Oboje rodzice Olgi Bończyk byli niesłyszący. - Los tak kapryśnie sprawił, że obdarzył ich dwójką utalentowanych muzycznie dzieci. Byłam z bratem w przedszkolu, kiedy rodzice dowiedzieli się od przedszkolanki, że jesteśmy uzdolnieni muzycznie i fajnie byłoby coś z tym zrobić. Skończyliśmy wszystkie możliwe stopnie edukacji muzycznej. Mój brat jest świetnym skrzypkiem, gra w orkiestrze Agnieszki Duczmal od blisko 40 lat - mówiła śpiewająca aktorka w programie "100 pytań do" w TVP Info.
Bończyk skończyła wrocławską Państwową Szkołę Muzyczną I i II stopnia im. K. Szymanowskiego w klasie fortepianu, a potem wydział wokalno-aktorski Akademii Muzycznej we Wrocławiu. W 1999 roku wystąpiła po raz pierwszy na festiwalu w Opolu, w koncercie "Debiuty". Do tej pory wydała pięć albumów solowych. Nagrywała m.in. z Dariuszem Kordkiem oraz ze Zbigniewem Wodeckim. W wielu rozmowach mówi ciepło o nieżyjących już rodzicach.
Aktorka, którą tej jesieni będzie można oglądać m.in. w "Tańcu z gwiazdami", wspominała w programie m.in. koncerty dla rodziców, które były organizowane w szkole muzycznej. - Dzieci przygotowują wybrane utwory, grają je, a rodzice siadają na widowni i mogą się cieszyć tym, jakie postępy robią ich pociechy. Pamiętam, że zawsze przychodziłam wtedy z mamą, która siadała gdzieś na końcu szkolnej sali koncertowej, tak, żeby nikomu nie zasłaniać, nie przeszkadzać. Kiedy kończyłam grać swoje utwory, zbiegałam ze sceny, biegłam do mamy i zawsze wtedy w jej oczach widziałam łzy - opowiadała, dodając, że wtedy odczytywała to przede wszystkim jako wzruszenie, dzisiaj patrzy też na to inaczej:
Moi rodzice nie żyją już od bardzo wielu lat, mama odeszła blisko 40 lat temu. Teraz, kiedy myślę o tamtych chwilach, wyobrażam sobie, jakie to musiało być dla niej dojmujące: wychowywać w świecie, w którym panuje totalna cisza, dwoje muzyków, poświęcić im się, oddać wszystko, co można, ale nigdy nie móc usłyszeć nawet jednego dźwięku. Wyobrażam sobie, że to dla nich obojga, taty i mamy, musiało być ogromne trudne.
W innym z wywiadów aktorka wspominała: "Schodzę ze sceny i biegnę do mamy. Ona siedzi na końcu sali i cichutko płacze. 'Mamo, nie płacz, wszystko zagrałam bardzo dobrze'. 'Wiem dziecinko, wiem. To ze szczęścia, że mam taką utalentowaną córkę. Proszę cię, nie zmarnuj tego"'.
W rozmowie z tygodnikiem "Dobry Tydzień" Bończyk zastrzegała, że nigdy nie miała pretensji do rodziców, że "zafundowali" jej takie a nie inne dzieciństwo i że robili wszystko, żeby ani ona ani brat nie odczuwali ich niepełnosprawności. A dzisiaj jej brat żyje z tego, że jest muzykiem, ona zresztą w pewnym sensie również.