Schemat jest podobny do "Squid Game" - grupa ludzi walczy na śmierć i życie o wielką wygraną. Tak w skrócie będzie wyglądać "Bitwa samurajów", która w listopadzie trafi na platformę Netflix. Pierwszy zwiastun zapowiada ogromne stężenie akcji w każdym odcinku serialu.
Jest ich 300, ale wygrać może tylko jeden. "Bitwa samurajów" to nowy serial Netfliksa, który trafi na platformę 13 listopada tego roku. Cofamy się do XIX-wiecznej Japonii ery Meiji, gdzie nowoczesność ściera się z tradycją. Jednym z punktów starcia w historycznych realiach było zlikwidowanie klasy samurajów i zastąpienie ich zwykłym wojskiem. Zdegradowani wojownicy tracili możliwość utrzymania rodzin i popadali w coraz głębszą biedę. Na takim tle Shogo Imamura stworzył swoją mangę "Ikusagami", która teraz doczeka się serialowej aktorskiej wersji.
W roli głównej widzowie zobaczą Junichiego Okadę - aktora, ale też jednocześnie choreografa walk, specjalistę m.in. w brazylijskim jiu-jitsu, kali, shooto, jeet kune do i kenjutsu - w każdym z tych rodzajów sztuk walki zdobył czarny pas. I już sam zwiastun "Bitwy samurajów" podpowiada, że - zgodnie z tytułem - to walka będzie najważniejsza.
Walki wojowników toczą się do ostatniego żywego uczestnika. Zwycięzca zabiera pokonanemu drewnianą plakietkę - trzeba zdobyć je wszystkie, żeby otrzymać nagrodę pieniężną. Nasz główny bohater, grany przez Junichiego Okadę, chce zdobyć pieniądze, żeby uratować żonę i dziecko. Netflix zachwala, że sceny walk mają być naprawdę imponujące. Jedna z nich powstawała kilka dni i wymagała zaangażowania ponad 1000 osób na planie zdjęciowym. Serial będzie się składał z 6 odcinków - pierwsze dwa nieliczni szczęściarze zobaczą jeszcze we wrześniu na festiwalu filmowym w Busan. Dla Netfliksa będzie to okazja na połączenie znanego i bardzo popularnego (ale zakończonego) "Squid Game" z hitowym "Shogunem" z platformy Disney+.