Mateusz Banasiuk jest jednym z najpopularniejszych aktorów teatralnych, telewizyjnych i filmowych w Polsce. Na swoim koncie ma role w wielu hitowych produkcjach zarówno na małym, jak i na dużym ekranie, w tym tj. "M jak miłość", "Plebania", "Pierwsza miłość", "Pitbull. Ostatni pies", "Pod powierzchnią" czy "Nie cudzołóż i nie kradnij". Już 2 lutego 2024 roku do kin wejdzie dramat "Dziewczyna influencera" w reżyserii Szymona Gonery, w którym zagrał szefa agencji marketingowej.
We wspomnianej produkcji nie brakuje pikantnych scen, a w jednej z nich Banasiuk pojawił się w pełnym negliżu. W rozmowie z portalem o2 przyznał, że nie ma z tym problemu, bo ciało jest jednym z narzędzi jego pracy. Gdy wchodzi na plan, niemal automatycznie staje się bohaterem, którego gra. – Jeśli chodzi o moje ciało, jest to część mojego wyrazu artystycznego. Jeżeli rola wymaga ode mnie tego, żebym się rozebrał i pokazał swoje ciało, to to rozumiem. Nie mam z tym problemu – zadeklarował. Stwierdził nawet, że czuje się w tym na tyle swobodnie, że niemal w każdym projekcie, zarówno filmowy, jak i teatralnym, ma jakiś mniejszy lub większy element negliżu. – Ja w chyba każdej roli teatralnej i filmowej się rozbieram – mówił ze śmiechem.
Nie ukrywa jednak, że ma to zarówno plusy, jak i minusy. Przede wszystkim wymaga to od niego ogromu pracy w kwestii dbania o sylwetkę. Fakt, że wygląda dobrze, sprawia, że czuje się w takich scenach dużo bardziej komfortowo i nie musi przesadnie skupiać się na tym, w jaki sposób się ustawić, by zatuszować jakieś ewentualne mankamenty. – Tak jakoś jest, że to ciało jest częściej eksponowane od jakiegoś czasu. Dlatego też muszę o to ciało odpowiednio zadbać, żeby pokazać je publiczności – powiedział.
Wieloletnie doświadczenie w pracy w teatrze i przed kamerą sprawiło, że dziś Banasiuk podchodzi bez większych emocji do kręcenia scen intymnych. Przyznał, że wiele lat temu wcale tak nie było. Stwierdził, że obecnie nieoceniona jest w tym aspekcie pomoc koordynatora, który dba o komfort aktorów, lecz sam nigdy nie korzystał z jego pomocy, bo kiedyś taki zawód po prostu nie istniał. – Ja do tej pory nie korzystałem z pomocy takiej osoby, która by koordynowała te sceny miłosne. Ale nie mam nic przeciwko temu, że jeśli ktoś dzięki temu poczuje się bezpiecznie – powiedział. – Ja takiej osoby nie potrzebuję, bo mam już duże doświadczenie w tych scenach – skwitował.