideo

"Kiedy w zeszłym tygodniu żartowałem sobie z rządu, który uroczyście ogłasza, że w nieodległym terminie poinformuje o terminie, w którym poinformuje o tym, kiedy poinformuje, etc., to tylko tak sobie żartowałem, nie myślałem, że minister Szumowski i premier mają czas na czytanie głupot, które jakiś tam literat klepie na fejsie" - napisał Szczepan Twardoch w odniesieniu do poprzedniej wypowiedzi, w której zalecał rządzącym ogłoszenie podczas kolejnych konferencji prasowych m.in. "nakazu chodzenia tyłem i z zamkniętymi oczami w dni parzyste, w nieparzyste zaś skakania na lewej nodze". Tym razem uderzył w zdecydowanie poważniejszy ton i mówi m.in. o "gospodarczym trzęsieniu ziemi, wobec którego państwo ma obywatelom do zaoferowania jedynie konferencje i wybory korespondencyjne".

Zobacz też: "The Times" uznał książkę Szczepana Twardocha za najlepszą powieść miesiąca >>

Szczepan Twardoch: Jestem pewien, że nadchodzi fala, która zmiecie aktorów dzisiejszej sceny politycznej

Autor "Króla" podkreślił, że mijają kolejne tygodnie życia w niewiedzy dla milionów ludzi, którzy "nie mogą zaplanować niczego, nie mogą wziąć kredytu na przetrwanie, bo nie wiadomo, ile trzeba będzie przetrwać". Twardoch dodał:

Co zaś państwo polskie ma im do zaoferowania, tym, którzy z dnia na dzień stracili środki do życia, drobnym przedsiębiorcom, restauratorom, właścicielom siłowni, pracownikom tychże, kelnerom, aktorom, fryzjerom...? Państwo polskie ma im do zaoferowania kolejne konferencje prasowe i wybory korespondencyjne. To znaczy po prostu, że Polska w potrzebie zostawia swoich obywateli samym sobie. Nie mają chleba? Niech jedzą karty wyborcze.

Dostało się również opozycji, której ofertę dla Polaków pisarz podsumował jako "kandydatkę, która nie potrafi samodzielnie przeczytać przemówienia z kartki" i "dwóch pajaców znanych z tego, że są znani". Niemały akapit został poświęcony Jarosławowi Kaczyńskiemu, o którym Twardoch napisał m.in.:

Jarosław Kaczyński, który chciał zostać „emerytowanym zbawcą narodu” miałby teraz ku temu okazję. Co zaś robi? Zdaje się całkowicie nie dopuszczać do siebie skali gospodarczego trzęsienia ziemi; (...) całą swoją wolę angażuje w partyjne rozgrywki, przeciąganie posłów, grożenie, przekupowanie. Jakby rzeczywistość go nie dotyczyła. Po śmierci matki i brata całkowicie samotny, zatopiony w pragnieniu zemsty, schorowany, pogardzający wszystkimi, z którymi musi pracować, bo też prawie wszyscy kiedyś go zdradzili.

Pisarz zaznaczył, że nie ma pojęcia, kiedy dobiegnie końca "konstytucyjny kryzys", w jakim znalazło się polskie państwo, ale sądzi, że największe niebezpieczeństwo dopiero przed nami. "Wszystko to zmiecie kryzys gospodarczy, którego być może nie widać jeszcze w całej jego grozie, ale który już tu jest. Nagle spauperyzowana klasa średnia straci nie tylko środki do życia, ale przede wszystkim zawali się jej system samoidentyfikacji i poczucia własnej wartości, bo znajdzie się w sytuacji niewiele różniącej się od sytuacji zepchniętej na granice egzystencji klasy ludowej" - stwierdził Twardoch i zakończył wpis słowami:

Jaki kolor będzie miała fala, która zmiecie aktorów dzisiejszej sceny politycznej? Nad tym można się zastanawiać. Bo co do tego, że taka fala już nadchodzi, jak wywołane trzęsieniem ziemi tsunami, tego jestem pewien i chyba niczego więcej, bo ustalone normy świata drżą i zdarzyć może się wszystko. Na dzisiejsze spory tych nieudolnych, zadowolonych z siebie misiów będziemy jeszcze patrzeć z rozrzewnieniem.

Cały wpis przeczytacie poniżej: