Dwayne (zbyt sztywny Liam Hemsworth) jest zbyt fajny i zbyt przystojny na gnicie w trzytysięcznym Cut Bank. Marzy o wyrwaniu się ze swoją dziewczyną, Cassandrą (Teresa Palmer) - murowaną faworytką lokalnego konkursu piękności - do Los Angeles. Problemem jest brak kasy.
Ale da się temu zaradzić! Tak się składa, że para przypadkowo zarejestrowała na wideo morderstwo lokalnego listonosza (Bruce Dern). Poczta oferuje nagrodę w wysokości 100 tys. dol. za dowód w sprawie. Zszokowany pierwszym od niepamiętnych czasów morderstwem szeryf Vogel (wyjątkowo spokojny, ale świetny John Malkovich) zabiera się za dochodzenie. Tymczasem, w Cut Bank trup zaczyna ścielić się gęsto i powoli zaczyna wychodzić na jaw, że nikt nie jest tym, kim się wydawał...
Od Cut Bank czuć Fargo na kilometr. Podejrzenia znajdują potwierdzenie w faktach - scenariusz Roberta Patina (na koncie ma przede wszystkim kilka odcinków "Synów anarchii") zrealizował debiutujący na wielkim ekranie reżyser Matt Shakman, który wcześniej nakręcił m.in. finał serialowego "Fargo" i mnóstwo odcinków "U nas w Filadelfii").
W "Miasteczku Cut Bank" oczy widzów cieszą przede wszystkim starzy wyjadacze. Świetni są Malkovich, Dern czy Oliver Platt. Gorzej z Billym Bobem Thorntonem, którego zastąpić mógłby ktokolwiek o imieniu "Billy" i wyszłoby na to samo. Interesująco odmieniony Michael Stuhlbarg ("Poważny człowiek") w roli lokalnego psychopaty przypomina bardziej skrzywionego Bena Gibbarda, lidera kapeli Death Cab for Cutie.
Fabuła tego thrillera chciałaby być bardzo zawoalowana i coenowska, ale nie do końca jej się to udaje. Problemem filmu jest też to, że w zasadzie nie ma w nim sympatycznych bohaterów, którym chciałoby się chociaż odrobinę kibicować. Bez wątpienia, da się obejrzeć, ale da się też obejrzeć coś lepszego.