Nie chciał, by syn został aktorem. Ale pracę mu "załatwił". Wybrał inną drogę. Pomogła macocha

Jan Englert ma czwórkę dzieci, ale tylko najmłodsza pociecha poszła w jego ślady. Historia mogła potoczyć się inaczej. Syn aktora wystąpił nawet u jego boku w filmie. Tomasz Englert wybrał jednak inną ścieżkę kariery, a pomogła mu w tym macocha, Beata Ścibakówna.
Jan Englert
Jan Englert, Fot. Adam Kozak / Agencja Wyborcza.pl

Jan Englert ze związku z Beatą Ścibakówną doczekał się córki, Heleny. To jednak niejedyna pociecha aktora. Z pierwszego małżeństwa z Barbarą Sołtysik ma trójkę dzieci: Tomasza, bliźniaczki Katarzynę i Małgorzatę, które unikają rozgłosu. Choć tylko najmłodsza córka Englerta poszła w jego ślady, to syn poniekąd także związany jest z show-biznesem. Przez chwilę myślał nawet o aktorstwie, jednak ojciec skutecznie odwodził go od tych planów.

Syn Jana Englerta żyje z dala od show-biznesu. W młodości chciał iść w jego ślady

Tomasz Englert urodził się 7 czerwca 1970 roku. Jak mówił po latach jego ojciec, narodziny pierworodnego bardzo go ucieszyły. W tym czasie jednak skupiał się na rozwijaniu kariery, a nie rodzinie.

Byłem mocno zajęty w filmie, w teatrze, a potem jeździłem po świecie. Kiedy dzieci dorastały, nie uczestniczyłem w ich problemach, a pewnie wtedy byłem najbardziej potrzebny. Naprawdę nie umiem się z tego rozgrzeszyć

- wspominał na łamach swojej biografii "Bez oklasków". Tomasz Englert żyje z dala od blasku fleszy i tylko raz, w 2014 roku, zdecydował się na udzielenie szczerego wywiadu magazynowi "Gala". - Nie można mówić, że jak nie ma mężczyzny w domu, to jest złym ojcem. Tak się ułożyli z mamą, nieprzymusowo, bo to był jej wybór - opowiadał o dzieciństwie. - Klasyczny model rodziny: mama wychowuje, ojciec dyscyplinuje. Z racji tego, że rzadziej się pojawia w domu, łatwiej nim straszyć - dodał i podkreślił, że nie obwinia ojca, choć początkowo miał do niego żal o rozwód z matką.

Mimo że ojciec był często nieobecny, to doskonale zapadły mu w pamięci chwile, gdy na dobranoc czytał mu urywki z "Pana Tadeusza" i zabierał na próby do teatru. To sprawiło, że zapragnął iść w jego ślady. - Ciemność, nastrój... robiło to duże wrażenie. Ojciec zniechęcał mnie do zostania aktorem. Mówił, że to trudny i stresujący zawód, który nie daje poczucia bezpieczeństwa - opowiadał. I choć w 1992 roku u boku Jana Englerta pojawił się w filmie "Wielka wyspa", była to jedynie krótka przygoda.

Zobacz wideo Helena Englert zagra chłopca w adaptacji kultowej książki. "Będę mogła troszeczkę zejść na ziemię"

Czym zajmuje się Tomasz Englert? "Umrę jako bogaty i nieszczęśliwy człowiek"

Jeszcze jako student został prezesem domu mediowego. Szybki awans i dobre zarobki sprawiły, że długo skupiał się niemal wyłącznie na życiu zawodowym. - Stwierdziłem, że jeśli będę tak żył dalej, umrę jako bogaty i nieszczęśliwy człowiek, który nie bardzo wiedział, po co to wszystko robi. Zrezygnowałem z pracy - wspominał w "Gali". Rozwiódł się też z żoną i zaczął przeżywać "drugą młodość", z czego nie jest dziś dumny. To wtedy pomocną dłoń wyciągnęli do niego jego macocha i ojciec. Za ich namową anonimowo wystartował w konkursie na fotografa w Teatrze Narodowym. Tomasz Englert fotografią zajmuje się do dziś, a jego pracami zachwyca się szczególnie Ścibakówna, którą także uwiecznia w obiektywie. - Tomek ma niesamowite wyczucie, świetne oko - mówiła w rozmowie z "Vivą". - Będę robił to, na co mam ochotę - podsumował Englert w "Gali".

Więcej o: