Już 25 stycznia 2026 roku odbędzie się 35. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, której twórcą i inicjatorem jest Jerzy Owsiak. Mało kto wie jednak, że zanim zajął się działalnością charytatywną, miał zupełnie inny plan na życie. Po ukończeniu liceum ekonomicznego chciał podążać za marzeniami i w tym celu złożył dokumenty na warszawską Akademię Sztuk Pięknych. Mimo niepodważalnego talentu indeksu nie otrzymał ani za pierwszym razem, ani za trzema kolejnymi. To wtedy od przyjaciela dowiedział się, że w pracowni witraży trwają poszukiwania nowego pracownika, a że umiejętności plastyczne posiadał, to zgłosił się i posadę otrzymał. Tworzył głównie lampy w modnym stylu "Tiffany", co szybko przyniosło mu popularność wśród fanów tego rzemiosła oraz "góry forsy", jak twierdził w wywiadzie dla "Vivy".
W młodości Owsiak należał do grupy hippisów, a buntownicza natura nie opuszczała go, nawet gdy wykonywał poważne obowiązki. Przed laty na łamach "Playboya" wspominał m.in. o renowacji 600-letniego kościoła Dominikanów we Wrocławiu, w którą był czynnie zaangażowany. Podobno na słupkach witrażowych wypisywał obelgi pod adresem Wojciecha Jaruzelskiego i Leonida Breżniewa. – Dla potomnych – tłumaczył. Przez pewien czas przebywał też za granicą, w tym w Holandii oraz w Berlinie Zachodnim, gdzie był pracownikiem fizycznym.
Po powrocie do Polski i krótkim pobycie w szpitalu psychiatrycznym, do którego trafił, udając paranoję, by uniknąć poboru do wojska, rozpoczął kurs psychoterapeutyczny i zatrudnił się w ośrodku dla trudnej młodzieży. – Od czasu do czasu trzeba było z laczka przyłożyć – opowiadał w jednym z wywiadów, przyznając, że nieocenione w relacjach z wychowankami były dla niego umiejętności nabyte podczas trenowania karate. W międzyczasie zainteresował się też światem rock and rolla, którego chciał stać się częścią. Zaczynał jako kierowca zespołu Voo Voo, a potem sam zaczął organizować muzyczne wydarzenia i koncerty.
W latach 80., już jako doświadczony konferansjer, Owsiak rozpoczął swoją przygodę z dziennikarstwem. W popularnej w tamtym czasie Rozgłośni Harcerskiej powołał do życia Towarzystwo Przyjaciół Chińskich Ręczników, a także prowadził autorską audycję, na której antenie co rusz rzucał surrealistycznymi hasłami, takimi jak "Uwolnić słonia". – To były debilne hasła – przekonywał po latach jeden z redaktorów rozgłośni, Paweł Sito. – To nie miało sensu i nic się za tym nie kryło – dodawał. Ale zdobyte doświadczenia okazały się kluczowe w dalszym rozwoju kariery Owsiaka. Już na początku ostatniej dekady XX wieku stojący wówczas na czele TVP Maciej Domański zaproponował mu nie tylko posadę, lecz także możliwość stworzenia własnego programu.
"Róbta, co chceta", bo tak się nazywał, współprowadził w duecie z Agatą Młynarską, gromadząc przed ekranami tłumy. To właśnie w ramach tego formatu w jednym z odcinków wystosowano apel lekarzy z Centrum Zdrowia Dziecka z prośbą o wsparcie zbiórki na zakup płucoserca. Pozytywny odzew widzów, który przeszedł najśmielsze oczekiwania, stał się dla Owsiaka impulsem do działania i niedługo później powołał do życia Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. – Pieniędzy ogrom, a to było jeszcze przed denominacją – wspominała Młynarska pierwszy finał wydarzenia, który odbył się 3 stycznia 1993 roku.