Jak na amanta kina przystało, u szczytu popularności Daniel Olbrychski cieszył się olbrzymim powodzeniem u płci przeciwnej. Jedną z niewielu kobiet, do których skrycie wzdychał, a których nie udało mu się zdobyć, była Pola Raksa. Po raz pierwszy zobaczył ją w "Szatanie z siódmej klasy" w 1960 roku i przepadł bez reszty. Na kartach książki "Anioły wokół głowy" twierdził nawet, że "śniła mu się po nocach". Wtedy nawet nie przypuszczał, że 4 lata później to właśnie u jej boku zagra pierwszą wielką rolę w karierze.
Olbrychski był studentem warszawskiej szkoły teatralnej, gdy ówczesny rektor Jan Keczmar polecił go Andrzejowi Wajdzie, który przygotowywał się do kręcenia "Popiołów". Reżyser dostrzegł w 19-latku idealnego kandydata do roli Rafała Olbromskiego i zaprosił go na casting do Łodzi. Wierzył w talent aspirującego adepta sztuki, chciał jedynie sprawdzić, czy uda mu się znaleźć porozumienie z filmową Heleną.
Powiedział mi: 'Chcę, żeby to była scena tylko we dwoje i właściwie nie zależy mi na tekście. Chcę, żeby było widać, że się kochacie, że macie na siebie ochotę'
– wspominał w autobiografii jego słowa. Nie ukrywał, że obawiał się, czy temu podoła, w końcu w tamtym czasie nie miał jeszcze zbyt dużego doświadczenia przed kamerą. Wszelkie obawy minęły, jednak gdy dowiedział się, że partnerować mu będzie sama Pola Raksa.
Weszła dziewczyna, w której od dawna się podkochiwałem. Dziewczyna niesłychanej piękności, pierwsza gwiazda młodego pokolenia. I ja mam się do niej dobierać! Trudno, myślę, przynajmniej sobie coś użyję. Zagrać może nie zagram, ale dla samego tulenia do siebie Poli Raksy warto było przyjechać do Łodzi
– opowiadał o pierwszym spotkaniu z gwiazdą kina. Ich znajomość i współpraca była jednak daleka od jego wyobrażeń.
Na planie nie dało się nie zauważyć, że Olbrychski jest zakochany w Raksie. Wajda uznał to za duży atut, bo wszystkie ich namiętne sceny wydawały się niezwykle rzeczywiste. Entuzjazmu nie podzielał stojący za kamerą Andrzej Kostenko, a prywatnie świeżo upieczony mąż aktorki. Ta nie dawała mu jednak powodów do zazdrości, bo młodszego o 4 lata amanta dość szybko sprowadziła na ziemię. Była wobec niego zdystansowana, a w rozmowach oschła, lecz nawet to nie potrafiło ostudzić jego emocji i wciąż mimowolnie próbował ją podrywać.
Marzenie o tym, by zbliżyć się do Raksy, miało się spełnić podczas festiwalu w Cannes, na którym promowali "Popioły". Tak się jednak nie stało. Aktorka była nieugięta i ani myślała o tym, by odwzajemnić jego zaloty. Zrezygnowany Olbrychski pocieszenia próbował szukać w ramionach jej rywalki Barbary Brylskiej, lecz i ona nie była nim szczególnie zainteresowana. Finalnie odprawiła go z kwitkiem. Ostatecznie odpuścił sobie obie z nich, ale nie pozostawał długo samotny, bo już w 1967 roku stanął na ślubnym kobiercu z Moniką Dziensiewicz, z którą doczekał się pierworodnego syna.