"Romeo i Julia" *** [RECENZJA]

Miłość w rytmie kamp

Dwadzieścia lat (i jakieś pięćset Polsatowskich seansów) minęło od kinowej premiery uwspółcześnionej wersji „Romea i Julii” w reżyserii Baza Luhrmanna. Z tej okazji film Australijczyka – w odnowionej, cyfrowo wygładzonej wersji – ponownie zawita do (niektórych) kin. Ale czy dzieło Luhrmanna nie zestarzało się na tyle brzydko, że nie pomoże mu nawet najlepsza kosmetyka?

I tak, i nie. „Romea i Julię” i o pięć lat młodsze „Moulin Rouge” dzieli jakościowa przepaść, ale niekonwencjonalna adaptacja dramatu Williama Szekspira nawet dzisiaj zachwycić może niektórymi dekoracjami czy kostiumami oraz oryginalnością wizji i śmiałością pomysłu. Nieśmiertelna jest także ścieżka dźwiękowa utkana z piosenek, które zasłużenie święciły triumfy w latach 90.

Podziwiać można też gładkich i młodziutkich Leonarda DiCapria oraz Claire Danes, ale nie sposób nie odnieść wrażenia, że aktorzy nie zawsze wiedzą, co akurat mówią (nie jest to jednak aż taki poziom niezrozumienia deklamowanego tekstu, jaki prezentowali Michael Fassbender i Marion Cotillard w niedawnym „Makbecie”). Niechlujny montażysta z ADHD wywołuje raczej nieprzyjemne wrażenie obcowania z telewizyjną produkcją z gatunku docusoap. Równie amatorsko prezentuje się praca kamery.

Wszystkie niedociągnięcia „Romea i Julii” sprawiają, że czasami nie sposób nie wybuchnąć śmiechem i nie patrzeć na film z czułą pobłażliwością. I może właśnie jako dzieło kampowe film Luhrmanna ogląda się dzisiaj najprzyjemniej. Jeśli macie ochotę sięgnąć po odnowionego Szekspira z końcówki ubiegłego tysiąclecia, bez wahania stawiajcie na "Zakochaną złośnicę".

Ocena: 3/6

"Romeo i Julia", melodramat, USA 1996, 120 min., reż. Baz Luhrmann, występują: Leonardo DiCaprio, Claire Danes, John Leguizamo, Harold Perrineau, Pete Postlethwaite, Paul Sorvino, Brian Dennehy, Paul Rudd

 

Więcej o: