Co nas czeka, jeśli tyle wrażliwych osób coraz głośniej mówi o lęku? Może to właśnie kultura i sztuka pozwolą nam przetrwać? Albo chociaż pomogą nam spróbować oswoić się z własnymi lękami? W listopadzie rozpoczyna się trzydziesta czwarta edycja Festiwalu Ars Cameralis, chociaż pewien przedsmak poznamy już 16 października. W tym roku motywem przewodnim wydarzenia jest STRACH.
Organizatorzy Festiwalu nigdy nie idą na skróty: zamiast uspokajających sloganów wolą szczere rozmowy. Tym razem o lęku, prywatnym i wspólnym, egzystencjalnym i tym zupełnie codziennym. – W gruncie rzeczy strach jest naszym nieodłącznym kompanem – lękamy się o zdrowie własne i bliskich, o pracę, dobytek i jakość życia, martwimy się doczesnością, ale i sprawami duchowymi. A rzeczywistość nie odpuszcza, tylko daje coraz więcej powodów do obawy, potęguje nasz niepokój. Boimy się konfliktów zbrojnych i bomby atomowej, boimy się rozwoju technologii i sztucznej inteligencji, boimy się inności i tych, którzy nie wpisują się w narzucone przez system ramy normalności, boimy się choroby, starości i śmierci, boimy się odrzucenia i samotności… Z każdą kolejną chwilą suma wszystkich naszych strachów się powiększa, codziennie ewoluuje, ulega modyfikacjom i transformacjom. Przy czym każdy ma swoją własną wersję – mówią organizatorzy.
Brzmi poważnie, ale też uczciwie. I w programie tego wydarzenia właśnie o uczciwość chodzi. Festiwal Ars Cameralis za każdym razem całkowicie pochłania uwagę publiczności. Stawia pytania, zaprasza do rozmowy, ale też wciąga w wir wystaw, koncertów i nieoczywistych, choć starannie zaplanowanych zdarzeń. Organizatorzy tworzą program, który zachęca do kontaktu. Czasem z czymś nowym, czasem zaskakującym, czasem nienazwanym. Sztuka tu prezentowana pozwala przetrwać listopad i zostaje z nami na długo.
Chociaż tegoroczny Festiwal Ars Cameralis skondensowaną formę przybierze w dniach 5–30 listopada, to już 16 października w Galerii Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach zobaczymy wystawę „Strach" Michała Minora. To artysta, który maluje, rysuje, tworzy grafiki, projektuje plakaty i autorską typografię, a jego prace były prezentowane podczas około 220 wystaw zbiorowych i 22 indywidualnych w kraju i za granicą.
– W świecie Minora zatarta zostaje granica pomiędzy tym, co ludzkie, a tym, co nieludzkie. Artysta wykorzystuje neoekspresjonistyczny gest, który wkracza w przestrzeń osobistych doświadczeń, wypełnioną odniesieniami do muzyki, literatury, filmu, w krąg osobistych przyjaźni i nienawiści, fascynacji i wrogości wobec świata – zapowiada Marek Zieliński, kurator wystawy. – Podstawą dla twórczości Michała Minora jest zdekonstruowana i zdehumanizowana przestrzeń Miasta, która staje się impulsem dla aktywności w wymiarze estetycznym, symbolicznym, wyobrażeniowym, lecz również politycznym – dodaje Zieliński.
Ta wystawa zdaje się zapraszać do wspólnego spojrzenia na zdekonstruowane miasto i maski, z których korzystamy, aby w nim przetrwać, żyć, a może i na chwilę się umościć. W sztuce Michała Minora znajdziemy nostalgię, humor, ironię i głęboką refleksję nad życiem. Minor maluje obrazy, w których wciąż zgłębia to samo pytanie – co jest w życiu najważniejsze.
Muzyka proponuje uczciwą terapię: spotkaj się z drugim człowiekiem, posłuchaj, a potem w ciszy poukładaj emocje na nowo.
Nie znamy jeszcze pełnego programu Festiwalu. Na razie organizatorzy ujawnili tylko część tegorocznych wydarzeń, przede wszystkim tych muzycznych. Jest bardzo ciekawie, co potwierdzają znikające z kas bilety.
Artystka, która szuka środków wyrazu w wielu dziedzinach: maluje, nagrywa introwertyczne lo-fi, pisze utwory na pięćdziesięcioosobowy chór dziecięcy, tworzy audiowizualne instalacje albo koncertuje w komorze, w której nie występuje echo.
Nie inaczej jest w przypadku najnowszej – wydanej w marcu tego roku nakładem prestiżowej wytwórni Matador – płyty zatytułowanej „Halo On The Inside". Artystka tworzyła ją nocami, w samotności i ciszy swojego prywatnego studio – świat zewnętrzny był na tyle cichy, że można było wsłuchać się w rytm pracy swojego ciała, będący jak wewnętrzna symfonia. Zaintrygowało ją to na tyle, że pracowała nad tym konceptem przez kolejnych osiem miesięcy.
Podczas Festiwalu Ars Cameralis Circuit des Yeux zaprezentuje się 18 listopada w katowickim Kinoteatrze Rialto. Bilety: 40 zł.
Zespół, który szybko zyskał renomę wśród publiczności i krytyki muzycznej. Występował już w prestiżowych klubach, salach koncertowych i na festiwalach, by wymienić tylko greckie Athens Jazz Festival i Preveza Jazz Festival oraz czeski Czech Music Crossroads czy belgijski Flagey. Muzycy są także finalistami 25. Bielskiej Zadymki Jazzowej i laureatami Grand Prix 59. Jazzu nad Odrą.
Trio Product May Contain tworzą: Tymon Kosma (wibrafon), Filip Botor (kontrabas) i Mateusz Borgiel (instrumenty perkusyjne). To nie zespół, to żywioł, który buduje muzyczne przestrzenie z wątków folku, ambientu, elektroniki i jazzu. Brzmi jak mapa wyjścia z niepokoju: z wielu dróg rodzi się jedna opowieść o poszukiwaniu piękna w niespokojnych czasach.
Product May Contain usłyszymy 19 listopada na Scenie w Malarni Teatru Śląskiego w Katowicach. Bilety: 25 zł.
Przygodę z muzyką zaczęła jeszcze jako nastolatka w gotycko-metalowym zespole Shellyz Raven, a za swoją pierwszą epkę „Cigars" (wydaną pod pseudonimem Rockettothesky) była nominowana do prestiżowej nagrody Spellemannprisen.
Do Katowic artystka przyjedzie ze swoim najnowszym albumem „Iris Silver Mist". Tytuł bezpośrednio nawiązuje do zapachu z domu perfumeryjnego Serge Lutens. Zapachu, który wyróżnia się surową i zimną (niczym metal) nutą, a inspiracją do jego stworzenia nie był kwiat, lecz korzeń.
Nagrania z „Iris Silver Mist" są niczym doskonale skomponowane perfumy – poszczególne nuty przenikają się, uzupełniają i akcentują swoje walory, tworząc idealną całość zawieszoną między kwiatem a dymem papierosowym, kompozycję widmową i zarazem energiczną. Wiele utworów z albumu powstało jako jeden nieprzerwany strumień, każdy płynnie przechodzi w kolejny, a nagrania terenowe – szum metra czy krople deszczu – jeszcze bardziej zacierają granice między muzyką a rzeczywistością.
Jenny Hval usłyszymy 29 listopada w Kinoteatrze Rialto. Bilety: 40 zł.
Puce Mary to pseudonim pochodzącej z Danii Frederikke Hoffmeier, jednej z najbardziej znaczących artystek na scenie ekstremalnej elektroniki. Zadebiutowała w 2010 roku kasetą „Piss Flowers". Od tego czasu wydała kilka pełnoprawnych albumów (nakładem m.in. legendarnych labeli Posh Isolation i PAN) i współpracowała z uznanymi muzykami, jak choćby Drew McDowall (Coil), Varg2TM, Kali Malone czy Stephen O’Malley. W 2024 roku stworzyła ścieżkę dźwiękową do filmu „Dziewczyna z igłą" Magnusa von Horna, która została nagrodzona podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.
O sile Puce Mary decydują występy na żywo. Artystka słynie z kunsztownego łączenia porywających interpretacji kompozycji filmowych z furią improwizowanego hałasu. W najnowszych kompozycjach eksploruje możliwości dźwięku na większą niż dotychczas skalę, buduje dynamiczne narracje, snuje opowieści pełne napięcia i oswobodzenia.
W Katowicach Puce Mary przejmuje Scenę Kameralną Teatru Śląskiego, koncert zaplanowano na 30 listopada. Bilety: 30 zł.
Czy tegoroczny Festiwal Ars Cameralis potraktuje nas z czułością, ale bez znieczulenia? Nie znamy jeszcze wszystkich punktów programu, ale już widać, że to edycja, w której lęk zostaje potraktowany serio – nie jako modny temat, lecz jako realny stan, z którym może łatwiej się zmierzyć w galerii, teatrze, kinie, na sali koncertowej, niż w życiu. Szczególnie, jeśli możemy się ustawić w bezpiecznej roli widza i doświadczać, jak artyści i artystki biorą strach na warsztat. Jedno wiemy na pewno: zaplanowane wystawy, rozmowy i koncerty nie obiecują cudownej kuracji.
Szczegółowy program festiwalu na stronie: XXXIV Festiwal Ars Cameralis
Reklama Festiwal Ars Cameralis