Marek Grechuta to ikona polskiej muzyki. Jego przeboje jak "Nie dokazuj", "Dni, których nie znamy" czy "Wiosna - ach, to ty" znają niemal wszyscy. Mało kto jednak wie, że w 1999 roku syn artysty przepadł bez wieści. Grechuta wraz z żoną Danutą, robili wszystko, by Łukasz wrócił do domu.
Marek i Danuta spotkali się na festiwalu piosenki w Krakowie, ale oboje byli wówczas w innych związkach. Ich drogi skrzyżowały się ponownie przez zupełny przypadek. Grechuta rozstał się z dziewczyną, a na ulicy spotkał właśnie Danutę. - Uśmiechnęłam się do niego i w tym momencie zaiskrzyło - powiedziała po latach. Para pobrała się w 1970 roku, a owocem związku był syn, Łukasz. Chłopak dorastał w artystycznym domu. Uczył się gry na gitarze i zajmował się malarstwem, jednak w 1999 roku nagle zniknął.
Oznajmił rodzicom, że wybiera się w podróż, ale kiedy minęło kilka tygodni, a potem miesięcy Marek i Danuta zaczęli się denerwować, bo syn nie dawał żadnego znaku życia. Grechuta wynajął prywatnego detektywa i powiadomił służby, ale Łukasz, jakby zapadł się pod ziemię. Postanowili zaapelować do niego w mediach. - Łukasz, wróć do domu! Przysięgamy ci z mamą, że nie będziemy ingerować w twoje sprawy. (...) Nasz dom jest twoim domem - mówił artysta. Wystąpili także w popularnym programie "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie".
Po dwóch latach Łukasz wrócił do domu. Prawdę o tym, co robił, wyjawił dopiero, kilka dni po śmierci ojca. Okazało się, że podróżował po świecie. - Szedłem na piechotę. (...) Kontemplowałem świat życia duchowego i Bóg zawsze miał dla mnie bardzo duże znaczenie. Moja wędrówka trwała dwa lata. Zakończyłem ją w Rzymie. Byłem na mszy, którą odprawiał Papież - powiedział.