Gdy byłam dzieckiem, z niecierpliwością wyczekiwałam dnia ubierania choinki. Zazwyczaj miało to miejsce 23 grudnia. Tata wyciągał bombki ze schowka, mama krzątała się w kuchni, a ja miałam bojowe zadanie: włączyć "Rudolfa". Szłam do swojego pokoju, sięgałam po kasetę VHS i zadowolona czekałam, aż rodzice rozwieszą lampki na drzewku i będę mogła przystąpić do dalszego dekorowania. W tle rozbrzmiewały już wtedy pierwsze dźwięki mojego ukochanego filmu - "Rudolf czerwononosy renifer".
Myślę, że większość z was oglądała tę produkcję przynajmniej raz w życiu. Jeśli nie, zrobię małe wprowadzenie. "Rudolf czerwononosy renifer" to amerykański film animowany na podstawie opowiadania Roberta L. Maya o tym samym tytule. Światowa premiera miała miejsce w październiku 1998 roku, a w Polsce bajka zadebiutowała dwa lata później. Akcja zaczyna się w momencie, gdy na Biegunie Północnym przychodzi na świat Rudolf, dziecko jednego z reniferów Świętego Mikołaja - Śmiałka. Młody ma czerwony i świecący nos, z powodu którego dokuczają mu rówieśnicy.
Wspiera go łania o imieniu Fiołek oraz Święty Mikołaj. Po różnych nieprzyjemnych perypetiach pod koniec filmu Rudolf zostaje stałym członkiem zaprzęgu Mikołaja i oświetla mu drogę, żeby mógł dostarczyć prezenty na czas. Przy tym wszystkim nie mogę nie wspomnieć o wspaniałej ścieżce dźwiękowej.
Piosenkę "Rudolf Czerwononosy" zaśpiewał Zbigniew Wodecki. To jednak niejedyny utwór, który skradł moje serce. Mimo upływu lat podczas ubierania przeze mnie choinki zawsze musi lecieć w tle soundtrack z filmu, np. przepiękny utwór "Znajdź w sercu blask". Gdy go słyszę, od razu łezka kręci się w oku.
Chociaż przez ostatnie ćwierć wieku powstało mnóstwo filmów świątecznych, ja wciąż wracam do klasyka, czyli "Rudolfa". Dla mnie ta bajka jest magiczna i chociaż oglądałam ją milion razy, za każdym razem mnie wzrusza. W połączeniu z muzyką, wspólnym czasem z bliskimi oraz radością z okazji zbliżających się świąt tworzy niesamowity klimat. Przede wszystkim to produkcja z przesłaniem. Święty Mikołaj powiedział Rudolfowi, że nie liczy się to, jak wygląda, ale to, co ma w sercu. A w jego przypadku było ono najszlachetniejsze ze wszystkich. To historia o silnej i odważnej jednostce, której pozostali rzucają kłody pod nogi, która walczy sama z resztą świata. Niesłusznie zaczyna myśleć, że coś, co ją wyróżnia, jest wadą, a nie zaletą. Oczywiście nie brakuje też wątku miłosnego i uroczej relacji między czerwononosym reniferem a Fiołkiem.
Koniec końców to niezdarny mały Rudolf, z którego rówieśnicy się wyśmiewali, staje się numerem jeden. Prowadzi zaprzęg Świętego Mikołaja i ratuje Gwiazdkę. To pokazuje, żeby zawsze być wiernym sobie, a odpowiedni ludzie cię docenią. Ktoś może pomyśleć, że przesadzam, że to tylko bajka. Ale w mojej opinii dziś nie ma już takich filmów z przesłaniem. Dlatego z przyjemnością rezygnuję ze świątecznych hitów Netfliksa czy nowoczesnych produkcji na rzecz tej animowanki. Co najlepsze kontynuuję tradycję z dziecięcych lat. Gdy na świecie pojawił się mój brat i to na naszych barkach spoczywał obowiązek udekorowania choinki, "Rudolf czerwononosy renifer" wciąż obowiązkowo leciał w tle. Chociaż nie mieszkamy już razem, zawsze po zakupie świątecznego drzewka odzywam się do brata z pytaniem, czy wpada na ubieranie choinki. I "Rudolfa" oczywiście! Jeśli masz ochotę, to zagłosuj w naszej sondzie, która znajduje się poniżej.