Film "Szamanka" okazał się jednym z najbardziej kontrowersyjnych polskich obrazów lat 90. Odważne sceny erotyczne i przemoc były nie tylko wyzwaniem dla widzów, ale przede wszystkim dla samej Iwony Petry. Młoda aktorka musiała zmierzyć się z wymagającymi scenami, które często przekraczały granice komfortu psychicznego. Według plotek reżyser pastwił się nad nią na planie, co miało negatywny wpływ na jej stan emocjonalny.
Na premierze "Szamanki" nie pojawił się Bogusław Linda, ale to brak Iwony Petry wywołał więcej szumu. Media zaczęły rozprzestrzeniać plotki o jej rzekomym pobycie w tybetańskim klasztorze czy w ośrodku dla psychicznie chorych. Aktorka stała się ofiarą medialnej nagonki, która odbiła się na jej zdrowiu psychicznym. W wywiadach wspominała, że ludzie widzieli w niej jedynie obiekt seksualny, a nie artystkę.
Po premierze filmu Petry zdecydowała się opuścić Polskę. Wyjechała do Londynu, a później do Nowego Jorku i Mediolanu, gdzie pracowała jako modelka, kelnerka i niania. Choć próbowała powrócić do aktorstwa, proponowano jej głównie role rozbierane, co utwierdzało ją w przekonaniu, że przemysł filmowy postrzega ją jedynie przez pryzmat jej roli w "Szamance".
W 1998 roku Iwona Petry powróciła do Polski, pozując do odważnych zdjęć dla "Playboya", co miało być próbą przypomnienia o sobie i zyskania dystansu do przeszłości. Mimo to, jej aktorska kariera nie nabrała ponownego rozpędu. Wyszła za mąż za dziennikarza Marcina Źrałka, napisała zbiór opowiadań "Gabinet żółcieni" i rozpoczęła pracę nad powieścią, która jednak nie doczekała się publikacji. W 2006 roku Petry ukończyła historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim. Jej małżeństwo nie przetrwało próby czasu.
Musiało minąć wiele lat, zanim Iwona Petry mogła otwarcie mówić o Andrzeju Żuławskim i swojej roli w "Szamance". W jednym z wywiadów przyznała, że wybaczyła reżyserowi, choć nie pozbyła się wszystkich negatywnych emocji. "Współczuję mu, że tak postrzega świat. Wszystko sprowadza do seksualności" - wyznała w rozmowie z Galą.
Petry często wspomina, że jej doświadczenia na planie "Szamanki" były niezwykle trudne i mogłyby być bardziej odpowiednie dla osoby starszej, bardziej doświadczonej życiowo. "Kiedy zaczynałam zdjęcia, miałam 20 lat. W tym wieku nie ma się jeszcze zbyt wielu doświadczeń życiowych. Wchodziłam więc na plan jako raczej naiwna dziewczyna, a kilka miesięcy później opuszczałam go jako doświadczona kobieta" - powiedziała w jednym z wywiadów.
Iwona Petry nie wyklucza, że w przyszłości napisze książkę, w której opowie całą prawdę o swoich doświadczeniach związanych z "Szamanką". Chociaż jej aktorska kariera została zniszczona przez jedną rolę i towarzyszące jej plotki, Petry stara się odnaleźć spokój i nową drogę życiową, koncentrując się na swojej pasji do historii sztuki z dala od blasku reflektorów i medialnego zgiełku.