Fragmenty "Nocy i dni" pierwsza oglądała pani Tamara. To z jej zdaniem filmowcy liczyli się najbardziej

Aleksander Ścibor-Rylski, jako człowiek stojący na czele ludzi trzymających władzę w kinematografii, wyraził publicznie swoje przekonanie, że Barańska rozłoży Antczakowi "ten film". Świadom tego, rozpoczynając zdjęcia, musiałem postawić sobie pytanie: "Jak Barańska powinna zagrać rolę Barbary, aby obalić te podłe insynuacje? Dobrze? Za mało. Bardzo dobrze? Też za mało".
Kadr z 'Nocy i dni' - reprodukcja z książki z kostiumami Barbary Ptak
z archiwum Agencji Gazeta

Publikujemy fragment książki Jerzego Antczaka "Jak ja ich kochałem", która ma premierę 20 października 2020 roku (wyd. Axis Mundi)

Zobacz wideo Najciekawsze ekranizacje polskich książek [Popkultura Extra]

Czytając książkę, trudno nie zauważyć, że Dąbrowska nie lubiła Barbary i wyposażyła ją w cechy zołzy, zatruwającej życie Bogumiłowi, niemal "świętemu w juchtowych butach". Istniało więc ogromne niebezpieczeństwo, że jeśli nie stworzę Barańskiej okoliczności, w których będzie mogła obronić Barbarę, sprawdzi się przepowiednia Olka.

Zewnętrzny świat Bogumiła, a więc stodoły, spichlerze, obory, kopanie buraków, żniwa, codzienna walka z obowiązkami gospodarza Serbinowa są podstawową tkanką do budowania jego charakteru. Aby go poznać bliżej, nie potrzeba zanurzać się zbytnio w jego duszy. Cienie smutku na twarzy, zamyślenia czy bezradne gesty na brak czułości i zgryźliwość Barbary – wszystko to jest łatwo dostrzegalne dla oka kamery.

Tymczasem z Barbarą sprawa miała się zgoła inaczej. Aby dać Barańskiej szansę obrony, pokazania napadów strachu i poczucia winy, postanowiliśmy ze Stasiem sięgnąć do siły jej oczu. Mówi się, że są zwierciadłem duszy. Zobaczmy, czy to prawda. Przyjrzyjmy się baczniej jednej z najbardziej dramatycznych scen filmu, kiedy Barbara dowiaduje się o zdradzie Bogumiła z Felicją.  Aleksander Ścibor-Rylski, jako człowiek stojący na czele ludzi trzymających władzę w kinematografii, wyraził publicznie swoje przekonanie, że Barańska rozłoży Antczakowi "ten film". Świadom tego, rozpoczynając zdjęcia, musiałem postawić sobie pytanie: "Jak Barańska powinna zagrać rolę Barbary, aby obalić te podłe insynuacje? Dobrze? Za mało. Bardzo dobrze? Też za mało".

I nagle w samotności reżyserskiej doszedłem do wniosku, że sądy Olka i jego ferajny może obalić tylko kreacja aktorska o skali wybuchu bomby atomowej. Ale ponieważ jestem przesądny do bólu, natychmiast porzuciłem tę myśl.

W 1969 roku obsadziłem Jadwigę w tytułowej roli Hrabiny Cosel. Film zdobył serca dziesięciomilionowej widowni. Wyświetlany jest do dzisiaj, ale wtedy Stanisław Dygat w recenzji zatytułowanej "Ten lukrowany tort 'Hrabina Cosel'" stwierdził, że Barańska nie nadawała się do tej roli. Głównie przez urodę. Jadzia nigdy się nie poskarżyła, a wiem, jak strasznie zabolały ją słowa Dygata. Podobnie jak mnie. Wracając jednak do "Nocy i dni", miałem świadomość, co czeka mnie po premierze. Przystępując do zdjęć, oboje z Jadwigą byliśmy ciężko poranieni. Nie tylko przeszłością, ale też wszystkimi szykanami, jakie towarzyszyły przygotowywaniu filmu.

Jak już pisałem [na poprzednich stronicach książki - red.], mogłem robić tylko dwa duble i w tym ograniczeniu moi wrogowie widzieli olbrzymią szansę na klęskę tego przedsięwzięcia. Jednak spotkało ich rozczarowanie. Barańska ze swoim życiowym bagażem potrzebowała tylko jednego dubla, aby wyrazić najbardziej głębokie emocje. Dopiero niedawno wyznała mi, że przez pięćset trzynaście dni zdjęciowych każdego dnia wstawała z determinacją walki na śmierć i życie. Potrzebne były wybuchy na poziomie dziewięciu stopni w skali Richtera. Jadwiga nie miała trudności. Potrzebne były łzy – były łzy. Nie potrzebowała gliceryny.

"Boże, ocal mi to dziecko… ocal mi tę duszę zbłąkaną!" 

(...)

Kiedy wchodziłem w trzeci miesiąc zdjęć, reżim ograniczenia dubli zdjęciowych był bardzo stresujący. A ponadto nie byłem pewien, czy idę w dobrym kierunku. Postanowiłem zmontować kilka kluczowych scen, aby pokazać je kierownikowi artystycznemu Kadru, Jerzemu Kawalerowiczowi, który od pierwszych dni pracy zostawił mi całkowitą swobodę. Tuż przed rozpoczęciem filmu obejrzał tylko zdjęcia charakteryzacji Bogumiła i Barbary ze wszystkich okresów ich życia, po czym powiedział:

Jak będziesz miał ochotę pokazać mi jakiś materiał zdjęciowy, chętnie go zobaczę. Ale wszystko zależy od ciebie.

Sekretarką zespołu filmowego Kadr była pani Tamara. Niestety nie pamiętam jej nazwiska. Była to osoba w średnim wieku, wyjątkowej urody i wrażliwości. Jerzy Kawalerowicz ufał jej do tego stopnia, że kiedy na sali projekcyjnej odbywały się pierwsze pokazy jego filmów, w tak zwanym brudnym montażu, pani Tamara w czasie dyskusji miała prawo jako pierwsza zabierać głos, aby wyrazić opinię przyszłego widza. Jej sądy były bezbłędne. Wkrótce stała się nierozdzielną częścią artystycznego świata Kadru.

W czasie projekcji jako pierwszą sekwencję pokazałem scenę z nenufarami przy akompaniamencie muzyki. Miałem już walca skomponowanego przez Waldusia Kazaneckiego. Kiedy zapaliło się światło, Kawalerowicz, będący wyraźnie pod wrażeniem, zwrócił się do pani Tamary:

No i co?
 

Odpowiedziała bez wahania:

Arcydzieło. Ta scena i ten walc będą ikoną polskiego kina.

Te pozytywne opinie przypięły mi skrzydła.

Po sekwencji nenufarów pokazałem scenę, w której Barbara dowiaduje się o zdradzie Bogumiła z Felicją. Była to jedna z najokrutniejszych scen filmu. W pewnym sensie "brudna", gdzie Bogumił w juchtowych butach, ten ukochany święty Dąbrowskiej, nie tylko ma romans ze służącą, ale płodzi jej dziecko, podczas gdy jedyną zdradą Barbary jest jej platoniczna tęsknota do mitu pana Toliboskiego i nenufarów, które złożył u jej stóp. Bardzo baliśmy się z Jadzią tej sceny. Jak pisałem, inspirowany duchem Grottgera, postanowiłem nadać przeżyciom swoich bohaterów ostry jak bagnety ton. Ale ciągle żyłem obawą, czy pozwalając Barańskiej na "trzęsienie ziemi" w wyrażaniu emocji, nie posunąłem się zbyt daleko i czy zniekształcona twarz aktorki mieści się w estetyce kina.

Pani Tamara była wstrząśnięta tą sceną, a na moje pytanie, czy w wyrażaniu krańcowych emocji Barańska nie poszła za daleko, zrugała mnie:

Barańska ma prawo robić wszystko, co dyktuje jej bogaty świat wewnętrzny. Ona jest w stanie pokazać najbardziej krańcowe emocje.

Pani Tamara miała rację. Zwycięstwo Barańskiej w filmie polega na tym, że pasją i talentem nadała przeżyciom Barbary generalny ton, większy niż życie, który przenikał do głębi ludzkich serc. 

Jerzy Antczak 'Jak ja ich kochałem'
Jerzy Antczak 'Jak ja ich kochałem'Axis Mundi
Więcej o: