Przyznaję bez bicia, nie byłam szczególnie zachwycona fasadą Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, kiedy budynek powstawał. Ba, ciągle nie wiem, czemu koniecznie trzeba było rozbierać pawilon Emilia, w którym placówka miała swoją tymczasową siedzibę (może i powstał w czasach socjalizmu, ale jednak to był jeden z najbardziej udanych budynków modernistycznych w Polsce). Wiem, że konkurs na projekt MSN był też burzliwym wydarzeniem: pierwszego nie udało się rozstrzygnąć, drugi unieważniono, a za trzecim razem zmieniła się procedura i zamiast na konkurs, zdecydowano się na tryb ogłoszenia z negocjacjami. W międzyczasie zmieniła się też koncepcja i zamiast jednego budynku miasto zapragnęło dwóch - jednego dla muzeum, a drugiego dla Teatru Rozmaitości. W rozpisanych konkursach pojawiło się ponad 100 różnych propozycji, wśród których nie brakowało ciekawych zgłoszeń i prac bardziej wizualnie efektownych tudzież krzykliwych niż projekt, który ostatecznie zrealizowano. W 2014 roku ogłoszono, że wygrała koncepcja nowojorczyka Thomasa Phifera, a budowa ruszyła dopiero pięć lat później - tu też ponoć nie brakowało trudności.
Miejsce budowy do tego jest szalenie specyficzne, bo plac Defilad przez lata był skrajnie szkaradny, czy to w formie gigantycznego parkingu, czy jako lokalizacja, w sposób kontrowersyjny zlikwidowanego, domu towarowego KDT. Choć to ścisłe centrum miasta, plac nie jest też przestrzenią, z której mieszkańcy Warszawy intensywnie by korzystali - zazwyczaj hulał tam raczej wiatr. To było miejsce, przez które się przechodziło, a nie szło specjalnie zobaczyć. Zgodnie z założeniem komunistycznych architektów, plac świetnie się nadaje do tego, żeby organizować tam duże spędy i robić np. koncerty, ale nie było tam na co dzień zbyt przyjemnie - przynajmniej od strony ulicy Marszałkowskiej i Ściany Wschodniej. To był po prostu duży plac, na którym parkowały autobusy i wychodziło się tam z metra. Jak zrobić coś sensownego z takim łysym polem pod wielkim komunistycznym pałacem w środku miasta? Ktoś się nad tym zastanowił i uznał, że to doskonałe miejsce na Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Stanęło więc sobie w dawnym miejscu KDT i to na tyle blisko ulicy, że nie da się go zignorować, idąc wzdłuż pawilonów Domów Towarowych "Centrum". Kontrowersyjny budynek bezczelnie lśni białą nowością i jednych odstręcza prostą formą, a innych przyciąga i zachwyca.
To nie było miłość od pierwszego wejrzenia, bynajmniej. Dopiero kiedy weszłam do Muzeum Sztuki Nowoczesnej i trochę lepiej się z nim poznałam, bardzo je polubiłam. Już od wejścia (tego środkowego) poczułam na własnej skórze, jak przyjemna, zachęcająca i zapraszająca to przestrzeń - jasna, przestronna i po ludzku pomyślana. Potem jeszcze posłuchałam o wszystkich aspektach, które trzeba było w projekcie uwzględnić, i poczułam, że faktycznie dokonano dobrego wyboru. Bo po co nam budynek, który tylko ładnie wygląda z zewnątrz, ale koszmarnie się tam spędza czas? Już na tym etapie projekt nowojorskiego architekta "robi robotę" - dyskutujemy o nim, kłócimy się o niego, a do muzeum walą tłumy.
Nie mam problemu z tym, żeby uwierzyć w to, że w pierwszym tygodniu przewinęło się przez muzeum 150 tys. gości, jak podaje radio Kolor. Sama poszłam tam kilka dni po oficjalnym otwarciu, w zimny listopadowy czwartek. Już 15 minut po otwarciu w MSN było gwarnie i żywo. Dzieci w wózkach i te trochę starsze, młodzież szkolna, ludzie w wieku średnim, a także emeryci i emerytki - wszyscy z zaciekawieniem przemierzaliśmy kolejne piętra muzeum, które, choć jest tak naprawdę "opakowaniem" na dzieła sztuki, to jest na tyle ciekawe samo w sobie, że warto je poznać i docenić. Tu od razu powiem, że bardzo warto przejść się po MSN z audiodeskrypcją, bo ten komentarz zdecydowanie pogłębia doświadczenie i pomaga zrozumieć oraz docenić zarówno miejsce, w którym muzeum stanęło, jak i sam projekt. Przy okazji nie męczy i nie nudzi, a po prostu żywo prowadzi przez kolejne zakątki budynku oraz ekspozycji i pomaga docenić ich urok. Warto, tym bardziej że przez pierwsze dwa tygodnie zwiedzanie jest absolutnie darmowe.
Od wejścia do budynku uderza to, że choć z zewnątrz bryła wydaje się masywna, to w środku jest bardzo przestronnie i dużo tam ciepłego światła. Parter jest w całości przeszklony, i jak zapewnia dyrektorka placówki Joanna Mytkowska, będzie w przyszłości przestrzenią niebiletowaną, co ma znaczenie, bo są tam np. audytorium z kinowym ekranem, kawiarnia i przestrzeń pod wystawy. Widać też stamtąd doskonale fantastyczne schody, które są sercem i krwioobiegiem przestrzeni muzealnej. Jak dowiedziałam się z audiodeskrypcji, finezyjny kształt rozchodzących się symetrycznie w dwie strony i pod ukosem stopni nawiązuje do rozebranego pawilonu Emilia, który szczycił się zdobiącą jego dach charakterystyczną falką. I to właśnie takimi szczegółami urzekła mnie opowieść o Muzeum Sztuki Współczesnej.
Bo też w tym, co zwiedzający z przewodnika audio mogą usłyszeć, przebija ogromna świadomość tego, jak ważny jest kontekst i miejsce powstania budynku. Zadbano o to, żeby odwiedzający MSN ludzie dobrze zrozumieli, jak wiele się w tym miejscu działo. Ze szczerym zainteresowaniem słuchałam o tym, że tam, gdzie teraz jest Patelnia, czyli plac, na którym łączy się wyjście z metra Centrum i wejścia do podziemnego przejścia, w XIX wieku zaczynało się kolejowe połączenie Warszawy z Wiedniem. Dzięki zwiedzaniu MSN można się dowiedzieć, że Pałac Kultury i Nauki stanął w miejscu, w którym wyburzono już po wojnie i Powstaniu Warszawskim XIX-wieczne kamienice, które się jakimś cudem ostały w czasie wojennej zawieruchy. Tym bardziej więc czekam, aż uda się zrealizować projekt ogrodów pomiędzy MSN a PKiN, gdzie rabatki mają układać się w kształt fundamentów niegdyś stojących tam budynków.
Z komentarza audio dowiedziałam się też, że gmach MSN został zbudowany dokładnie nad dwoma tunelami metra, ma 104 m długości, 20 tys. metrów kwadratowych powierzchni i waży tyle, co 1400 wagonów metra. Stoi na 132 słupach, które mają go ustabilizować i zostały wetknięte "jak wykałaczki" na głębokości 30 m pomiędzy tunelami - podczas budowy gmachu muzeum metro nie przestało ani na chwilę jeździć. Co ciekawe, achromatyczna fasada z białego betonu architektonicznego nie powstała z prefabrykatów, lecz została wylana na miejscu budowy i jak mówi dyrektorka MSN Joanna Mytkowska, "dosłownie zawisła na konstrukcji budynku". Jest zarazem pierwszą taką fasadą w Polsce i w Europie
Dużą zaletą muzeum są też tak zwane city roomy, czyli coś w rodzaju poczekalni pomiędzy kolejnymi galeriami. To wyłożone drewnem pokoje z ławeczkami i oknami wychodzącymi na różne strony muzeum, z których faktycznie można spojrzeć na centrum Warszawy z nowej, jednak wyższej niż poziom gruntu, perspektywy. W tych miejscach przeznaczonych do odpoczynku podobnie jak na przeszklonym parterze doskonale czuć, jak budynek MSN faktycznie jest zespojony z miastem i daje możliwość wczucia się w rytm życia ulic, które możemy sobie z okien na piętrze oglądać. Choć pomieszczenia są wysokie i wąskie, to zarazem w dziwny sposób przytulne i sprawiają, że można się wyciszyć i oczyścić głowę.
Niemal też od wejścia uderzyło mnie, że nasze Muzeum Sztuki Nowoczesnej, choć jest zorganizowane - podobnie jak słynne nowojorskie Muzeum Guggenheima - wokół klatki schodowej, to ta nie jest jego centralną atrakcją i w zasadzie jedyną zaletą. Zapewniam, że choć nowojorski budynek ze spiralną galerią wygląda efektownie, to tak naprawdę doświadczenie zwiedzającego jest tam marne. Galerie są ciasne i duszne, nie dają odpowiedniej przestrzeni, żeby prezentowane tam dzieła wybrzmiały - są tylko dodatkiem do budynku. Choć w warszawskim MSN na razie prezentuje się bardzo mało eksponatów, to już teraz czuć, że przestrzeń muzeum pracuje także na ich korzyść i sprawia, że prezentują się tam godnie. Galerie na dwóch piętrach składają się z sal o różnej wielkości i są faktycznie przestrzenią niezwykle plastyczną, co widać, zwłaszcza kiedy chodzi się tam w takim półsurowym stanie.
Jeśli ktoś się boi tego, że warszawskie MSN słabo wypada na tle zagranicznej konkurencji, to niech się nie lęka. Joanna Mytkowska wyjawiła w rozmowie dla Gazeta.pl, że "dyrektor kolekcji Tate Modern w Londynie Gregor Muir odwiedził nasze muzeum niedawno i był nim zachwycony. Powiedział, że z perspektywy wystawienniczej jest to budynek bardzo wysokiej jakości funkcjonalnej i estetycznej, bardzo solidnie zbudowany".
Niezwykle spodobało mi się to, że na parterze budynku umieszczono m.in. prace poświęcone historii tego konkretnego miejsca w mieście. Razem z widokówkami z przedwojennej i powojennej Warszawy, można podziwiać np. projekty na zabudowę Ściany Wschodniej czy instalację Artura Żmijewskiego, który pokazał nagrania z zamieszek towarzyszących rozbiórce Kupieckich Domów Towarowych w 2009 roku. Zwiedzający też mają okazję się przekonać, że niegdyś na placu Defilad organizowano Cepeliadę, czyli wystawę rękodzieła z całego kraju, czy też zobaczyć zdjęcia z mszy, którą pod koniec lat 80. pod Pałacem Kultury odprawił papież Jan Paweł II. Dzięki temu czuć, że to specyficzne miejsce, w którym zawsze działo się sporo ważnych rzeczy. Łatwo mi było też poczuć, jak obciążającym sąsiedztwem jest PKiN i Domy Towarowe Centrum. W istocie, ten budynek jest mądrą i stawiającą na dostępność dla zwiedzających formą odzyskiwania przestrzeni dla ludzi. W tym momencie tak naprawdę brakuje mi tam bliźniaczego budynku teatru TR, który przestrzeń wzdłuż Marszałkowskiej wizualnie by zrównoważył.
Zasięgnęłam podczas wizyty w Muzeum Sztuki Nowoczesnej języka wśród zwiedzających. Pani Magda nie kryła entuzjazmu: - Ależ to jest piękny budynek! Szkoda, że w środku na razie nie ma zbyt wiele do oglądania, ale kiedyś to się przecież zmieni. Najbardziej podobają mi się te wielkie okna z pięknym widokiem na Warszawę - z tej perspektywy nie było jak jej dotąd zobaczyć, a taras Pałacu Kultury to nie to samo - mówi mi widocznie zauroczona. Pani Anna także zachwala koncepcję architektoniczną i podkreśla, że biała fasada pozwala "odpocząć oczom" od tego, co w sąsiedztwie gmachu się dzieje.
- Najbardziej podoba mi się to, jak to wszystko jest tu oświetlone. I te małe salki do odpoczynku, całe w drewnie, z widokiem na Warszawę, fajnie pomyślane! - powiedziała mi z kolei pani Kasia.
Pan Maciej miał nieco więcej krytycznych uwag: - Właściwie cieszę się, że tej sztuki w środku jeszcze prawie nie ma, trzy instalacje na krzyż. Przyszedłem zobaczyć, o co ta draka z gmachem. Z zewnątrz rzeczywiście trochę jak taki dziwny kloc, ale w środku robi wrażenie. Przestrzeń w niektórych salach jest imponująca. Ale mogliby trochę lepiej rozwiązać zamieszanie z szatniami, mam wrażenie, że są źle oznaczone. I klatka schodowa też powinna być inaczej oznaczona: na jedne schody do wejścia w górę, a drugie do zejścia w dół, bo teraz jak jest więcej ludzi to na siebie wpadają - opisał swoje wrażenia. Pan Maciej podkreśla, że czeka na to, co dalej mu MSN będzie miało do zaproponowania: - Pięknie, pięknie, ale pusto. Co ja mam tu oglądać, dwie instalacje i jakieś bazgroły odwiedzających? Czekam na wystawy, bo do muzeum nie przychodzi się tylko dla budynku - mówi. Faktycznie, trzeba przyznać, że Muzeum Sztuki Nowoczesnej to jednak jest "opakowanie". Podczas inauguracyjnych imprez ekipa muzeum też skutecznie udowodniła, że fasada budynku MSN może być fantastycznym płótnem dla prezentowanych dzieł: wyświetlane na ścianach budynku nagrania prezentowały się naprawdę fantastycznie. Gmach nie zakłócał ich odbioru, a wręcz go interesująco podkreślał.
Kuba Snopek, urbanista i badacz miast. Były dyrektor programowy Charkowskiej Szkoły Architektury i wykładowca instytutu Strelka, uważa, że warszawskie MSN należy oceniać w międzynarodowej perspektywie podobnych mu instytucji. Stanisławowi Brysiowi z Noizz.pl powiedział: - Powinieneś zestawić ten projekt z nowojorskim Muzeum Guggenheima albo The Broad w Los Angeles. Prowokacyjnie powiem, że architektonicznie siedziba warszawskiego Muzeum Sztuki Nowoczesnej będzie o wiele lepsza niż MoMA albo berlińska Neue Nationalgalerie zaprojektowana przez Miesa van der Rohe. Choć Mies to ikona, wokół budynku pojawiły się kontrowersje, np. te dotyczące jego wtórności. Do tego doświadczenie obcowania tam z zepchniętą do klaustrofobicznych podziemi sztuką jest dość parszywe - zauważył na rok przed oddaniem budynku do użytku. I po wizycie w MNS trudno mi się z nim nie zgodzić.
Z perspektywy specjalistów z zakresu architektury i urbanistyki niezwykle ważne jest to, gdzie muzeum stoi. - Jak się rozejrzymy dookoła, to z jednej strony mamy Pałac Kultury, a z drugiej Ścianę Wschodnią. On w oczywisty sposób tam nie pasuje. Ale zastanówmy się też, co by tam mogło pasować. I szybko dojdziemy do wniosku, że nic. Więc postawienie w tym miejscu maksymalnie neutralnego obiektu - bardzo prostego, oszczędnego, niekonkurującego z tym niełatwym otoczeniem - ma sens. Widać, że ten budynek jest jakiegoś rodzaju opakowaniem dla pewnego przedsięwzięcia i dopiero wraz z nim pokaże swoją wartość. Tymczasem my teraz rozmawiamy o samym pudełku. To nie ma sensu - powiedziała w rozmowie dla "Murator Plus" Anna Cymer, historyczka architektury i autorka książek "Architektura w Polsce 1945 - 1989" i "Długie lata 90. Architektura w Polsce czasów transformacji".
Snopek wyraża podobną opinię, zwracając uwagę na to, że dominacja tego wielkoskalowego budynku jest bardzo trudnym do ugryzienia od strony projektu tematem. Zauważa też, że już mamy dowód na to, że nie zadziała zbudowanie czegoś jeszcze bardziej wyrazistego i charakterystycznego: - Kolejna sprawa dotyczy formalnej dominacji PKiN. Co można z nią zrobić? Postawić coś jeszcze bardziej krzykliwego? To nie wyjdzie – ze Złotą 44 próbował tak Daniel Liebeskind, wszyscy możemy ocenić, co z tego wyszło. Architekci wyszli więc z założenia, że należy postawić tam coś prostego - podsumował.
To ciekawe, że budynek tak teoretycznie prosty i minimalistyczny w formie wywołał aż tak dużo kontrowersji. Doradca prezydenta Andrzeja Dudy w rozmowie z Polsatem stwierdził, że to "obrzydliwy, przeskalowany, bardzo drogi budynek, który zniszczył i tak fatalne centrum stolicy. Jest doskonałym symbolem prezydentury Rafała Trzaskowskiego i, myślę, dobrą przestrogą dla wszystkich tych, którzy myślą, że gdy Rafał Trzaskowski będzie jeszcze w jakichś wyborach kandydatem, to warto na niego zagłosować". Tu dodajmy, że budowa zaczęła się pod przewodnictwem Muzeum Kultury w 2019 roku, a dopiero potem pisowski minister kultury Piotr Gliński przekazał Muzeum Sztuki Nowoczesnej władzom Warszawy. Miasto oficjalnie przejęło pieczę nad instytucją w styczniu 2023 roku. Joanna Mytkowska, dyrektorka MSN, tłumaczy w wywiadzie dla Gazeta.pl, że decyzja wzięła się m.in. z tego, że "instytucja nie mieści się w obszarze kultury narodowej. Jakby sztuka współczesna nie zasługiwała na to miano".
Rozczarowania nie krył też Władysław Teofil Bartoszewski ze stronnictwa ludowców: - No Guggenheim to nie jest. Bilbao to też nie jest. Ja bardzo przepraszam, to są muzea sztuki nowoczesnej i to takie, że ludzie do Bilbao jeżdżą specjalnie po to, żeby zobaczyć budynek. Z zewnątrz - przytacza Polsat. Witold Tumanowicz z PiS-u był jeszcze bardziej krytyczny: - To jest naprawdę kuriozalne. Ja naprawdę do wczoraj myślałem, że to jest miejsce pracy robotników, żeby przebudowywać dookoła placu Defilad. Jak teraz widzę to wszystko, to jest naprawdę koszmar. Nie ma tu nic z nowoczesności. Po prostu koszmarek w centrum stolicy - uznał mówiąc o budynku, który zaczęto budować za kadencji Piotra Glińskiego.