Prawie 25 lat gra Barbarę w "M jak miłość". Tylko raz poprosiła o podwyżkę. Wyjawiła, kto ją namówił

Teresa Lipowska zdobyła ogólnopolską rozpoznawalność w roli nestorki rodu Mostowiaków w "M jak miłość". W najnowszym wywiadzie wyjawiła, że choć z produkcją jest związana prawie ćwierć wieku, to o podwyżkę wynagrodzenia poprosiła tylko raz. Przyznała, że zanim to zrobiła, długo biła się z myślami, lecz pewności dodał jej nieżyjący już Witold Pyrkosz.
Teresa Lipowska w serialu 'M jak miłość'
Teresa Lipowska w serialu 'M jak miłość'/screen vod.tvp.pl

W drugiej połowie lat 50. Teresa Lipowska została absolwentką łódzkiej szkoły filmowej i od razu rozpoczęła pracę w zawodzie. Przez lata kariery występowała na deskach wielu stołecznych teatrów i z powodzeniem realizowała się na ekranie. Grała w produkcjach takich jak "Rzeczpospolita babska" i "Noce i dnie". Prawdziwą popularność i sympatię widzów zdobyła jednak dopiero w 2000 roku, gdy dołączyła do obsady "M jak miłość", w której wcieliła się w nestorkę rodu Mostowiaków, Barbarę.

Zobacz wideo Teresa Lipowska pojawiła się na Telekamerach. Zapytaliśmy ją o Witolda Pyrkosza

Tyle wynosi emerytura Lipowskiej. To dlatego 86-letnia aktorka wciąż pracuje

Choć 14 lipca 2024 roku Lipowska będzie obchodzić 87. urodziny, to wciąż jest aktywna zawodowo i nic nie wskazuje na to, żeby planowała zwolnić tempo. W wielu wywiadach deklarowała, że nie zrezygnuje z kariery tak długo, jak pozwoli jej na to zdrowie i na razie konsekwentnie tego postanowienia się trzyma. Jakiś czas temu w programie "Pytanie na śniadanie" wyjawiła, że dzięki pracy wciąż jest w dobrej formie i może pozwolić sobie na godne życie, czego nie mogłaby powiedzieć, gdyby miała do dyspozycji tylko pieniądze z emerytury. – Gdybym miała tylko emeryturę, to miałabym biedę. Natomiast jestem aktorką ciągle pracującą – mówiła.

Później w rozmowie z Plejadą wyznała, że wysokość świadczenia przyznanego przez ZUS nie wystarcza jej na pokrycie podstawowych potrzeb. Nie narzeka jednak na swój los, bo wie, że inni są w gorszej sytuacji. Cieszy się, że zdrowie pozwala jej pracować, a producenci wciąż mają dla niej angaże i chętnie rozwijają jej wątek w serialu. – Mam 2200 złotych emerytury. Uważam, że to jest taka średnia emerytura, bo bywają gorsze. To jest tylko i wyłącznie z gaży, czyli z części w teatrze, a nie od żadnych dodatków, filmów czy koncertów – opowiadała.

Lipowska gra w "M jak miłość" prawie ćwierć wieku. Tylko raz poprosiła producentów o podwyżkę

Lipowska nigdy nie ukrywała, że rozmowy na temat pieniędzy bardzo ją krępują i nie przywykła negocjować stawek. Przyznała otwarcie, że wielokrotnie nie zgadzała się z wysokością wynagrodzenia, jakie jej proponowano czy to za rolę w teatrze, czy w filmie, lecz nie dyskutowała ze swoimi pracodawcami. – Nigdy nie kłóciłam się o pieniądze, nie negocjowałam stawki w teatrze, serialu czy filmie. Uważałam, że jeżeli na tyle mnie ocenili, to tak ma być – powiedziała niedawno na łamach Wprost.

Z tym podejściem nie zgadzał się Witold Pyrkosz, który w "M jak miłość" grał jej męża, Lucjana. Gdy dowiedział się, że ich młodsi koledzy po fachu stale dostają podwyżki, namówił ją, by także poszła poprosić o zwiększenie pensji. – 24 lata pracuję w serialu "M jak miłość", od pierwszego dnia do dzisiaj i raz tylko, widząc, że ci młodsi podbijają sobie stawki, mój filmowy mąż mówi do mnie: "Pójdziesz ze mną porozmawiać w sprawie naszych wynagrodzeń?" – wspominała. Dodała, że "sama by nie poszła", ale kolega dodał jej odwagi. – I wtedy raz jeden na 24 lata poszliśmy razem – mówiła. Wyznała, że jest przekonana, że gdyby nie interwencja Pyrkosza, to pewnie wciąż otrzymywałaby kwotę, którą zaproponowano jej prawie ćwierć wieku temu.

Więcej o: