Jan Englert debiutował na ekranie w 1956 roku w "Kanale" Andrzeja Wajdy, a dziś uchodzi za jednego z najwybitniejszych aktorów swojego pokolenia. Na jego dorobek artystyczny składa się 50 ról teatralnych, ponad 100 filmowych oraz ponad 200 telewizyjnych w takich kultowych produkcjach jak "Sól ziemi czarnej" czy "Noce i dnie". Mimo sukcesów zawodowych, prywatnie długo nie potrafił odnaleźć szczęścia. Co wiadomo o jego życiu prywatnym?
Zanim aktor związał się z Beatą Ścibakówną, z którą doczekał się córki Heleny, miał już za sobą jedno nieudane małżeństwo. Jako 18-latek w warszawskiej szkole teatralnej poznał starszą o rok Barbarę Sołtysik. Zakochali się w sobie bez pamięci i szybko zostali parą, a już na drugim roku studiów, w tajemnicy przed wszystkimi, stanęli na ślubnym kobiercu. W 1970 roku na świecie pojawił się ich pierworodny syn Tomasz, a 3 lata później rodzina powiększyła się o bliźniaczki, Katarzynę i Małgorzatę. Żona aktora zrezygnowała z marzeń o karierze, by zająć się wychowywaniem pociech, on zaś pracował, by zarobić na chleb. Choć ich relacja nie układała się najlepiej, to dopiero po 33 latach podjęli decyzję o rozwodzie. – Umówiliśmy się z żoną, że nie rozstaniemy się, dopóki dzieci nie będą dorosłe. I tak się stało – opowiadał Marcinowi Prokopowi w wywiadzie w ramach cyklu "Rozmowy Dzień Dobry TVN".
W przeciwieństwie do najmłodszej pociechy aktora, która z powodzeniem rozwija karierę, grając w filmach i serialach, jego dzieci z pierwszego małżeństwa nie są zainteresowane karierą na ekranie i konsekwentnie unikają blasku fleszy. – Rodzice nas do tego zniechęcali. Mówili, że to trudny i stresujący zawód. Że nie daje poczucia bezpieczeństwa, wiąże się z byciem na świeczniku i nieustannym eksponowaniem siebie. Nie wyobrażam sobie siebie jako celebryty. Pamiętam, co się działo wokół moich rodziców. Ludzie zaczepiali ich na ulicy. Początkowo znana była matka, Barbara Sołtysik, później ojciec. Wiele osób traktowało go jak kumpla: "Cześć, Jasiek", wołali do niego – opowiadał Tomasz Englert w wywiadzie dla "Gali".
Syn aktora w 2024 roku będzie obchodzić 54. urodziny. Wiadomo, że już w czasie studiów rozpoczął karierę w branży sprzedaży i marketingu, a w wieku 25 lat został dyrektorem w firmie, która stała się największym polskim domem mediowym. Kariera jednak przyczyniła się do rozpadu jego pierwszego małżeństwa. Z kolejną partnerką doczekał się córki Leny i ostatecznie porzucił dotychczasowy zawód, by zająć się fotografią artystyczną. – Stwierdziłem, że jeśli będę tak żył dalej, umrę jako bogaty i nieszczęśliwy człowiek, który nie bardzo wiedział, po co to wszystko robi. Zrezygnowałem z pracy – mówił.
W jednym z wywiadów przyznał, że dopiero gdy jego córka przyszła na świat, zrozumiał, że bycie rodzicem wiąże się z wieloma wyrzeczeniami. Dlatego nie ma za złe ojcu, że skupiał się na karierze, bo dzięki jego ciężkiej pracy on miał dobry start w dorosłe życie. – Nie można mieć wszystkiego naraz. Ktoś przecież musiał zarobić na rodzinę. Nie można mówić, że jak nie ma mężczyzny w domu, to jest złym ojcem. Po prostu tak się ułożyli z matką, nieprzymusowo, bo to był jej wybór – przekonywał na łamach "Gali". Jeśli masz ochotę, to zagłosuj w naszym sondażu, który znajduje się poniżej.