"Idol z ulicy" *** [RECENZJA]

Marek Kuprowski
Rock the Kasbah

Chęć sprzedania „Idola z ulicy” jako nowego „Slumdoga” widać nie tylko w tytule, ale i na polskim plakacie filmu. Tym razem nie mamy jednak do czynienia z luźną adaptacją powieści, a swobodną biografią. Mieszkający w Strefie Gazy Mohammed Assaf od dzieciństwa marzył o karierze muzycznej. Gdy pojawiła się szansa wzięciu udziału w telewizyjnym „Arabskim Idolu”, młody mężczyzna postanowił z niej skorzystać. Na przeszkodzie stał mu jedynie zakaz przekraczania granicy z Egiptem...

Kilkadziesiąt pierwszych minut „Idola z ulicy” poświęconych jest dzieciństwu głównego bohatera. Paradoksalnie, to fragment znacznie bardziej ciekawy, żywy i natchniony od właściwej części opowieści. Pewnie spora w tym zasługa robiących niezłe wrażenie dziecięcych aktorów. Zawodzą, niestety, fragmenty muzyczne oraz zgrana fabuła (w przeciwieństwie do samej prawdziwej historii, która jest bardzo ciekawa i podnosząca na duchu). Narzekać można też na nierówne tempo – akcja przeskakuje znienacka długie okresy, gdy mogłaby zatrzymać się na dłużej i stoi w miejscu, kiedy powinna gnać do przodu.

Szkoda, że palestyński reżyser Hany Abu-Assad (uznane „Paradise Now”), który został ponownie nominowany do Oscara za swój poprzedni film, świetnego „Omara”, tym razem spróbował pobawić się w kino względnie komercyjne. Wydaje się, że autor jednak nie do końca czuje konwencję, a przy okazji zatraca trochę własny styl. „Idola” ogląda się stosunkowo miło, ale zapomina się o nim równie szybko, co o ostatnim odcinku każdego talent showu.

Ocena: 3/6

"Idol z ulicy", biograficzny, Palestyna 2015, 100 min., reż. Hany Abu-Assad, występują: Kais Attalah, Ahmad Qasem, Abdel Kareem Barakeh, Tawfeek Barhom, Dima Awawdeh, Nadine Labaki