Film Nicolasa Windinga Refna, oparty na opowiadaniu Jamesa Sallisa, to historia samotnego kaskadera z Hollywood, który dorabia sobie jako kierowca podczas napadów rabunkowych. Jeden z nich kończy się nie do końca zgodnie z planem i bohater zaczyna czuć na plecach groźny oddech swoich byłych mocodawców.
"Drive" ma wszystko, czego potrzebuja do kinowego sukcesu. Wartką akcję, znanego, młodego aktora w roli głównej (Ryan Gosling), a od niedzieli również reżysera, który został nagrodzony w Cannes. Choć nikt nie spodziewał się, że Złotą Palmę odbierze reżyser, który jako swój ulubiony film podaje "Teksańską masakrę piłą łańcuchową"...

Ten film podbił serca i canneńskiej publiczności, i dziennikarzy, i krytyków, a to dzieje się naprawdę rzadko. Ale trudno się dziwić: to pozycja która ukontentuje kinomaniaków, ale i zachwyci filmowych laików. Czarno-biały, niemy (!) film, nakręcony archaiczną techniką by lepiej oddać klimat Hollywood schyłku lat 20., gdy nieme kino ustępowało miejsca produkcjom z głosem, jest perłą francuskiego kina. Podobnie jak grający główną rolę Jean Dujardin, który otrzymał w Cannes nagrodę dla najlepszego aktora.

Film-eksperyment: izraelski reżyser Joseph Cedar, który rozsławił się nominowanym do Oscara filmem "Beaufort" o wyjściu izraelskiej armii z południowego Libanu, postanowił nakręcić fabułę zupełnie niepolityczną. Wziął na warsztat opasłe księgi Talmudu i rodzinę uczonych talmudystów, a konkretnie rywalizujących ze sobą od lat ojca i syna: Uriela i Eliezera Shkolników. I zrobił o nich trochę dramat, trochę komedię ze znanym izraelskim komikiem (Shlomo Bar Aba) w roli głównej. Krytycy są zachwyceni.
Dla kontrastu film zupełnie nieśmieszny, i zdecydowanie nie lekki. Powolna, ponad dwugodzinna opowieść policyjna prosto z tureckich stepów Anatolii, o nocnym poszukiwaniu zaginionego ciała ofiary. Wymaga sporej dawki cierpliwości, ale okazuje się, że pozorna monotonia kryje coś więcej. Dla fanów suspensu i tajemnicy.
Tegorocznych największych zwycięzców Cannes - "Drzewo życia" Terrence'a Malicka, "Melancholię" von Triera i "Chłopaka na rowerze" braci Dardenne - zobaczyć po prostu trzeba. Chociażby dlatego, by móc zgodzić się, lub nie, z wszystkimi uparcie uznającymi ich przez ostatnie dwa tygodnie za faworytów, pomimo tego, że film braci Dardenne publiczność podzielił, film Malicka został przez nią wygwizdany, a reżysera "Melancholii" wyrzucono z festiwalu.