Halina Myga, bo tak brzmi panieńskie nazwisko poetki, miała zaledwie 9 lat, gdy sowieckie wojsko pojawiło się w jej rodzinnej Częstochowie. Wtedy wraz z bliskimi ukrywała się przez kilka dni w zimnej piwnicy, co skończyło się anginą, a potem zapaleniem stawów i wsierdzia. W wyniku tego rozwinęła się u niej poważna choroba serca, która naznaczyła całe jej życie, a potem także twórczość. Świadoma tego, że jej dni są policzone, chciała czerpać z nich garściami, choć bliscy drżeli ze strachu o każdy jej kolejny krok. – Nie chciała życia w fotelu, nie chciała życia bezczynnego. Chciała żyć – wspominała jej matka Stanisława.
Z powodu choroby szpitale i sanatoria szybko stały się jej drugim domem. Podczas pobytu w kurorcie w Kudowie 18-letnia wówczas Halina poznała starszego o 5 lat studenta łódzkiej szkoły filmowej Adolfa Poświatowskiego, w którym zakochała się ze wzajemnością. Połączyło ich nie tylko zamiłowanie do sztuki i choroba, ale i trudne doświadczenia, mężczyzna stracił bowiem matkę w czasie wojny i wraz z siostrą wychowywał się u krewnych. Zaproponował jej, by pomogła mu w reżyserskim debiucie, a ona zgodziła się bez namysłu.
Gdy kilka tygodni później opuścili ośrodek, postanowili, że będą kontynuować znajomość. Regularnie korespondowali ze sobą, a ich uczucie rosło w siłę. Po raz kolejny spotkali się jeszcze tego samego roku jesienią, a kilka miesięcy później Poświatowski poprosił ją o rękę. Była szczęśliwa, choć bliscy wcale nie podzielali tej radości i odradzali jej zamążpójście. – Osobno może macie jakieś szanse, razem nie – tłumaczyli, lecz ona nie zważała na ostrzeżenia i w 1954 roku poślubiła ukochanego.
Szczęście pary nie trwało jednak długo. W marcu 1956 roku Poświatowski zmarł podczas pobytu w Krakowie, do którego wybrał się, by zdobyć ostatnie materiały potrzebne do ukończenia pracy dyplomowej. Halina była w tym czasie w sanatorium w Rabce, a o tym, że w wieku 20 lat została wdową, poinformowała ją matka, która przybyła z wizytą. Śmierć męża była dla niej olbrzymim ciosem. To właśnie wtedy profesor, pod którego była opieką, zaproponował, by swoje emocje przelewała na papier. Sprowadził nawet do szpitala Wisławę Szymborską, w której twórczości się lubowała. Zainspirowana jej słowami, Halina zaczęła pisać wiersze i to właśnie z tego okresu pochodzą jedne z jej najbardziej przejmujących utworów.
W końcu jednak los się do niej uśmiechnął. Wyjechała do USA, gdzie przeszła pionierską operację serca, która znacząco poprawiła wyniki jej badań i komfort życia. Za oceanem rozpoczęła też studia i nawiązała kilka namiętnych relacji, w tym m.in. z Jerzym Kosińskim czy jednym ze swoich wykładowców. Po powrocie do ojczyzny związała się z młodszym o 8 lat mężczyzną, lecz burzliwa relacja zakończyła się, gdy próbowała odebrać sobie życie. – W czasie jednej z kłótni Poświatowska połknęła kilka garści tabletek digitalisu. Zanim straciła przytomność, powiedziała "Zawieź mnie do szpitala" – mówiła Kalina Błażejowska autorka poświęconej Poświatowskiej książki biograficznej "Uparte serce".
Złamane serce leczyła u boku niewidomego literata Ireneusza Morawskiego, ale i ta relacja nie przetrwała próby czasu. Jej rozpacz nie trwała jednak długo, a pocieszenia szukała w ramionach innych mężczyzn, tych zresztą było u jej boku na pęczki. – Haśka była geniuszem w sztuce uwodzenia – wspominał jej brat Zbigniew Myga. Ostatecznie operacja pomogła jej nie, jak zapowiadali lekarze, na kilkanaście, lecz tylko kilka lat. Gdy jej stan zaczął się pogarszać, zdecydowała się na wstawienie sztucznej zastawki. 3 października 1967 roku trafiła na stół operacyjny, a 8 dni później zmarła. Miała wówczas 32 lata.
Jeśli przeżywasz trudności i myślisz o odebraniu sobie życia lub chcesz pomóc osobie zagrożonej samobójstwem, pamiętaj, że możesz skorzystać z bezpłatnych numerów pomocowych:
Pod tym linkiem znajdziesz więcej informacji, jak pomóc sobie lub innym, oraz kontakty do organizacji pomagających osobom w kryzysie i ich bliskim.
Jeśli w związku z myślami samobójczymi lub próbą samobójczą występuje zagrożenie życia, w celu natychmiastowej interwencji kryzysowej, zadzwoń na policję pod numer 112 lub udaj się na oddział pogotowia do miejscowego szpitala psychiatrycznego.