Twardoch beszta Niemców za pacyfizm: Hasło 'Żadnej wojny' to obelga dla walczącej Ukrainy

Śląski pisarz Szczepan Twardoch napisał dla "Die Welt" esej "Dzisiaj Kijów - jutro Ryga albo Berlin". Krytykuje w nim pacyfistyczną politykę Niemiec wobec Rosji, szczególnie jego zdaniem "głupią i niemoralną" w obliczu rosyjskiej napaści na Ukrainę.

W czwartek 24 lutego o godzinie 3 polskiego czasu rosyjskie wojska zaatakowały Ukrainę. Żołnierze uderzyli zarówno z ziemi, jak i z powietrza. Ukraińska armia stawia twardy opór, ale sytuacja zmienia się z minuty na minutę. Na stronie głównej Gazeta.pl prowadzimy relację na żywo.

Zobacz wideo Generał Koziej: Ta wojna jest aktem założycielskim prawdziwego, silnego państwa ukraińskiego

Tekst ukazał się w środowym (02.03.2022) wydaniu dziennika. Twardoch zauważa, że chętnie powtarzane w Niemczech pacyfistyczne hasło "Żadnej wojny" (niem. "Kein Krieg") to pokłosie drugiej wojny światowej - w obecnej sytuacji jest jednak mało adekwatne. "Minęło już 80 lat. Zmieniony świat wymusza inną postawę" - argumentuje pisarz.

Powstrzymać Rosję za wszelką cenę

"'Żadnej wojny!' nie rozróżnia między ofiarą a agresorem. 'Żadnej wojny!' akceptuje to, co zyskuje agresor poprzez działania militarne. 'Żadnej wojny!' rozbraja ofiarę, która nadal walczy na wojnie"- wymienia Twardoch i dodaje, że hasło to jest wręcz obelgą dla Ukraińców, którzy teraz walczą o swój kraj i chcą stać się narodem, który sam decyduje o swoim losie. Pisarz podkreśla, że nie jest zwolennikiem rozwiązań siłowych, ale w obecnej sytuacji to "nie wojnę, lecz Rosję trzeba powstrzymać za wszelką cenę".

Zwraca uwagę, że sowiecka, a później rosyjska propaganda niemal od stu lat chętnie wykorzystuje pacyfizm do tego, by "Zachód moralnie i intelektualnie spacyfikować". Wskazuje też, że zachodnioeuropejscy zwolennicy rozbrojenia nigdy nie kierowali podobnych żądań do Kremla. Tymczasem prawdopodobieństwo powstania zbrodniczego reżimu w Niemczech jest niespotykanie małe. "Taki reżim istnieje za to teraz blisko nas, a Niemcy chętnie robią z nim interesy" - zauważa Twardoch.

Według pisarza, niemiecki pacyfizm okazał się wobec narastającej rosyjskiej agresji drogą donikąd. "Bezrefleksyjny pacyfizm niemieckiej klasy politycznej Niemiec miał zapewne dobre intencje, de facto był jednak głupi i niemoralny. Niemoralne były wydatki na zbrojenie w wysokości 1,4 proc. (PKB – przyp. red.). Niemoralne było działanie na zwłokę w obliczu jawnej rosyjskiej przemocy. Niemoralne było zwlekanie z dostawą broni Ukrainie, niemoralny był Nord Stream 2 i polityka energetyczna uzależniająca Europę od rosyjskich paliw kopalnych" - wylicza Twardoch. Dodaje, że za niemoralne uważa także przekonanie, że trzeba w przyszłości z Rosją "w jakiś sposób dojść do porozumienia, znaleźć kompromis ponad głowami Ukraińców".

Unieważnić zwolenników Rosji

Twardoch podkreśla, że z radością przyjął 27 lutego 2022 r. zmianę podejścia Niemiec wobec Rosji, w tym zgodę na dostarczenie Ukrainie broni, zwiększenie wydatków na zbrojenia oraz chęć budowy terminali LNG. Pisarz postuluje, aby korzystając z popularnej ostatnio "kultury unieważniania" (ang. "cancel culture"), pozbawić wpływów i możliwości działania europejskich zwolenników Rosji, którzy "bezwstydnie biorą rosyjskie pieniądze", począwszy od Gerharda Schrödera, przez Marine Le Pen aż po Viktora Orbana.

Dodaje też, że paradoksalnie nie krytykuje Niemiec, bo jest germanofobem, a właśnie dlatego, że jest pełen uznania dla zachodnich sąsiadów Polski. Niemniej obecną politykę Niemiec względem Rosji uważa za "haniebną plamę" w historii tego kraju po 1945 roku. Od niemieckich polityków pisarz żąda przyznania się do kompletnej pomyłki w polityce względem Rosji. "Rację miały Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, Gruzja, ale nie Niemcy czy Francja, które tradycyjnie stały po stronie Rosji. Jarosław Kaczyński myli się dzisiaj we wszystkim, rację za to miał jego brat, prezydent Lech Kaczyński, który w 2008 roku powiedział: dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze kraje bałtyckie, a później może także i Polska" - czytamy w "Die Welt".

 

Zdaniem Twardocha jedyną alternatywą dla Europy wobec rosyjskiego bezprawia są Unia Europejska i NATO. Słowa te pisarz kieruje także do polskich polityków, zajętych osłabianiem jedności Europy. Twardoch postuluje przeznaczanie większych środków finansowych na uzbrojenie niż Rosja, po to by uniknąć dalszych wojen, a także zmusić Rosję do porzucenia swojej agresywnej polityki i zwrotu ukraińskich terenów.

"Musimy też – jak słusznie zauważył Boris Johnson – rozłożyć rosyjską gospodarkę na łopatki, tak aby na końcu sami Rosjanie pozbyli się głównego winowajcy tych wydarzeń, Władimira Putina. Rosji, temu zbójeckiemu państwu podbijającemu inne kraje, muszą zostać wyrwane zęby i pazury zanim - po Kijowie – będzie chciało sięgnąć po więcej: Rygę, Warszawę albo Berlin" - ostrzega.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle. 

Specjalne wydanie po ukraińsku z najnowszymi informacjami z Ukrainy. Gazetę możesz pobrać bezpłatnie tutaj

Trwa rosyjska wojna przeciwko Ukrainie. Są informacje o zniszczonych domach, rannych i zabitych. Potrzeby rosną z godziny na godzinę. Dlatego Gazeta.pl łączy sił z Fundacją Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM), by wesprzeć niesienie pomocy humanitarnej Ukrainkom i Ukraińcom. Każdy może przyłączyć się do zbiórki, wpłacając za pośrednictwem Facebooka lub strony pcpm.org.pl/ukraina. Więcej informacji w artykule:

Jak pomóc Ukrainie? Gazeta.pl łączy siły z PCPMGazeta.pl łączy siły z PCPM, by wspierać Ukrainę. Sprawdź, jak możesz pomóc

W tym tekście piszemy "w Ukrainie" zamiast wyrażenia "na Ukrainie", do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Od lat trwa debata, która forma jest odpowiedniejsza i niesie większy ładunek szacunku dla narodów (skoro mówimy "we Francji", "w Szwajcarii", czemu mówić "na Słowacji" czy "na Ukrainie"?). Część językoznawców podkreśla, że użycie "w" nie jest językowo niepoprawne i zależy w zasadzie od woli mówiącego, czy piszącego.

Protesty w wyrazie solidarności z Ukrainą (zdjęcie ilustracyjne)Dlaczego piszemy "w Ukrainie"? Wyjaśnienia językoznawców

Więcej o: