Zmarł Andrew Wyeth

Kto raz widział jego słynny obraz z 1948 roku ,"Świat Christiny", już go nie zapomni. Ogromna przestrzeń żółtego pola z majaczącą na horyzoncie farmą i na wpół leżącą postacią kalekiej dziewczyny w różowej sukience, która próbuje doczołgać się do domu.

Christina była sąsiadką malarza i Wyeth wiele razy malował jej świat - strych z porzuconymi przedmiotami, ją samą, starzejącą się, z poruszająco brzydką twarzą.

Klasyfikowano go jako realistę, który czerpał inspirację z krajobrazów wiejskiej Ameryki, z okolic swoich dwóch domów, w Pensylwanii i w Maine. Upodobał sobie zapomnianą już niemal technikę jajecznej tempery, która zbliżała go do podziwianych mistrzów północnego renesansu.

Sam malarz sądził, że błędem jest umieszczanie go w tradycji amerykańskiego realizmu Thomasa Eakinsa czy Winslowa Homera. "Uważam się za abstrakcjonistę", mówił w wywiadzie opublikowanym w 1965 roku w tygodniku "Life". To prowokacyjne stwierdzenie można zrozumieć, wpatrując się w obrazy Wyetha - otwarte białe drzwi, wiszący ręcznik, dwa wiadra. Wapienny klif, rzadko porosły trawą, i szare niebo. W tych płótnach nie chodzi o realistycznie oddane szczegóły, ale o porowatość powierzchni, zabrudzony kąt pokoju, przesuwającą się plamę światła.

Andrew Wyeth urodził się w 1917 roku jako najmłodsze z pięciorga dzieci. Jedyne formalne nauki malarstwa pobierał od ojca, znanego ilustratora klasycznej literatury. Do sławy doszedł w latach 50. i 60. Jego wiejskie pejzaże i pogrążone w kontemplacji postaci były sensacją w okresie eksplozji abstrakcyjnego ekspresjonizmu. W tamtym czasie nowojorski artysta Larry Rivers powiedział, że Wyeth ,,jest jak ktoś, kto pisze wspaniałe sonety, ale ja sonetów nie czytam".

W latach 80. wywołał kontrowersje cyklem ponad dwustu obrazów, rysunków i grafik przedstawiających Helgę Testorf, sąsiadkę Wyethów. Obrazy te miały rzekomo być ukrywane przed żoną artysty i mężem modelki. Kiedy artysta tłumaczył naturę związku z Helgą jako intensywną, malarską fascynację, a jego żona przyznała, że niektóre z tych prac były jej wcześniej znane, podejrzewano, że skandal został wywołany celowo, dla podniesienia ceny obrazów. W 1987 roku cały cykl kupił japoński kolekcjoner za 45 mln dol. Portrety Helgi o rudych warkoczach, niepokojącej grubo ciosanej twarzy są jak kolejne klatki intymnej kroniki jej życia.

,,Myślę, że jeśli moje dzieło przetrwa, będzie to dzięki atmosferze oddalenia od ludzi, nastroju oderwania" - mówił Wyeth. Patrzę na jego bezludne pejzaże, z wysuszoną trawą, strugą wody. W ,,Wietrze od morza" - kawałek okna i uniesiona podmuchem firanka. Czy ktoś stoi przy tym oknie? Czy jesteśmy tu sami?

W wywiadzie mówił Wyeth: "Nie mogę wyobrazić sobie nic bardziej podniecającego, niż po prostu siedzieć na polu kukurydzy w wietrzny, jesienny dzień i słuchać suchego szmeru. Kiedy idę przez pole kukurydziane, zawsze myślę o tym, jak musiał się czuć król, przechodząc wzdłuż szeregów swoich rycerzy na koniach, z falującymi sztandarami. Uwielbiam odnajdywać różne rzeczy pod łodygami kukurydzy i przynosić je do pracowni, żeby studiować kolory. Gdyby tylko można było uchwycić prawdziwy kolor natury, wariuję na samą myśl o tym".

Obrazy Wyetha pozwalają poczuć Amerykę od środka, z jej ogromnymi, niedramatycznymi przestrzeniami, z ciszą, w której jest zarazem spokój i przerażenie. Artysta zmarł 16 stycznia w wieku 91 lat.