W połowie marca 2015 roku na antenie TVN-u zadebiutował pierwszy odcinek "Żon Hollywood". Jedną z gwiazd programu, która wystąpiła we wszystkich edycjach, była wówczas Helena Deeds. Później wzięła udział również w "Żonach Miami", których format był wzorowany na wspomnianym reality-show, czym zyskała jeszcze większą popularność i rzesze fanów. Po latach od telewizyjnego debiutu celebrytka postanowiła wyjawić, czy opłacało jej się wpuścić kamery do swojego życia prywatnego, by pokazać je milionowej publiczności.
Wśród polskich widzów utarło się przeświadczenie, że gwiazdy popularnych reality show mogą liczyć na naprawdę pokaźne wynagrodzenia. Okazuje się jednak, że rzeczywistość jest zupełnie inna od wyobrażeń. W rozmowie z portalem Party.pl, Helena Deeds postanowiła raz na zawsze rozwiać wszelkie wątpliwości, opowiadając o zarobkach w "Żonach Miami". Celebrytka ujawniła, że stawki nie były wcale tak wysokie, jak wielu śmiało przypuszczać. Choć z uwagi na wciąż obowiązującą umowę nie podała konkretnej kwoty, to postanowiła nieco nakreślić sytuację, porównując kwotę do warunków życia w kraju. – O zarobku pieniędzy nie można mówić, ja nie Kardashianka – powiedziała ze śmiechem. – Nawet na polskie teraz warunki, wystarczyło na make-up i na włosy, bo sami musieliśmy zrobić – opowiadała.
To jednak nie koniec rewelacji. Jak wyznała Deeds, udział w show kosztował ją znacznie więcej niż udało jej się zarobić na realizacji odcinków. – Także wynagrodzenie to raczej żadne, w porównaniu z kimkolwiek i z tym, jaki czas się spędziło i ile się wydało. Dołożyliśmy dużo więcej, niż się zarobiło. O zarobek nie chodziło – podkreśliła celebrytka. Zatem co skłoniło ją do udziału w show?
Przyznała, że chciała po prostu pokazać swoje prawdziwe życie od kulis i mimo obecności kamer starała się nikogo nie udawać i być autentyczną. – Uwielbiałam to robić i pokazywać życie – zapewniła, dodając, że dzięki temu wiele osób poczuło się zainspirowanych do zmiany nastawienia i perspektywy, co pomogło im zawalczyć o swoje szczęście.