"Wesele" to wydany w 1901 roku dramat Stanisława Wyspiańskiego, uznawany za jedno z najważniejszych dzieł epoki Młodej Polski. Na przestrzeni lat doczekał się wielu teatralnych adaptacji stworzonych przez m.in. Aleksandra Zelwerowicza, Juliusza Osterwę, Ludwika Solskiego i Adama Hanuszkiewicza. Zafascynowany był nim także Andrzej Wajda, który na jego podstawie w 1963 roku stworzył zmiażdżony przez krytykę spektakl, a potem doceniony i wielokrotnie nagradzany film, który uchodzi za klasykę polskiej kinematografii.
Po premierze spektaklu Wajda wziął sobie do serca słowa krytyków, zdaniem których jego interpretacja pozbawiona była magii. Uznał, że złe wrażenie może zatrzeć jedynie zrealizowana na najwyższym poziomie pełnometrażowa produkcja. Do współpracy zaprosił Andrzeja Kijowskiego, któremu polecił napisanie scenariusza. Zaznaczył, że ten musi być jak najbardziej wierny oryginałowi. Jedyna zmiana, na jaką się zdecydował, dotyczyła miejsca akcji, która rozgrywała się w izbie tanecznej, a nie w pomieszczeniu obok, jak wymyślił Wyspiański. Kluczem miała być także obsada. Ta była iście gwiazdorska. Głównych bohaterów wykreowali bowiem m.in. Andrzej Łapicki, Wojciech Pszoniak, Franciszek Pieczka, Maja Komorowska, Marek Walczewski, Marek Perepeczko, Emilia Krakowska, Olgierd Łukaszewicz, Hanna Skarżanka, w filmie pojawił się nawet Czesław Niemen.
Na ekranie nie zabrakło także Daniela Olbrychskiego w roli Pana Młodego oraz partnerującej mu Ewy Ziętek, która wówczas miała 20 lat i dopiero stawiała pierwsze kroki w branży. – Pamiętam, że pomyślałam, jak niezwykłe jest życie. Pół roku wcześniej kochałam się w Danielu Olbrychskim. I nagle, po pół roku, leżałam z nim w łóżku. Co prawda w łóżku filmowym, ale zawsze – opowiadała. Aktor miał jednak znacznie mniej entuzjazmu niż jego koleżanka po fachu i otwarcie nie popierał pomysłu Wajdy. Dlaczego?
Olbrychski twierdził, że "Wesele" jest przeznaczone wyłącznie na teatralne deski i nie wierzył, by dało się zrealizować je w formie filmu.
Byłem jednym z największych przeciwników pomysłu ekranizacji 'Wesela'. Mówiłem Andrzejowi: 'Jak chcesz, to rób, jak chcesz, to ci zagram, ale to jest błąd. Wiersz w kinie. Przecież to jest napisane dla teatru. Potkniesz się, a my razem z tobą'
– cytował jego słowa Bartosz Michalak na łamach książki "Wajda. Kronika wypadków filmowych". Obawy aktora potęgowało też, że w tym czasie pracował już nad "Potopem" w reżyserii Jerzego Hoffmana. Kursował więc między jednym planem a drugim, nie znajdując nawet chwili wytchnienia i odpoczynku, co tylko nasilało jego frustrację i niezadowolenie.
Po wielu tygodniach intensywnych przygotowań i prób ekipa w końcu rozpoczęła zdjęcia na planie. Za kamerą stanął Witold Sobociński, który już wcześniej współpracował z Wajdą przy okazji kultowego filmu psychologicznego "Wszystko na sprzedaż".
Bardzo długo przygotowywałem się do tego filmu
– przyznał otwarcie w tej samej publikacji. Premiera "Wesela" Wajdy odbyła się 9 stycznia 1973 roku w kinie "Moskwa" w Warszawie i wzbudziła powszechne poruszenie. Tuż po niej posypały się niemal wyłącznie przychylne recenzje zarówno wśród polskich, jak i zagranicznych krytyków.
Wspaniały obraz nienasyconego geniusza
– pisał francuski tygodnik "Le Point". Wtórował temu znany ze swej surowości krytyk Marcel Martin. – Jestem przekonany, że tym cudownym filmem Wajda osiągnął szczyt – mówił. Produkcję doceniono także na różnych pokazach, w tym m.in. na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w San Sebastian, po którym znakomity reżyser Martin Scorsese okrzyknął ją "arcydziełem polskiej kinematografii".