Na początku kariery Piotr Bałtroczyk prowadził imprezy kabaretowe. Nawiązał współpracę z TVP i był gospodarzem takich programów jak "Pegaz" oraz "Zwyczajni niezwyczajni". Później przeszedł do Polsatu, gdzie mogliśmy oglądać jego autorskie widowiska, np. "Piotr Bałtroczyk przedstawia". Widzowie byli zachwyceni pozytywnym usposobieniem poety. Wszędzie gdzie się pojawiał, można było liczyć na dużą dawkę śmiechu.
Za zamkniętymi drzwiami satyryk zmagał się jednak z własnymi demonami. Podczas stand-upów witał się z ludźmi słowami: "Dobry wieczór państwu, nazywam się Piotr Bałtroczyk i jestem atrakcją. A wy jesteście dla mnie atrakcją, bez was czułbym się jak w domu, samotny i niepotrzebny". Okazuje się, że prywatnie osobowość gwiazdora znacznie odbiegała od tego, co prezentował na scenie.
- Jestem bardzo mało towarzyski. Jestem raczej odludkiem, krąg moich bliskich przyjaciół zawęża się - powiedział w wywiadzie dla portalu wodzislaw-slaski.pl. Bałtroczyk prywatnie był związany z aktorką Joanną Fertacz. Mają dwóch synów, ale ich relacja nie przetrwała próby czasu. Jego wybranką była także Katarzyna Jasińska, ale i ta znajomość nie miała szczęśliwego zakończenia. Na dodatek nie wpłynęła dobrze na psychikę poety. - Niedawno zdałem sobie sprawę, jak wiele zła we mnie, nieposkładania wynikało z nieuświadomionej toksyczności poprzedniego związku - przyznał po latach.
Życiowe problemy spowodowały, że Bałtroczyk zachorował na depresję. - Moje życie jest próbą oswojenia jej i walki z nią. Praca estradowa na pewno z jednej strony, w jakimś sensie, mi w tym pomaga, ale z drugiej strony pewnie też szkodzi. A to dlatego, że niewątpliwie jestem perfekcjonistą. Na scenie, wystawiając się na ocenę innych, też próbuję osiągnąć perfekcjonizm, co skazane jest na niepowodzenie i jest kolejnym kamyczkiem negatywnym do ogródka mojej choroby - skwitował. Zaczął też nadużywać alkoholu. Mówił o sobie, że jest "alkoholistą". - W którymś momencie zaczęło mi to przeszkadzać, a też zaczęło być niebezpiecznie. Rzeczywiście było tak, że nie nadążałem z wynoszeniem flaszek - wyznał w rozmowie z "Polityką".
W 2009 roku dostał zawału serca. Wtedy postanowił zmienić swoje życie. Kupił stary dom w Tuławkach i zajął się prowadzeniem gospodarstwa rolnego. Bardzo mu to pomogło. Po latach uporał się z nałogami. - Myślę, że gdybym przy tych moich wszystkich neurozach, depresjach wielokrotnych i nieradzeniu sobie absolutnym, przy tym tułaczym zawodzie, jaki wykonuję, nie miał tego odejścia do Tuławek, tobym odjechał. Tak sądzę. A tak poradziłem sobie z alkoholem, poradziłem sobie z deprechami - podsumował. Kabareciarz wrócił do zawodu. Występuje teraz z programem "Starość nie jest dla mięczaków". Jeśli masz ochotę, to zagłosuj w naszej sondzie, która znajduje się poniżej.
Jeśli borykasz się z uzależnieniem lub chcesz dowiedzieć się, jak możesz pomóc osobie bliskiej, możesz skontaktować się ze specjalistami, którzy dyżurują pod tymi numerami:
Więcej informacji znajdziesz na stronach Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom.