Plotka głosi, że "Argylle" napisała Taylor Swift. Fani zbierają dowody, a w ekranizacji grają gwiazdy

"Argylle. Tajny szpieg" to opowieść o autorce książek szpiegowskich Elly Conway, która w opisywanych historiach przewiduje prawdziwe wydarzenia. To sprawia, że zwraca na nią uwagę groźny podziemny syndykat. Autorką zekranizowanej historii może być, jak głosi plotka, Taylor Swift. Publikujemy fragment powieści.
Premiera Argylle w Londynie
Fot. REUTERS/Hollie Adams

W filmie Elly Conway - bo tak nazywają się zarówno bohaterka powieści, jak i jej bardzo tajemnicza debiutująca na rynku wydawniczym autorka - gra Bryce Dallas Howard. W jednym z wywiadów aktorka przyznała, że choć nie może nic powiedzieć na temat tożsamości autorki "Argylle", to byłoby fantastycznie, gdyby była nią Switf.

Taylor Swift pisze swoje utwory, reżyseruje teledyski. Teraz napisała "Argylle"?

Wokalistka, autorka tekstów i kompozytorka jest obecnie najbardziej wpływową artystką na świecie. Wiadomo, że Swift jest także ogromną fanką kotów - ma dwa rasy szkocki zwisłouchy, czyli takie, jak ten pojawiający się w książce. Dodajmy, że w ekranizacji reżyserowanej przez Matthew Vaughna kocim aktorem jest Chip, który na co dzień mieszka z Claudią Schiffer.

Chip na londyńskiej premierze 'Argylle'
Chip na londyńskiej premierze 'Argylle'Fot. REUTERS/Hollie Adams

O tym, że autorką powieści jest Taylor Swift, mają według fanów piosenkarki świadczyć m.in. anonimowość autorki i wyglądające na fejkowe profile w mediach społecznościowych. W dodatku debiutantka miała dostać 200 mln dolarów w ramach umowy z Apple przy negocjacjach w sprawie ekranizacji powieści! To zawrotna kwota. Inny argument to wygląd głównej postaci. Kochająca swojego zwierzaka Elly Conway ma bowiem bardzo przypominać postać pisarki(!), w którą wcieliła się Swift w krótkometrażowym filmie i teledysku w jednym: "Taylor Swift - All Too Well: The Short Film".

 

W "Argylle. Tajnym agencie" zebrała się aktorska śmietanka. Główną rolę gra Bryce Dallas Howard, a partnerują jej m.in. zdobywca Oscara za "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri " Sam Rockwell i Bryan Cranston ("Breakig Bad"). W tytułowego agenta wcielił się Henry Cavill, który o włos przegrał z Danielem Craigiem w wyścigu o rolę 007 (ale podobno ma szansę w tej rundzie). Na ekranie pojawiają się też np. Dua Lipa, John Cena i Samuel L. Jackson (ten ostatni to najbardziej kasowy aktor wszech czasów). Budżet filmu to niemała kwota 200 mln dolarów. 

Być może kiedyś dowiemy się, kto naprawdę napisał "Argylle". Inna teoria mówi, że autorem jest pisząca m.in. thrillery Tammy Cohen. W tym momencie możemy tylko i aż oglądać tę historię w kinach, czytać powieść i snuć domysły. Fragment książki publikujemy niżej.

Zobacz wideo "Argylle Tajny szpieg" [ZWIASTUN]

"Argylle" - przeczytaj fragment. Film już w kinach

Aubrey Argylle ma niewiele ponad dwadzieścia lat, długie kończyny i szerokie ramiona, jasne oczy i mocno zarysowaną linię szczęki, którą łagodzi nieco dołeczek w podbródku. Ciemne, kędzierzawe włosy zaczesał do tyłu i związał brązową gumką, znalezioną dziś rano na podłodze miejscowej poczty. Kilka kosmyków, które wymknęły się spod gumki, poskręcało się od upału. Wczoraj termometr pokazał trzydzieści osiem stopni i choć dziś jest o parę stopni chłodniej, powietrze jest na tyle wilgotne, że ciepły pot zamiast wyparować, tworzy na skórze lepką powłokę.

Argylle opiera szczupłą bosą stopę na drewnianej podłodze i porusza lekko nogą, kołysząc hamakiem, ale reszta jego ciała spoczywa w bezruchu. Zeszyt, w którym jeszcze przed chwilą robił jakieś notatki, leży teraz na jego brzuchu; w jego dłoni zastygł długopis. Argylle wrócił niedawno z pieszej wycieczki, podczas której poprowadził grupkę turystów do Wat Phra That Pha Ngao, buddyjskiej świątyni położonej na wzgórzu kilka kilometrów za miastem. Sama świątynia to nic specjalnego, ale roztacza się z niej zapierający dech w piersiach widok na rzekę Mekong i na jej drugi brzeg, gdzie po laotańskiej stronie granicy rozciąga się górzysta dżungla. „Czy to już tutaj?", dopytywali turyści, rozglądając się i wytężając wzrok w kierunku drugiego brzegu rzeki, gdzie w oddali majaczyły strome wzgórza Mjanmy, nadal nazywanej przez turystów Birmą. „Czy jesteśmy już w Złotym Trójkącie?"

Argylle przywykł do radzenia sobie z rozczarowaniem turystów, którzy spodziewają się zobaczyć sunące przez górskie pasma karawany mułów obładowanych paczuszkami opium. W rzeczywistości handel tym narkotykiem, z którego od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku słynęło pogranicze Tajlandii, Mjanmy i Laosu, pod koniec lat dziewięćdziesiątych przeniósł się w większości do Afganistanu. W Złotym Trójkącie, zwłaszcza na terenie Mjanmy, nadal działają plemienne gangi i grupy dowodzone przez lokalnych watażków, parające się produkcją i przemytem narkotyków; opium wciąż jest transportowane z pól makowych na szczytach gór do Chiang Rai i Bangkoku, a stamtąd do Ameryki i Hongkongu. Obecnie jednak większość tutejszych szmuglerów i handlarzy narkotykami przerzuciła się na metamfetaminę, która przynosi im ogromne zyski, choć w przeciwieństwie do opium nie jest otoczona romantyczną legendą, przyciągającą w to miejsce turystów.

Argylle mógłby ich zapewnić, że narkotykowy biznes nie ma w sobie absolutnie nic z romantyzmu.

Gdyby zapytać go, od jak dawna zarabia na życie w tym tropikalnym zaścianku, udzieliłby niezbyt precyzyjnej odpowiedzi. Powiedziałby zapewne: „Będzie ze dwa lata", chociaż tak naprawdę spędził tu już ponad pięć lat. Nie chce przyznać, że utknął w ślepym zaułku.

Henry Cavill na premierze 'Argylle'
Henry Cavill na premierze 'Argylle'Fot. REUTERS/Hollie Adams

Wie, dlaczego tu wrócił – w poszukiwaniu odpowiedzi. Ale nie ma pojęcia, dlaczego tu został.

Zwleka się z hamaka i dopija piwo, które zdążyło się już ogrzać. Wchodzi do chaty – prostej konstrukcji z podłogą z drewnianych desek ułożonych na drewnianej ramie, z bambusowym dachem i ścianami z bambusowych prętów, z oknami bez szyb, przez które wciska się do środka parne powietrze – i podchodzi do deski opartej na dwóch pustych puszkach po oleju, która służy mu jako półka biblioteczna. Stoi na niej rząd mocno sfatygowanych książek w broszurowych oprawach. Oprócz typowych podróżnych czytadeł, jakimi chętnie wymieniają się między sobą globtroterzy goszczący w tej okolicy na dłużej, jest tu też kilka bardziej zaskakujących pozycji: Camus, Kafka, James Baldwin. Na dalszym krańcu półki leży stos zeszytów i Argylle odkłada na niego notes, w którym zapisywał coś, leżąc w hamaku.

Stos składa się z tanich, kupionych w miasteczku brulionów, z jednym wyjątkiem. Ten wyjątek to notatnik na spodzie stosu: gruby, oprawiony w skórę, z wszytą satynową zakładką, której końcówka wystaje spomiędzy stron. Argylle nie musi go otwierać, żeby przypomnieć sobie zdanie widniejące na wewnętrznej stronie okładki: „Świat jest zbyt cudowny, by go nie opisywać". Notatnik to prezent od matki. Podarowała mu go w ostatnie Boże Narodzenie przed śmiercią. Wtedy nie zajrzał nawet do środka, wymruczał tylko podziękowanie, a potem wrzucił go na dno swojej walizki i natychmiast o nim zapomniał. Dopiero kilka miesięcy później, po tym wszystkim, co się wówczas wydarzyło, otworzył go, pogładził dłonią mięsisty kremowy papier w linie i zaczął pisać. Opisywał rzeczy, które widział, notował urywki rozmów. I robi to do tej pory. Zapełnił słowami wszystkie te zeszyty.

Pisze do niej. Zdaje sobie z tego sprawę. Opisuje jej świat, którego ona nie może już oglądać.

Argylle unosi brzeg moskitiery zawieszonej na wbitym w sufit haku i sięga po dżinsy leżące na rozłożonym na podłodze cienkim materacu. Kiedy po raz pierwszy poszedł tutaj w góry, założył szorty. Nigdy więcej nie popełnił już tego błędu. Na schodach werandy stoi para znoszonych trampek – nie pachną najlepiej, dlatego trzyma je na zewnątrz – w które wsuwa stopy, nie tracąc czasu na rozwiązywanie sznurówek. Wyblakły T-shirt z nadrukowaną podobizną Johnny’ego Casha dopełnia całości stroju.

Zamierza pojechać motocyklem na północ, do Sop Ruak, miasteczka położonego u zbiegu granic Tajlandii, Laosu i Mjanmy, a potem dalej, drogą prowadzącą ku wzgórzom. Formalnie rzecz biorąc, przekroczy granicę i znajdzie się na terytorium Mjanmy, gdzie twardą ręką sprawuje rządy wojskowa junta, ale nawet gdyby go tam zatrzymano, może liczyć na swoją przykrywkę:

jest przewodnikiem turystycznym i szuka nowych tras wycieczkowych. To już nie są stare czasy. Wszędzie wokół widać oznaki zmian, jakie zachodzą w tym zakątku świata. Lecz pomimo wybielonego wizerunku tego regionu, Argylle ma świadomość czyhających tutaj zagrożeń. Metamfetamina może i wyparła heroinę, jednak narkotykowy biznes w dalszym ciągu jest śmiertelnie niebezpieczny. Zyski są oszałamiające – sięgają miliardów dolarów – ale ryzyko jest równie duże. Chociaż na każdym kroku można natknąć się na tablice informujące o tym, że za przemyt narkotyków grozi kara śmierci, w dżungli na pograniczu nadal działają grupy przestępcze o międzynarodowym charakterze. Są wśród nich zarówno zbrojne bandy kierowane przez miejscowych hersztów, jak i chińskie triady, a nawet rosyjska mafia. O tym, że nie są to ludzie, z którymi chciałoby się wypić piwo, świadczą dobitnie znajdowane w tej okolicy trupy, nierzadko okaleczone w potworny sposób. Każdy, kto zapuszcza się na teren jednego z rywalizujących ze sobą gangów, robi to na własne ryzyko.

Pytanie, czego tak naprawdę szuka tutaj Argylle, który zmusza teraz swój motocykl do mozolnej wspinaczki po gruntowej drodze za miasteczkiem Sop Ruak. Co takiego każe mu wciąż wracać do tej dżungli i sprawia, że jego życie utknęło w tym miejscu?

Argylle zsiada z motocykla i dalej rusza pieszo. Podąża ledwie widoczną ścieżką wiodącą przez coraz gęstsze zarośla. Oprócz kilku butelek wody spakował do plecaka małą maczetę, którą teraz toruje sobie przejście przez zarastającą ścieżkę roślinność. To wyczerpująca, niewdzięczna praca, a w dodatku przy każdym kroku jego stopy wzbijają z ziemi czerwony pył. Baldachim drzew sprawia, że niebo nad lasem deszczowym wydaje się mieć barwę żółtawego błota. Co jakiś czas Argylle natyka się na gruby zwój drutu kolczastego, za pomocą którego mjanmańscy pogranicznicy próbowali wyznaczyć przebieg linii granicznej. Celem jego wędrówki jest jedna z wiosek Akha, górskiego plemienia, którego członkowie przywędrowali na te tereny z Chin lub z Tybetu i nie spotkali się ze zbyt ciepłym przyjęciem w żadnym z trzech krajów mjanmańsko-laotańsko-tajskiego pogranicza. W przeszłości tutejsi Akha zajmowali się uprawą maku wykorzystywanego do produkcji opium, ale obecnie utrzymują się ze sprzedaży rękodzieła i z pozowania do zdjęć turystom, którzy odwiedzają ich wioski.

Argylle mówi biegle po tajsku, podobnie zresztą jak po arabsku, mandaryńsku, hiszpańsku, francusku i rosyjsku, ale Akha posługują się swoim własnym dialektem i rozmowa z nimi, zadawanie im pytań, to zawsze powolny proces. Przed wyjściem z domu Argylle wsunął do kieszeni zdjęcia swoich rodziców – stare fotografie o wyświechtanych krawędziach.

Do leśnej polany, na której Akha wznieśli swoje charakterystyczne domostwa – kryte strzechą bambusowe chaty na wysokich drewnianych palach – pozostała mniej więcej godzina drogi, gdy Argylle nagle się zatrzymuje.

Przez rozbrzmiewający w koronach drzew świergot gębali, pogwizdywanie szmaragdowozielonych szerokodziobów i nawoływanie świstunek, przez głuchy odgłos jego własnych kroków na pylistej ziemi oraz trzask suchych liści i

gałązek pod jego stopami, do uszu Argylle’a przebił się jakiś nowy dźwięk. Dobiegające z daleka niskie buczenie silnika lekkiego samolotu.

Argylle momentalnie wraca pamięcią do maleńkiego lotniska w dżungli mogącego pomieścić zaledwie trzy czy cztery samoloty; w ciasnym kokpicie ojciec wyjaśnia mu działanie przyrządów pokładowych. Przypływ adrenaliny, gdy po raz pierwszy koła pilotowanego przez niego samolotu odrywają się od ziemi; poczucie, że teraz wszystko jest w jego rękach. Odwiedzali potem jeszcze wiele takich lotnisk – w Brazylii, na Filipinach, w Afryce Zachodniej, na południu Hiszpanii i wszędzie tam, gdzie rodzice prowadzili interesy związane z importem i eksportem – ale w jego wspomnieniach z każdego z tych miejsc powtarza się ta sama scena. Siedzi w samolotowym kokpicie u boku swojego ojca – niecierpliwego, pełnego energii, wymagającego, kochającego. Skomplikowanego.

Argylle wychodzi na polanę, żeby przyjrzeć się przelatującemu nad dżunglą samolotowi.

To jednosilnikowa, przypuszczalnie sześciomiejscowa maszyna, ze śmigłem na nosie i niebiesko-złotymi oznaczeniami. Argylle widział już ten samolot wcześniej. Było to na małym lotnisku w Mong Hsat w Mjanmie, gdzie wraz z ojcem wylądowali cessną podczas jednego ze swoich weekendowych wypadów.

„Czy to prawda, że CIA prowadziła tu kiedyś operację przemytu heroiny?", zapytał go kiedyś pewien turysta z grupy, którą Argylle poprowadził do buddyjskiej świątyni nieopodal Chiang Saen. Argylle wzruszył wtedy ramionami i odparł: „Niewykluczone". Amerykanie nie chcieli dopuścić, by Mjanma, Laos i Tajlandia znalazły się w strefie wpływów komunistycznych Chin i dlatego aktywnie wspierali Kuomintang, czyli chińskich antykomunistów, wykorzystując do tego dochody z handlu heroiną. Nie ma pewności, czy CIA była zaangażowana w ten proceder, a jeśli tak, to czy uczestniczyła w nim bezpośrednio, czy tylko pośrednio; nie ulega natomiast wątpliwości, że zbudowała w okolicy maszty radiowe i pomogła sfinansować budowę polowego lotniska, które obecnie jest nieużywane, nie licząc sporadycznych wizyt przedstawicieli CIA i DEA.

<<Reklama>> Ebook "Argylle" Elly Conway jest dostępny na Publio.pl >>

Argylle obserwuje lecący po niebie samolot, ale myślami wciąż błądzi w przeszłości. W innym życiu.

Trzask! Potężny huk zakłóca spokój dżungli. Ptaki milkną jak na komendę. Na ułamek sekundy świat się zatrzymuje, wszelkie życie zamiera. Mały samolot szybuje teraz bezdźwięcznie w powietrzu. Po chwili rozlega się kolejny dźwięk – charakterystyczny odgłos dławiącego się silnika.

Książka w przekładzie Michała Strąkowa i Xeni Wiśniewskiej ukazała się 24 stycznia nakładem wydawnictwa Insignis. Film "Argylle. Tajny szpieg" ma premierę kinową 2 lutego 2024 roku.

Argylle - okładka
Argylle - okładkamateriały promocyjne Insignis
Więcej o: