Gwiazdorzenie jej nie interesuje. I chyba nie ma rzeczy, której nie potrafiłaby zrobić

David Lynch powiedział o Karolinie Gruszce: Wydaje mi się, że nie ma rzeczy, której nie potrafiłaby zrobić. Mam nadzieję, że niedługo będzie znana na całym świecie.

Stopklatka TV

Karolina Gruszka jest dzisiaj jedną z najbardziej uznanych aktorek w Polsce. Jako Maria Skłodowska-Curie spisała się rewelacyjnie. Ale to zaledwie jedno z jej wcieleń – w filmografii Gruszki na pierwszy plan wysuwa się wszechstronność.

Wszechstronność bez gwiazdorzenia

Lynch wiedział, co mówi – dla polskiej aktorki naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych. Przez jakiś czas wydawało się, że nigdy nie zobaczymy Gruszki w komedii, ale i w tym wypadku udało się jej wszystkich zaskoczyć. W 2006 roku wystąpiła w filmie „Francuski numer” – lekkiej opowieści o niefrasobliwej Magdzie, która kupuje zdezelowanego, 25-letniego Mercedesa i wraz z czterema dopiero co poznanymi mężczyznami wyrusza do Paryża. Okazuje się, że auto jest kradzione, a jego właściciel, swoją drogą mafioso, zrobi wszystko, aby je odzyskać.

To zdecydowanie nie był repertuar, do jakiego Gruszka nas przyzwyczaiła, ale oczywiście poradziła sobie z tym zadaniem bez problemu. - Uświadomiłam sobie, że jeszcze nigdy nie zagrałam roli o komediowym charakterze. Postać, którą mi zaproponowano, mocno różniła się od moich dotychczasowych wcieleń – współczesna, dynamiczna, zabawna dziewczyna, do tego niekoniecznie bez skazy. To była duża pokusa – opowiadała.

Francuski numer - zwiastun

Karolina Gruszka, która w wieku 25 lat zagrała u Davida Lyncha w jego „Inland Empire”, przez pewien czas nosiła się z zamiarem zatrudnienia amerykańskiego agenta i próbowania swoich sił w Hollywood. W końcu stwierdziła jednak, że ma zbyt wiele do stracenia. - Mogłam zostać w Los Angeles, dobijać się do agentów, chodzić na castingi. Byłby to jednak dopiero pierwszy krok do amerykańskiej kariery, która może by się udała, a może nie, a w Polsce widziałam dla siebie perspektywę rozwoju. Nie czułam w sobie pędu ani determinacji, by zostać w USA i zaczynać od nowa – tłumaczyła w jednym z wywiadów. Nigdy nie pożałowała tej decyzji.

Nie była zainteresowana Hollywood, ale nie oznacza to, że jej kariera ogranicza się do polskich produkcji. Aktorka ma na swoim koncie role w filmach francuskich, włoskich, rosyjskich, czeskich. Za występ w „Trzech sezonach w piekle” u naszych południowych sąsiadów nominowano ją nawet do Czeskich Lwów, najważniejszej nagrody filmowej w kraju.

Najwięcej uznania za granicą przyniosła jej oczywiście główna rola w „Marii Skłodowskiej-Curie” w reżyserii Francuzki Marie Noelle. Dziennikarze akredytowani na festiwalu w Toronto, gdzie obraz miał premierę, rozpływali się nad grą Gruszki. To jednak niejedyna świetna rola tej aktorki w ostatnich miesiącach. Gruszka zaliczyła też występy w „Szczęściu świata” Michała Rosy oraz na drugim planie „Sztuki kochania”. W każdym z tych trzech filmów pokazała zupełnie inne oblicze.

Na planie filmu o Marii Skłodowskiej-CurieNa planie filmu o Marii Skłodowskiej-Curie Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

W pracy aktora najważniejsza jest dla niej możliwość rozwoju. Gwiazdorzenie nie interesuje jej wcale. Nie rozpycha się łokciami, nie lubi, jak media poświęcają jej zbyt dużo uwagi. Unika wywiadów i występów w telewizji, raczej nie komentuje spraw prywatnych, nie udziela się w portalach społecznościowych. - Jeśli ktoś decyduje się na bycie gwiazdą, to ma zobowiązania wobec fanów. Ale ja nigdy nie pracowałam na taki status, więc nie mam takich obowiązków - mówi.

Szybki start

Po raz pierwszy na ekranie pojawiła się w programie „Dyskoteka pana Jacka”, emitowanym w ramach „Teleranka”. Tam wypatrzył ją ktoś z produkcji filmu „Chopin na zamku” Krzysztofa Zanussiego. W taki sposób mała Karolinka w wieku 9 lat zaliczyła pierwszą rolę filmową. Na planie spędziła zaledwie dwa dni – jej występ ograniczał się do przekładania kartek partytury głównemu bohaterowi, ale to wystarczyło, aby złapać bakcyla. Choć rodzicom niezbyt podobało się, że córka chce chodzić na castingi, ostatecznie ulegli.

Początkowo nic z tych prób nie wynikało. Kiedy jednak młoda aktorka otrzymała rolę w serialu „Boża podszewka”, wszystko potoczyło się już bardzo szybko. „Spona”, „Przedwiośnie”, „Daleko od okna”, telewizyjny „Oficer” – to tylko część ważnych punktów jej filmografii. W 2003 roku ukończyła studia na Akademii Teatralnej w Warszawie, a dwa lata później doczekała się kolejnego przełomu. Za rolę w „Kochankach z Marony”, na podstawie opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza, otrzymała nagrodę festiwalu filmowego w Gdyni. Obraz ten był dla Gruszki wyjątkowy nie tylko z powodów zawodowych – dzięki niemu poznała też mężczyznę swojego życia, rosyjskiego reżysera Iwana Wyrypajewa.

Iwan Wyrypajew i Karolina Gruszka na gali Wdechy 2010Iwan Wyrypajew i Karolina Gruszka na gali Wdechy 2010 Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Od pierwszego wejrzenia

To naprawdę romantyczna historia. Aktorka pojechała do Kijowa, gdzie na jednym z festiwali promowała właśnie „Kochanków z Marony”. W programie była też „Euforia” Wyrypajewa. Po pokazie Gruszka podeszła do Rosjanina i przyznała, że jego film bardzo jej się podobał. Jednocześnie zaprosiła go na projekcję polskiej produkcji.

Reżyser początkowo odmówił, wykręcał się, że ma konferencję prasową, ale aktorka po prostu złapała go za rękę i zaprowadziła na salę. Po seansie on powiedział do niej: To teraz lecimy do Moskwy, jutro jest mój spektakl, musisz to zobaczyć.

W następnym roku wzięli ślub. Nie chwalili się tym w gazetach – tajemnica wyszła na jaw dopiero po dwóch latach, kiedy zdecydowali, że pora uciąć plotki. Mają 5-letnią córkę. Długo dzielili życie między Moskwę i Warszawę – w obu tych miastach Gruszka odnosiła sukcesy na scenach teatralnych, w Rosji Wyrypajew był dyrektorem teatru Praktika. Teraz, ze względu na małą Maję Fiewronię, para zdecydowała się osiąść w Polsce.

Kariery obojga rozwijają się, małżonkowie często też pracują razem, jak choćby przy świetnym filmie „Tlen” albo spektaklu Teatru na Woli pt. „Lipiec”. W tym drugim aktorka brawurowo zagrała 60-letniego mężczyznę, mordercę i kanibala. Oj tak, Gruszce naprawdę niestraszna żadna rola!

A teraz zobacz: Nowa część "Szybkich i wściekłych" i oscarowy "Klient". Oto najważniejsze premiery kwietnia

Nowa część "Szybkich i wściekłych" i oscarowy "Klient". Oto najważniejsze premiery kwietnia