"Kotański. Bóg Ojciec. Konfrontacja" - Opowieść o legendarnym twórcy Monaru

Pierwszy tak wielowymiarowy portret człowieka, który poświęcił wszystko dla tych, których nikt inny nie dostrzega.

Książka "Kotański. Bóg Ojciec. Konfrontacja" przedstawia nie tylko powstawanie legendy Marka Kotańskiego oczami jego pierwszych pacjentów, współpracowników czy rodziny. Anna Kamińska opisuje także historię Monaru, polskiej służby zdrowia i (nie)radzenia sobie przez państwo z osobami dotkniętymi problemem narkotykowym, alkoholizmem czy bezdomnością. "Kotański. Bóg Ojciec. Konfrontacja" to książka barwna, wstrząsająca i dociekliwa – warto po nią sięgnąć.

Przełom lat 60. i 70. XX wieku. Oficjalnie problem narkotykowy w PRL-u nie istnieje. W rzeczywistości coraz więcej młodych ludzi sięga po morfinę, czy pierwszą polską amfetaminę, odurza się, biorąc leki i wąchając kleje.

Sinead O'ConnorO'Connor: Zawsze miałam zamiar zniszczyć zdjęcie papieża. Reprezentowało kłamstwa i przemoc

Początkujący psycholog, Marek Kotański, problem zauważa i zaczyna działać. Odważnie, z uporem i bez kompromisów. Traktowany przez swoje pacjentki i pacjentów jak ojciec, a potem bóg, dzięki empatii, pasji i niezrównanej intuicji pozwala im powrócić do normalnego życia.

Wielu krytykuje jego metody i mówi o nim "kontrowersyjny", dla innych to "genialny terapeuta". Z potencjałem do bycia gwiazdą, będzie porywać tłumy w ogólnopolskich akcjach. Pełen sprzeczności, domagający się od innych nieustającej uwagi, uwielbienia i akceptacji. Otrzymujący mnóstwo dowodów miłości i pogrążony w samotności.

Zobacz wideo Co nowego w kulturze?

"Kotański. Bóg Ojciec. Konfrontacja" to pierwsza biografia pióra Anny Kamińskiej poświęcona mężczyźnie. To książka ukazująca, jak wiele jeszcze mamy do przepracowania, by stać się społeczeństwem wolnym od dyskryminacji, hipokryzji czy nietolerancji. I znieczulicy.

Z lewej okładka książki, z prawej manifestacja 'Nie bądźmy obojętni' w związku z sytuacją uchodźców na granicy polsko-białoruskiej w Bydgoszczy, 5.10.2021"Żywicielka". Dochód dla organizacji wspierających uchodźców na polsko-białoruskiej granicy

<<Reklama>> Ebook "Kotański. Bóg Ojciec. Konfrontacja" dostępny jest w Publio.pl >>

Książka 'Kotański. Bóg Ojciec. Konfrontacja', Anna KamińskaKsiążka 'Kotański. Bóg Ojciec. Konfrontacja', Anna Kamińska Wydawnictwo Literackie

Przeczytaj fragment książki:

Kitel nosi przed wybuchem epidemii.

Ma na sobie białe spodnie, białą bluzę, na nogach białe mokasyny, a do pracy pod izbę wytrzeźwień przy ulicy Kolskiej 2/4 w Warszawie podjeżdża białą maszyną.

Pojazd o trzech kołach ma błyszczące białe błotniki, biały zderzak oraz lśniące jak lód białe reflektory. To pokryta jasnym brezentowym daszkiem dwuosobowa niby-riksza.

Kiedy kierowca parkuje śnieżnobiały wehikuł, ściąga na siebie spojrzenia przechodniów.

Marek Kotański, ubrany na biało, gasi motor i spieszy się do pracy. Ma sprężysty krok, zadziorność w oczach, bystre spojrzenie i wydaje się, że nawet jego blond włosy mają kolor mgły. W latach sześćdziesiątych XX wieku biały trzykołowy pojazd zastępuje mu samochód. Jeździ nim po mieście z żoną, do pracy i nad polskie morze.

W izbie wytrzeźwień w mieście stołecznym Warszawa przy Kolskiej Kotański pracuje jako psycholog.

Namawia trzeźwiejącego pacjenta, by odstawił alkohol. Kłóci się z pielęgniarzami, którzy kradną pensjonariuszowi to, co mu wyjmują z kieszeni. Gdy pacjent wytrzeźwieje, przeprowadza z nim wywiad na polecenie psychiatry.

Pracownicy izby — ci, którzy skubią klientów — grożą Kotańskiemu, że spuszczą mu kiedyś manto. „Niech magister lepiej uważa, gdy będzie po dyżurze wracał do domu" — ostrzegają. Może dlatego Kotański od razu po pracy wskakuje w swój pojazd.

W budynku przy Kolskiej, w którym mieści się izba wytrzeźwień, znajdują się też poradnia wenerologiczna dla prostytutek oraz eksperymentalny oddział Leczenia Odwykowego dla osób uzależnionych od alkoholu. Jest w nim zatrudniony kolega Kotańskiego ze studiów, początkujący psycholog Wojciech Eichelberger.

Warszawiacy w tamtym czasie piją. W pracy i po pracy, rano i wieczorem, młodsi i starsi, robotnicy, urzędnicy i artyści scen stołecznych. Upijają się, trafiają na odwyk, wychodzą z niego, piją i lądują tam z powrotem. A psychologowie z Kolskiej snują się po oddziałach, bezradni, bo nie znają sposobu na leczenie ludzi uzależnionych od alkoholu.

Nie zna go zresztą nikt w całej Polsce.

Lekarze z oddziału na Kolskiej, podobnie jak personel w szpitalach psychiatrycznych, dopiero próbują wypracować jakieś formy terapii uzależnień. Usiłują leczyć chorych metodą awersji i podają im alkohol w połączeniu ze środkiem wywołującym torsje, by odstraszyć ich od sięgania po kieliszek. Dają im anticol, który ma wywołać wstrząs poprzez nagły wzrost i spadek ciśnienia krwi, albo zapisują esperal[1].

Psycholog z Kolskiej jest wówczas jedynie pomocnikiem psychiatry. Lekarz każe mu zbadać iloraz inteligencji pacjenta, więc psycholog przeprowadza test, zapisuje, podaje wynik. I tyle. Dziękujemy, panie magistrze.

Kotański i Eichelberger, dwudziestoparoletni psychologowie, którzy nie mogą zrealizować się w pracy, zawiązują w tych okolicznościach — jak określa to dziś Eichelberger — „koalicję psychologów frustratów". W ramach koalicji w dni wolne albo wieczorami omawiają patową sytuację pacjentów oraz własną, topiąc smutki w alkoholu.

I zgrywają się. Łączy ich nie tylko wykształcenie, zamiłowanie do psychologii i praca na Kolskiej — która nie zaspokaja ich ambicji, nie przynosi pieniędzy ani satysfakcji — lecz także skłonność do robienia żartów.

Pewnego dnia po pracy wsiadają na śnieżnobiały wehikuł Kotańskiego i jadą za Warszawę, by odwiedzić znajomych Eichelbergera, którzy mieszkają na wsi w okolicach szpitala psychiatrycznego, a przy okazji są właścicielami konia. Kotański z Eichelbergerem wpadają na pomysł, że zanim przywitają się z gospodarzami, Eichelberger zakradnie się do stajni, Kotański zaś, którego gospodarze nie znają, podjedzie do głównej bramy posesji i wyjdzie im naprzeciw ubrany cały na biało, oznajmi, że szuka chorego, który uciekł z pobliskiego psychiatryka, a ponieważ pacjent lubi konie, możliwe, że przyczaił się gdzieś w pobliżu. I tak też Kotański czyni. Radzi przy tym gospodarzom, by schowali się w domu, bo facet może być niebezpieczny, i obiecuje, że sam pójdzie do stajni, jakby co obezwładni uciekiniera i go stamtąd wyciągnie. Gospodarze, zgodnie z zaleceniami, cofają się do domu, a Kotański wyprowadza zasłoniętego kocem Eichelbergera, żegna się z właścicielami i odjeżdża. Potem już obaj podjeżdżają pod bramę i ponownie pukają do drzwi. I gdy spotykają się w końcu we czworo, mają z tego ubaw.

Kilka lat później Kotański przestaje się zajmować osobami uzależnionymi od alkoholu i zaczyna pracować z narkomanami[2].

Zrzuca wtedy białą bluzę, białe portki i białe mokasyny. Wkłada czarne skórzane spodnie oraz smolistą kurtkę pilotkę, na szyi zawiesza srebrny wisior.

Po kilku latach pracy z osobami uzależnionymi od narkotyków, w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, jako psycholog zatrudniony na oddziale szpitala psychiatrycznego Kotański wyprowadza pacjentów z białych szpitalnych sal parę kilometrów dalej, na wieś. Tym razem się nie zgrywa.

Bo problem narkomanii rozszerza się niczym epidemia. Po przeprowadzce do ośrodka na wsi Kotański rozpoczyna zatem eksperyment, który doprowadzi do rewolucji i przyniesie Polsce skuteczną metodę kuracji osób uzależnionych od narkotyków.

<<Reklama>> Ebook "Kotański. Bóg Ojciec. Konfrontacja" dostępny jest w Publio.pl >>

Okładka książki 'Kotański. Bóg Ojciec. Konfrontacja', Anna KamińskaOkładka książki 'Kotański. Bóg Ojciec. Konfrontacja', Anna Kamińska Wydawnictwo Literackie

Kotański. Bóg Ojciec. Konfrontacja. Opowieść o legendarnym twórcy Monaru, Anna Kamińska, Wydawnictwo Literackie 2021.

[1] Pierwsza grupa terapeutyczna klubu Anonimowych Alkoholików, która wprowadzi w kraju skuteczny program terapii osób uzależnionych od alkoholu, powstanie w kolejnej dekadzie, w 1974 roku w Poznaniu a ruch rozwinie się na dobre dopiero w latach osiemdziesiątych.

[2] W mojej opowieści „narkoman" to przede wszystkim człowiek, który cierpi z powodu narkomanii. W tekście nie używam określenia „narkoman" uchodzącego za stygmatyzujące, używam mniej więcej w takim znaczeniu, w jakim opisuje to słowo Słownik Języka Polskiego. „Narkoman" według Słownika języka polskiego pod redakcją Witolda Doroszewskiego to „człowiek cierpiący na narkomanię", „nałogowo zażywający narkotyki", czyli podkreślając aspekt choroby, jaką jest narkomania.

Więcej o: