Irena Santor patrzyła na śmierć "królowej polskiego jazzu". Później obwiniano ją za wypadek

Utwory królowej polskiego jazzu znali i śpiewali niemal wszyscy. Ludmiła Jakubczak miała zaledwie 22 lata, gdy zginęła w wypadku samochodowym. Winą za to tragiczne zdarzenie obarczano wówczas jej menedżera, a prywatnie męża, Jerzego Abratowskiego, a rzekomym motywem miał być romans z Ireną Santor. Jaka była prawda?
Ludmiła Jakubczak
Andrzej Wiernicki/Domena publiczna/Wikipedia

Ludmiła Jakubczak urodziła się w 1939 roku w Tokio, gdzie wyemigrowali jej rodzice. Dzieciństwo spędziła na terenie ówczesnej Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, zaś do Polski przeprowadziła się w latach 50. Wiedziała, że chce swoją przyszłość związać ze sztuką. Uczyła się więc baletu, a w międzyczasie pobierała nauki śpiewu u znanej śpiewaczki operowej, Wandy Wermińskiej.

Zobacz wideo Natalia Kukulska podczas festiwalu w Sopocie zaśpiewała stare hity. "Ta piosenka przyniosła mi 26 lat temu wiele szczęścia"

Uznany kompozytor był jej mentorem. Zakochali się w sobie bez pamięci

Przełom w jej dążeniach do kariery nastąpił w 1958 roku. Wówczas wzięła udział w konkursie organizowanym przez Polskie Radio, zdobywając pierwszych słuchaczy i, jak się później okazało, również miłość. Jej występ zwrócił bowiem uwagę cenionego w branży kompozytora, Jerzego Abratowskiego, który mógł poszczycić się współpracą z wieloma znanymi artystami, w tym m.in. z Anną German, Ireną Santor czy Kaliną Jędrusik. Oczarowany jej głosem zaproponował, że weźmie ją pod swoje skrzydła. Zgodziła się bez namysłu. Starszy o dekadę artysta niebywale jej imponował, a i ona skradła jego serce.

W końcu okazało się, że łączy ich znacznie więcej niż wspólna pasja i praca. Ostatecznie para stanęła na ślubnym kobiercu. – Lusia to była właściwie już od razu prawie gotowa osobowość, indywidualność artystyczna, ale miała też jeszcze trochę szczęścia. W odpowiednim momencie trafiła na odpowiedniego człowieka, który ją uniósł, poprowadził, utwierdził w tym, że ma talent, nauczył. To był Jerzy Abratowski, który kochał ją strasznie – wspominała Halina Kunicka. Szczęście w życiu prywatnym szło w parze z rozwojem kariery Jakubczak, która po występie w programie estradowym Teatru Piosenki w Warszawie, błyskawicznie nabrała tempa. Wykonując utwór "Alabama" nie tylko zachwyciła słuchaczy, ale i zdobyła uznanie krytyków. Zaczęła regularnie koncertować i nawiązywać współprace z innymi artystami.

Jej tragiczna śmierć wstrząsnęła całą Polską. Fani zarzucali Abratowskiemu i Santor morderstwo

Wszystko zmieniło się jesienią 1961 roku. Jakubczak została zaproszona do udziału w programie "Muzyka lekka, łatwa i przyjemna", w którym wykonała piosenkę "Tango zazdrości". Nagrania odbywały się w studiu zlokalizowanym w Łodzi, na które pojechała 4 listopada wraz z mężem. Po zakończeniu pracy na planie małżeństwo udało się na kolację do Grand Hotelu w towarzystwie Lucjana Kydryńskiego i Ireny Santor. Mimo niekorzystnych warunków pogodowych zamierzali jeszcze tego samego dnia wrócić do stolicy, co Kydryński stanowczo im odradzał. Mimo ostrzeżeń nie zamierzali zmieniać planów i w towarzystwie Santor wyruszyli w drogę. Gdy byli już niemal u celu, doszło do tragicznego w skutkach wypadku. Samochód wpadł w poślizg, uderzając w drzewo. Abratowski i Santor nie odnieśli żadnych obrażeń, w przeciwieństwie do Jakubczak, która z powodu poważnych urazów czaszki zmarła w karetce, wiozącej ją do szpitala.

Na ocalałych w wypadku spadła fala krytyki. Ze szczególnym linczem i niezrozumieniem musiał zmierzyć się kompozytor, który nawet na pogrzebie żony był oskarżany o jej morderstwo. Fani Jakubczak twierdzili bowiem, że miał romans z Santor. Ostatecznie Abramowski wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie próbował ułożyć sobie życie na nowo. Wciąż jednak mierzył się z ogromnym poczuciem winy za to, co się wydarzyło. Jego losy skończyły się równie tragicznie. W 1989 roku był bowiem świadkiem napadu na bank w Los Angeles. Zmarł w wyniku postrzału.

Więcej o: