Doda to bez wątpienia jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej popkultury. Charyzmatyczna piosenkarka obdarzona silnym głosem i legendarnym ilorazem inteligencji. Zadebiutowała jeszcze jako nastolatka i już wtedy potrafiła wzbudzić zainteresowanie. Szkolona przez Elżbietę Zapendowską i Janusza Józefowicza wokalistka dała się w mediach poznać jako osoba zadziorna, pyskata i buńczuczna. Od samego początku ostro grała swoim hiperseksualnym wizerunkiem, który tylko podkręcały doniesienia o tym, że należy do MENSY. Przez 20 lat kariery towarzyszyły jej liczne skandale. Teraz Dorota Rabczewska wraz z zaproszonymi gośćmi analizuje swoje dotychczasowe osiągnięcia i potknięcia przed kamerami ekipy serialu dokumentalnego "Doda". Serial liczy trzy odcinki i można go oglądać na platformie Prime Video od 20 lutego 2026 roku. Właśnie z okazji premiery tej produkcji udało się nam porozmawiać z artystką. Całość rozmowy dostępna jest w poniższym nagraniu:
Po obejrzeniu dokumentu "Doda" łatwo zauważyć, że piosenkarka przez lata prowadziła swoją karierę na zasadzie starcia z różnymi osobami z branży. Od razu rzuciło się więc na myśl pytanie o to, skąd brała na to wszystko siłę. - Ale jakie miałam wyjście? - stwierdziła na samym początku wywiadu z Gazeta.pl Doda. Nie brała pod uwagę tego, że może po prostu wrócić do domu i do rodziców, od których wyprowadziła się po ukończeniu szkoły podstawowej.
Po chwili przyznała: - Nie wiem, czy mam siłę. Czasami też mi jej brak, ale nie chcę zmarnować życia. Nie chcę zmarnować tego talentu i mam takie poczucie, że nie dam komuś satysfakcji. Nie chcę dać ludziom satysfakcji, których jedynym sukcesem w życiu, bo nie osiągnęli żadnego, byłoby to, żebym ja się poddała. To jest moja przekora, może mój złośliwy charakter. Ale właśnie dzięki niemu, przez tą krnąbrność, potrafiłam iść dalej do przodu. To nie jest łatwe - powiedziała Gazeta.pl Rabczewska.
- Boże, nawet sobie nie zdajesz sprawy, jakie to jest ważne pytanie. Bo to pokazuje, o ile łatwiej, przyjemniej - też dla innych, którzy na przykład ode mnie dostali w pysk - by nam się żyło w zgodzie. Bez ataków, zazdrości. (...) Ja bym się skupiała na muzyce, a nie na jakichś głupotach: obyczajówkach, sądach, atakach. Bez sensu to wszystko. Połowy tego nie powinno być, po prostu powinnam się skupić na muzyce i robić tak jak inni artyści. A wciąż po prostu był atak przez pierwsze 20 lat. Nie wiem, dlaczego akurat mnie sobie upatrzyli - analizowała w trakcie wywiadu.
Szybko znalazła odpowiedź na postawione przez siebie pytanie: - Znaczy wiem. Jestem kolorowym ptakiem, a nie laską, która wchodzi i tylko mówi "dziękuję, dziękuję, dziękuję", "o Boże", "przepraszam, przepraszam, przepraszam", "a mogę, mogę?". No nie. Wchodzę, idę jak po swoje, więc może to drażnić w kraju, który wyrósł z postkomunistycznych, PRL-owskich warunków, w którym wciąż za wszystko trzeba było przepraszać i o wszystko trzeba było prosić. Nie wiadomo skąd mam raczej taki zachodni styl. Po prostu staję, wiem, jaką mam wartość i proszę mnie doceniać. I mogło to wku***ać - uznała Doda.
Doda miała niecałe 16 lat, kiedy została wokalistką zespołu Virgin. Niedługo później wzięła udział w programie "Bar" - jednym z pierwszych polskich reality-show. Już wtedy było widać, że miała konkretny pomysł na to, jak chce kreować w mediach swój wizerunek. Zapytaliśmy więc, jak się wykrystalizował:
- Powstawał z biegiem czasu. Jako 13-latka dostałam się do Teatru Buffo i zaczęłam pracować profesjonalnie na jego deskach. Wtedy zaczęłam też trochę bardziej samodzielnie myśleć, obserwować show-biznes. Już nie jako fanka Kelly Family, która kocha Angelo i pragnie z nim wziąć ślub. Zaczęłam obserwować biznes, bo wiedziałam, że będzie częścią mojego życia. To było jasne, że niebawem wkroczę tam z tego teatru i chciałam się jak najwięcej nauczyć. A przynajmniej to pierwsze wrażenie chciałam zrobić bez falstartu
- opowiedziała w rozmowie z Gazeta.pl Doda.
Jak chciała ten cel osiągnąć? - Zaczęłam obserwować gwiazdy bardziej już pod kątem wymyślania sobie alter ego - wyjawiła. Kto przykuł jej uwagę? - Czy to Britney Spears, czy Christina Aguilera, które debiutowały, jak miałam 17 lat czy 16 i wszystkie inne ikony popkultury - wspomina. Tak nam też objaśniła swoją strategię:
Wtedy zrozumiałam, że nie mogę po polsku robić tej kariery, że muszę być takim powiewem bezczelnego zachodu. Trzeba do tego nazwać rzeczy po imieniu. Po pierwsze, mam to w sobie, więc wyłuskam parę cech charakteru, które mi się przydadzą do zbudowania tego alter ego. Podkręcę jeszcze kilka innych, więc nie będę musiała za bardzo udawać.
- Po drugie, bardzo mi zależało, żeby ta postać totalnie odróżniała się na tle artystów, którzy są raczej grzeczni, mają taki spoko PR, ale trochę są przez to nijacy. Podobała mi się też kariera Michała Wiśniewskiego. Podobały mi się wszystkie artystki rockowe. Rock and roll zawsze mi się podobał: bo tam był pazur, tam było nie było kompromisu, tam wszyscy pie***lili system i PR. Dlatego dobrze się tam odnalazłam na samym początku. Mój pierwszy wywiad "Bravo Girl" był o tym, ile narkotyków zdążyłam wziąć w życiu i których spróbowałam, a których już na pewno nie chcę. W ogóle się tego nie wstydziłam, mówiłam to wprost. Po prostu wiedziałam, że nie mogę sobie wejść do show-biznesu jako ja, bo mnie zmielą, wyplują i tyle będzie. Wiedziałam, że muszę mieć "postać" - podkreśliła Rabczewska.
Jaka miała więc być ta "postać" ? - Zgodna z moimi cechami charakteru, bo nie chcę nikogo oszukiwać. Ale też będzie postacią, która nie da sobie w kaszę dmuchać i będzie bardzo wyrazista, będzie ciągnąć za sobą tłumy - uściśliła.
Widzowie dokumentu "Doda" dowiedzą się też, że ten publiczny wizerunek przysporzył piosenkarce sporo trudności w życiu osobistym. Jej kolejni partnerzy mieli problem z rozróżnieniem tego, co jest kreowane na użytek sceny, od tego, co się dzieje w domowym zaciszu: - Budząc się ze mną, nie czują się rozczarowani, tylko wiesz, zakochują się w lasce, która lata w lateksowych majtkach po scenie, wygina się, jest głośna, wulgarna, przeseksualizowana, czasami obsceniczna - wytłumaczyła w trakcie naszej rozmowy Doda.
Rabczewska nie ma wątpliwości, że mężczyźni, z którymi się prywatnie spotyka "mogą się zdziwić, kiedy widzą moją prawdziwą twarz". Jaka to twarz?
- Osoby, która jest introwertyczna, bardzo ceni sobie spokój i ciszę. Nie lubi spędzać czasu wolnego z ludźmi, bardziej się dogaduje ze zwierzętami. Osoby, która jest bardzo konserwatywna, jeśli chodzi o związki damsko-męskie. U mnie w ogóle nie wchodzą w grę jakieś otwarte związki czy swinger party, w ogóle porzygam się
- wtajemnicza Doda.
To nie koniec potencjalnych zaskoczeń: - Raczej jestem chłopczycą. Temat seksu jest jednak dla mnie bardzo istotny i ważny. Natomiast te wszystkie rzeczy, za które być może się zakochali we mnie mężczyźni, one padają już po pierwszej randce. Mam wobec nich też inne oczekiwania, niż miałaby laska biegająca w lateksie na scenie. Konkretne, poważne, bardzo jasne. Zero nałogów, narkotyków, alkoholu. Znaczy dobra, raz w roku można zaszaleć. (...) Nie mam problemu, żeby sobie wypił jakieś whisky raz na dwa miesiące, luz. Ale nie mówię tutaj o sytuacjach, które dzieją się codziennie. Lub o jakichś uzależnieniach, z którymi miałam do czynienia niestety - opisała warunki, jakie potencjalny partner musi spełnić.
- Zero kasyn, zero prostytutek. Miałam z tym wszystkim do czynienia i to mi połamało psychikę. Może więc ich dziwić to, że mam takie wymagania. A nie są to moim zdaniem wymagania wynaturzonej treści, tylko takie, które nie tylko Doda, ale każda dziewczyna powinna mieć. Więc mój wizerunek sceniczny bardzo różni się od tego domowego. Natomiast w momencie, kiedy potrzeba tupnąć nogą, wykłócić o swoje, zawalczyć i być asertywnym, wtedy wchodzi Doda na pełnej - zaznaczyła.
- Natomiast kiedy czuję się bezpiecznie, kiedy jestem w objęciach swojego partnera, który mnie kocha bezinteresownie - nie dla profitów czy lajków na Instagramie - czy kiedy jestem wśród przyjaciół, przy których mogę leżeć uwalona i jeść z podłogi, czy kiedy jestem przytulona przez moich rodziców, albo przebywam wśród moich zwierząt, nie potrzebuję w ogóle być Dodą.
Nie potrzebuję włączać tego przycisku. Jestem osobą bardzo spokojną, małomówną i też nie lubię, jak ktoś dużo gada
- stwierdziła.
Wiemy, że wizerunek Dody jest wyrazisty i zainspirowany różnymi personami ze świata muzyki. Chcieliśmy jednak też się dowiedzieć, czego piosenkarka jako małolata lubiła słuchać prywatnie, dla własnej przyjemności. - Zaczynałam od poezji śpiewanej. Moja przygoda z muzyką się od niej zaczynała, więc bardzo lubiłam wszystko, co jest związane z poezją śpiewaną, również piosenką aktorską. Później oczywiście popłynęłam w stronę rocka i to nawet mocnego, typu Sepultura. Oczywiście kochałam Britney Spears i The Kelly Familly - to wiadomo, poważne matrymonialne plany były. Gunsi byli spełnieniem moich marzeń, więc cieszę się, że poznałam Slasha i zagrałam przed Guns N'Roses. Natomiast jeżeli chodzi o muzykę klasyczną, to bardziej chyba taki George Gershwin - wyliczyła dla Gazeta.pl Doda.
Z czasem jej gust się jednak zmienił: -Teraz, już jako starsza osoba, nie słucham muzyki. Muzyką jest dla mnie oddech mojego psa, ptaki czy na przykład szum drzew. Ostatnio wycięłam sobie całą barierkę i balustradę na balkonie, żeby widzieć jedną konkretną brzozę, bo ładne dźwięki wydaje - wyznała piosenkarka.
Jak Doda widzi swoją artystyczną emeryturę? Czy bardziej myśli o modelu Maryli Rodowicz czy jednak kusi ją mocniej perspektywa spędzania czasu na przykładowych Malediwach z pieskami? - Maryla Rodowicz nie ma takich frustracji jak ja. I też nie ma takich ambicji. Ona po prostu chce grać i mieć kontakt z publicznością, bo w ten sposób buduje swoją wartość. Bardzo dużo artystów tak ma. Chociażby Céline Dion, która jak straciła głos, to nagle uznała, że nie ma wartości sama w sobie. To było dla mnie bardzo smutne - poruszyła dość niespodziewanie wątek.
- Uważam, że wszystkie te artystki równie dobrze mogłyby teraz stracić głos i już wystarczająco zapisały się w historii sztuki. Ich głos może wybrzmiewać w inny sposób i być autorytetem. Można szukać szczęścia gdzie indziej. Nie jesteśmy skazane na całe życie na scenie i odnajdywanie tam naszego bytu, jestestwa, sensu istnienia. To musi być strasznie męczące, tak myśleć. Uważam, że śpiewanie to jest dla mnie okres życia, który się po prostu kiedyś skończy i bardzo dobrze, bo chciałabym, żeby zaczął się inny etap - mówi. Nie kusi ją stałe koncertowanie choćby dlatego, że polski show-biznes jest dla niej "za mały" w sensie ograniczeń budżetowych.
- Jestem sfrustrowana, byłam rozgoryczona i nienawidziłam już wychodzić na scenę. Ponieważ wiedząc jakie mam możliwości, jaką mam wyobraźnię i jakie mam ambicje, nie byłam w stanie przelać tego na scenę. Nie mam takich budżetów w Polsce. Dosłownie za rogiem bogata Ukraina, czy rosyjscy oligarchowie, inwestują w swoje piosenkarki tak, że robią niesamowite show. Aż mi się płakać chciało
- opowiedziała w wywiadzie z Gazeta.pl piosenkarka.
- Wtedy żałowałam, że urodziłam się w takiej szerokości geograficznej, mimo że bardzo kocham swój kraj, jestem turbo patriotką. Ale to jest niesprawiedliwe, po prostu niesprawiedliwe. Dwa miesiące przed wybuchem pandemii stwierdziłam, że już nigdy nie zagram na scenie, że koniec, po prostu po 20 latach kończę z karierą tras koncertowych i przestałam grać. I nie wróciłam do dnia dzisiejszego - stwierdziła dwa tygodnie przed premierą serialu dokumentalnego "Doda" jego główna bohaterka. Dopytywana, czy jest szansa, że zmieni zdanie, twardo zaprzeczała. Coś się jednak zmieniło.
Kilka dni po naszej rozmowie ogłoszono, że 7 sierpnia 2027 roku Doda po raz pierwszy wystąpi na Stadionie Narodowym. Rzeczywiście, w czasie rozmowy z Gazeta.pl zastrzegała, pod jakim warunkiem zgodziłaby się zagrać tam koncert.
- Jeżeli ktoś by mi dał 20 baniek, to zrobię koncert na Narodowym. Podpiszę kontrakt z najlepszym reżyserem zagranicznym - podkreśliła. - Nie wiem, nic sobie nie wezmę, nawet gaży, bo wszystko wykorzystam na show. Jestem po to, żeby robić show dla ludzi. Żeby mieli niesamowite, wizualne, dźwiękowe efekty, z którymi jestem kojarzona od zawsze. Wiadomo, że zawsze daję z siebie wszystko i wszystko robię dla swoich fanów. Jeżeli staję na scenie, to jest to gwarant tego, że będzie się coś działo - zapewniła. Można się czepiać szczegółów, ale złapana za słówka wokalistka powiedziałaby pewnie, że jeden duży koncert trasy nie czyni. Może wyjaśni też kiedyś, jak to koreluje z zapewnieniami, że nie "wróci nigdy na scenę".
Doda zgadza się ze stwierdzeniem, że "każdy współczesny fandom" przypomina "coś na kształt sekty albo toksycznej rodziny". - Kiedyś było jeszcze gorzej. Zobacz, jak zachowywali się fani Beatlesów - wskazała w rozmowie z Gazeta.pl.
- A fani Marylina Mansona nawet z biednych gołębi pili krew, bo myśleli, że on tak robi. Zawsze jest rodzaj pewnej psychozy na punkcie idola - stwierdziła Doda. Zapytana o to, jak opisałaby relacje ze swoimi wielbicielami, wyjaśniła:
- Moi fani przede wszystkim różnią się od innych fanów tym, że w mniejszości są fanami mojej muzyki.
Są fanami mojego charakteru i tego, że dzięki mojemu życiu mają siłę, żeby żyć. Przez to, że nie jestem idealna, pokazuję wszystkie swoje potknięcia, moje wojny, upadki, sukcesy, wzloty i nie tylko, daję im niesamowity motor do działania
- opisała łączącą ich więź.
- Daję im też przestrzeń do bycia sobą, do niebania się swojej indywidualności, przywar, deficytów, mniejszości i tak dalej. Wszystkich zawsze otaczam pod sceną tą samą opieką: czy są gejami, czy hetero, czy są za PiS-em, czy za PO, czy uwielbiają Jezusa, czy wolą Koran. Nikogo nie faworyzuję. Każdy jest dla mnie tak samo ważny, o ile jest odważny, lojalny i ma charakter. To jest najważniejsze. Tak bym ich opisała. Myślę, że mają charakter i odwagę, że są jedyni w swoim rodzaju - scharakteryzowała tę szeroką grupę.
A jak Doda się czuje z tym, że czasem jej osobowość i wizerunek zasłaniają jej muzykę? Stwierdziła, że "tak nie dzieje się zawsze" i to raczej kwestia "tylko ludzi, którzy nie potrafią właśnie dostrzec czegoś więcej".
- Nie wiem dlaczego. Jeżeli widzę Angelinę Jolie, która jest naprawdę piękna, to mi to nie przeszkadza docenić jej zaje***cie zaj***sty talent aktorski (...). Jeżeli widzę Jennifer Aniston, której jestem akurat przeciwniczką, ale nie zaprzeczę, że ma niesamowitą charyzmę, jest mądra i bardzo błyskotliwa, to nie przeszkadza mi to wszystko doceniać jej talentu aktorskiego
- powiedziała w rozmowie z Gazeta.pl.
- Przecież oprócz talentu aktorskiego, każda z nas z jakiegoś innego powodu od tylu lat pracuje w show-biznesie. Każda ma jakieś inne niesamowite zalety. Więc dziwne jest to, że nadal tak samo wszystkich kręci obyczajówka i nie są w stanie po prostu zauważyć nic poza tym - dziwiła się Doda w czasie wywiadu dla Gazeta.pl.
Trudno było tu nie skorzystać z okazji i nie zapytać o to, czy w związku z powyższym, przez 20 lat kariery czuła się poważnie traktowana przez media. - To nie jest kwestia mediów, tylko poszczególnych dziennikarzy. Jedni są błyskotliwi, mądrzy, łapią sarkazm i zasady gry, a niektórzy są po prostu głupi, zacietrzewieni i najnormalniej w świecie bardzo durni. Dziwnym trafem do tej pory są w stanie utrzymać się na jakichś ważnych pozycjach i wykorzystywać tubę dziennikarską, nazywać się dziennikarzem. To jest dla mnie szokujące - podzieliła się z Gazeta.pl przemyśleniami Doda.
Zastrzegła jednak: - Ale nie wsadzałbym wszystkich do jednego worka. Na pewno trzeba zachować proporcje, bo spotkałam na swojej drodze bardzo dobrych dziennikarzy. Też ta cała młoda tura, która teraz nadchodzi, to jest taka świeża krew, która przeżyła ze mną ten cały hejt i te wszystkie nagonki. Dają powiew zupełnie innej narracji, takiej, w której chociażby są neutralni, ale nie dorzucają tego hejtu w swoich pracach - pochwaliła młode pokolenie dziennikarzy.