Donald Trump po raz drugi został prezydentem Stanów Zjednoczonych. Wcześniej pełnił tę funkcję w latach 2017-2021. Gdy kilka miesięcy temu ogłosił swoją kandydaturę, magazyn "The New York Times" opublikował listę sześciu książek, które mają mu pomóc w osiągnięciu upragnionego zwycięstwa. Jedną z nich była "Elegia dla bidoków", czyli autobiografia J.D. Vance'a, którą dla Netfliksa zekranizował Ron Howard. Zdaniem zwolenników teorii spiskowych, to właśnie ten film w głównej mierze przyczynił się do sukcesu biznesmena. Dlaczego?
Produkcja miała premierę w bibliotece streamingowego giganta w listopadzie 2020 roku i co prawda już wtedy wzbudziła ciekawość milionów widzów, lecz prawdziwą popularność zyskała dopiero 4 lata później. Stało się to dokładnie wtedy, gdy autor książki został ogłoszony przez Donalda Trumpa kandydatem republikanów na wiceprezydenta USA. Jeszcze tego samego dnia słupki oglądalności "Elegii dla bidoków" wzrosły o 1180%, co dało łącznie aż 19,2 mln min oglądania. Zainteresowaniem zaczęła na nowo cieszyć się także wydana 4 lata wcześniej książka, która z przytupem powróciła na listę bestsellerów Amazona.
Największą rolę odgrywa tutaj jednak historia Vance'a, który otwarcie identyfikuje się z "milionami Amerykanów z klasy robotniczej, nieposiadających dyplomów wyższych uczelni". Co ważne, w przeszłości senator nie popierał Trumpa, a wręcz był jego przeciwnikiem. Publicznie nazywał go "idiotą", a nawet "Hitlerem Ameryki", deklarując przy tym, że nigdy nie odda na niego głosu.
Waham się między myśleniem, że Trump jest cynicznym dupkiem jak Nixon, który nie byłby taki zły (i mógłby nawet okazać się przydatny) a tym, że jest Hitlerem Ameryki
– miał napisać kilka lat temu do jednego ze swoich współpracowników. Warto też wspomnieć o jego trudnej i bolesnej przeszłości. Pochodzi z ubogiej rodziny i doświadczył wielu krzywd ze strony najbliższych osób. Jego mama zmagała się z uzależnieniem od narkotyków, ale najbardziej wstrząsającą historią z jego życiorysu jest ta, gdy babcia oblała go benzyną, a następnie próbowała podpalić. Mimo tak wielkich różnic między nim a Trumpem, w 2021 roku ich relacja z jawnej nienawiści przerodziła się w przyjaźń. To właśnie sprawiło, że prezydent zyskał na autentyczności w oczach milionów obywateli.
Abstrahując od wyborów w USA i postaci Vince'a, "Elegia dla bidoków" uznawana jest przez widzów za jeden z najlepszych filmów 2020 roku. Nie mogą tego jednak powiedzieć krytycy, którzy w serwisie Filmweb wystawili jej zaledwie 4,3 gwiazdek na 10. Na tak niskie noty wpłynęła m.in. afera związana z niewybrednym żartem, który bohaterka grana przez Glenn Close wypowiedziała na temat Polaków. Kiedy Mamaw wraca do domu po zakupach, spotyka na podwórku przyjaciół swojego wnuka (Gabriel Basso). Twierdzi, że są łobuzami, dlatego postanawia ich przegonić. Gdy jeden z nich nagle przedstawia się, mówiąc, że nazywa się Louis Zabłocki, jej reakcja pozostawia wiele do życzenia. – Ciekawostka o Polaczkach. Chowają zmarłych d****i do góry, żeby mieli gdzie rowery parkować – powiedziała bohaterka. To właśnie ta scena wywołała największe poruszenie i odbiła się szerokim echem w mediach, do czego twórcy bezskutecznie usiłowali się ustosunkować. Tłumaczyli, że postać z zamysłu jest wybuchowa i "ma niewyparzony język", a wypowiedziane przez nią słowa nie były personalne. Mimo to niesmak pozostał. Jeśli masz ochotę, to zagłosuj w naszej sondzie, która znajduje się poniżej.