Zasłynął rolą Supermana. Jego karierę przerwał tragiczny wypadek. Stracił czucie od szyi w dół

Christopher Reeve wcielił się w postać Supermana. Uchodził za ucieleśnienie mężczyzny, który potrafi przenosić góry. Kiedy uległ poważnemu wypadkowi, jego największym wsparciem była żona.
Christopher Reeve
Warner Bros./AF Archive, East News

Christopher D'Olier Reeve urodził się w Nowym Jorku w 1952 roku. Największą sławę przyniosła mu rola Supermana. Pociąg do aktorstwa odkrył w sobie, kiedy zapisał się do amatorskiej grupy teatralnej w Princeton. Kochał również sport — grał w baseball, hokej i piłkę nożną. Miał także zamiłowanie do zawodów jeździeckich. I to właśnie jeździecka pasja sprawiła, że aktor wylądował na wózku inwalidzkim.

Zobacz wideo Henry Cavill rozmawiał z nami tuż przed ogłoszeniem rezygnacji: Dzięki graniu Geralta mogę wniknąć w polskość

Zanim stał się Supermanem, grał w operach mydlanych. Do roli trenował dwa miesiące

Młody Christopher zapisał się do Juilliard School, gdzie studiował teatr. Zdobył także licencjat w Cornell University w Ithaca. Na studiach teatralnych poznał Robina Williamsa, z którym przyjaźnił się przez wiele lat. Początkujący aktor grywał w operach mydlanych. Wystąpił także na Broadwayu. W 1977 roku otrzymał angaż do filmu, który zmienił jego życie. Zanim zagrał Clarka Kenta, ostro trenował, aby dobrze wyglądać w roli Supermana. Film okazał się ogromnym sukcesem.

Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Karierę przerwał tragiczny wypadek. Aktor był sparaliżowany od szyi w dół

Christopher Reeve miał na koncie kilka romansów między innymi z modelką Gae Exton, która urodziła mu dwoje dzieci. Wraz z początkiem 90. poznał piosenkarkę Danę Morosini. W 1992 roku urodził się ich syn, William. Trzy lata po ślubie pary wydarzyła się tragedia. Christopher, przygotowując się do jednej z filmowych ról, zakupił konia pełnej krwi amerykańskiej. Podczas ujeżdżania zwierzęcia, spadł i stracił przytomność. W wyniku wypadku miał uszkodzony rdzeń kręgowy, a także kręgi szyjne. Był sparaliżowany od szyi w dół i aby mógł oddychać, potrzebował respiratora. — Może powinniśmy pozwolić mi odejść — powiedział do żony. Niemal pół roku przebywał w szpitalu, a gdy wrócił do domu, zatrudnił 10 pielęgniarek, ponieważ wymagał całodobowej opieki. Podjął walkę na rzecz osób niepełnosprawnych. Pozwalał, aby lekarze testowali na nim innowacyjne metody leczenia. Zmarł w 2004 roku z powodu zakażenia ogólnoustrojowego w odleżynach. Do końca życia mógł liczyć na ogromne wsparcie żony. Dana Morosini odeszła 2 lata później. Zachorowała na raka płuc. 

Więcej o: