-
Nowy "Detektyw" z Jodie Foster wciąga aż za mocno. Niektórzy widzą duchy
Noc polarna, malutkie miasteczko tam, gdzie diabeł mówi dobranoc, tajemnicze zniknięcie naukowców z arktycznej bazy, które kończy się wyjątkowo makabrycznym odkryciem, nierozwiązana sprawa brutalnego morderstwa sprzed lat, lokalne konflikty na tle gospodarczo-ekologicznym i ludzie, którzy widzą duchy z filmową ciotką Harry'go Pottera na czele - tak w skrócie wygląda zarys czwartego sezonu "Detektywa", który tym razem nosi podtytuł "Kraina nocy". Czy warto go oglądać i czekać na emitowane w tygodniowych odstępach odcinki? Jeszcze jak! Nie tylko dla brylującej tam Jodie Foster.
-
Historia zdobywania Antarktydy jest usiana trupami. Polacy pobili rekord świata i wrócili w pełnym składzie
- Wyprawa "Selmy" serio była po prostu za****iście trudna i to, że im się udało zrealizować cel, to ogromna zasługa świetnego przygotowania Piotrka Kuźniara i jego załogi (...) Historia zdobywania Antarktydy jest usiana trupami. Miałem wrażenie, że jeśli tego nie opowiem, to będzie wyglądać jak zwykły rejs po Morzu Śródziemnym (...) Dopiero kiedy podróż "Selmy" umieścić w kontekście innych wypraw, to można w pełni zrozumieć, na co się porwali - podkreśla w rozmowie z Gazetą.pl Dominik Szczepański, autor książki przygodowej "Selma. Jeszcze dalej niż południe".
-
Obejrzałam "Tarantino po polsku". "Kos" to "Pan Tadeusz" na sterydach [RECENZJA]
- Nie umiemy robić filmów historycznych - powiedział mi podczas konferencji prasowej Jacek Braciak jeszcze na początku zdjęć do filmu "Kos". Miał zdecydowaną rację. Żeby było śmieszniej, najnowszy film wyreżyserowany przez Pawła Maślonę naprawdę trudno nazwać produkcją historyczną. To swobodnie zainspirowana "Ludową historią Polski" kostiumowa wariacja na temat tego, jakby mogłyby wyglądać "Django" i "Nienawistna ósemka", gdyby Quentin Tarantino mieszkał w Polsce i nie miał takiego zacięcia do dobierania muzyki filmowej, jakie ma.
-
Hit sprzed 20 lat wybuchł na nowo. Wystarczyła ta szalona scena w "Saltburn"
Nagrodzona Oscarem reżyserka Emerald Fennel od samego początku wiedziała, że chce w scenie ekstatycznego tańca finałowego w "Saltburn" użyć piosenki "Murder On The Dancefloor". Filmowy Oliver pląsa w adamowym stroju po ogromnej rezydencji, a w tle słyszymy głos Sophie Ellis-Bextor śpiewającej hit, który z przytupem wystartował jej międzynarodową karierę jeszcze w 2001 roku. Sekwencja rozbuchała nowy tiktokowy trend, a sam kawałek wrócił po ponad 20 latach na globalne listy przebojów. To niejedyny taki przypadek.
-
"Wiedźmin" bez Henry'ego Cavilla, za to z Morfeuszem z "Matriksa". Laurence Fishburne dołącza do obsady
Netflix ogłosił, że Laurence Fishburne zagra w czwartym sezonie "Wiedźmina". Wcieli się w postać, która została przedstawiona jako jako "obeznany cyrulik z tajemniczą przeszłością". Trudno powiedzieć, czy Morfeusz z klasycznego "Matriksa" wystarczy, by odwrócić uwagę widzów od faktu, że główną rolę zamiast Henry'ego Cavilla nagle zacznie grać Liam Hemsworth.
-
Taika Waititi dla Gazeta.pl: Kiedy aktorzy próbują być na siłę śmieszni, to wszystko psuje [WYWIAD]
Drużyna, która nigdy nie wygrała żadnego meczu, ani nawet nie strzeliła jednego gola. Czy może być z tego film? Może, jeszcze jak. Szczegolnie jeśli za kamerą staje jeden z najciekawszych twórców Hollywood. Taika Waititi opowiada Gazeta.pl, skąd taki pomysł przyszedł mu do głowy.
-
Była ofiarą matki tak długo, że zaplanowała morderstwo. Wychodzi z więzienia i publikuje wspomnienia
O Gypsy Rose Blanchard, która przez ponad 20 lat była ofiarą matki z zastępczym zespołem Münchhausena, powstało już kilka produkcji, w tym bardzo głośny film dokumentalny "Kochana mamusia nie żyje" i nagrodzony Emmy miniserial fabularny "The Act" z Patricią Arquette w roli drastycznie zamordowanej Dee Dee Blanchard. Skazana za udział w zbrodni Gypsy z więzienia wychodzi 28 grudnia 2023 roku. Niedługo potem, na początku 2024 roku, świat ma poznać historię jej życia z jej perspektywy.
-
Bez pluszaka nie byłoby Kubusia Puchatka. A skąd się wziął pluszowy miś?
Gdyby pisarz A.A. Milne nie kupił swojemu rocznemu synkowi pluszowego misia w londyńskim Harrodsie, prawdopodobnie nigdy by nie wpadł na pomysł napisania książki o Kubusiu Puchatku. Podobnie było w przypadku misia Paddingtona, którego pierwowzór leżał osamotniony na sklepowej półce. Tym przytulankom zawdzięczamy kawał popkultury, ale niemniej ciekawa jest historia powstania samego pluszowego misia. Dużo wspólnego ma z nią amerykański prezydent.
-
"Chłopów" pokonała mocna konkurencja. Ekspertka tłumaczy, co nie zadziałało
"Chłopi" zostali pominięci przez Amerykańską Akademię Filmową i nie pojawili się na ogłoszonych shortlistach do Oscarów. "Te shortlisty są pełne wątków polskich i brak 'Chłopów' nie powinien zabierać nam poczucia, że wciąż tam jesteśmy" - zaznacza w rozmowie z Gazeta.pl Katarzyna Czajka-Kominiarczuk znana jako Zwierz Popkulturalny.
-
"1670" to kopalnia złotych cytatów. Wybraliśmy najbardziej pamiętne
Serial "1670" to kopalnia srogich żartów na różne tematy. Trudno wybrać najlepsze, ale podjęliśmy próbę wyłonienia tych najbardziej pamiętanych. "Jesteś swój chłop. Tak się tylko mówi. Oczywiście jesteś mój chłop. To mój chłop" - pada z ust Bartłomieja Topy już w pierwszej zapowiedzi produkcji. Niemniej urokliwe jest stwierdzenie Jana Pawła: "My, Sarmaci, jesteśmy narodem wybranym. Z wyraźnej woli Stwórcy mamy największe umysły, serca i fallusy".
-
"Maestro" to przepiękny oscarowy film. Bradley Cooper ma jednak pecha [RECENZJA]
"Maestro" to produkcja idealnie skrojona pod Oscary. Mamy w niej klimat klasycznego Hollywood z mocną domieszką europejskiego kina reżyserskiego, precyzyjnie i artystycznie zaplanowane kadry, przekrojowy scenariusz opowiadający o życiu postaci wybitnej, bez unikania wątków potencjalnie burzących spokój ducha ludzi miłujących tradycyjne wartości, pięknie dobraną obsadę, a także oszałamiającą (bez względu na rozliczne kontrowersje) wręcz charakteryzację. Bradley Cooper, reżyserując niezwykle uważnie, nie odpuścił przy tym pełnego zanurzenia w swojego bohatera i naprawdę dał popis swoich możliwości. Aż mi go żal, bo potencjalnie przez następne lata będzie musiał ścigać się ze sobą i tym, co osiągnął przy tej produkcji.
-
Dopiero Netflix odważył się zrobić "1670". "Rzadki przypadek, gdy czytając scenariusz, śmiałem się w głos"
- Scenariusz "1670" pokazał, że nie musimy próbować robić słabego kabaretu i uderzać w najniższe instynkty, żeby bawić widzów. Zamiast iść pod publiczkę, mieliśmy do czynienia z czymś bardzo jakościowym. Od razu to czuliśmy - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Maciej Buchwald, jeden z reżyserów serialu. - Czuliśmy, że robimy coś wyjątkowego - dodaje Kordian Kądziela, drugi reżyser.
-
"1670". Ten Jan Paweł serio może zostać najsłynniejszym Janem Pawłem wśród widzów Netfliksa [RECENZJA]
Serial "1670" brutalnie mnie zaskoczył. I to w zasadzie wszystkim: formą, obsadą, tym, jak jest zrealizowany, zagrany, zmontowany, wyreżyserowany i napisany. Było to zaskoczenie strasznie przyjemne, bo moim nieskromnym zdaniem to nie tylko jeden z najlepszych polskich seriali Netfliksa, ale też jedna z najbardziej udanych komediowych produkcji tego roku (a może nawet i kilku ostatnich lat). Jestem tak nieprzyzwoicie zachwycona i urzeczona, że nie wiem, co zachwalać najbardziej. Serial można oglądać od 13 grudnia.
-
Podcastex: W pierwszym odcinku "Klanu" umiera niemowlę. "Rozrywka dla całej rodziny"
"Podcastex" to jeden z 10 najpopularniejszych polskich podcastów na Spotify. Jego autorzy, Mateusz Witkowski i Bartek Przybyszewski, dzięki imponującemu przygotowaniu do każdego odcinka uchodzą już za ekspertów od polskich lat 90. i zerowych. Do tego stopnia, że napisali o tym okresie książkę "Polskie millenium", która posłużyła nam za pretekst do spotkania. Rozmawialiśmy nie tylko tajemnicy ich popularności, pisaniu książek dla pieniędzy, ofercie pracy z TVP, ale też o słynnym panu Arturze, który pobił rekord "1 z 10" (dlaczego nie pojawił się w kolejnym odcinku? Bartek ma swoją teorię) i oczywiście o "Klanie".
-
Hugh Grant: Nienawidzę teraz robić filmów. Też on: Gram psychopatów, dziwaków, zboczeńców
Hugh Grant znowu sobie nagrabił. Nieopacznie w efekcie powiedział w jednym z wywiadów, że "nienawidził" grania Umpa-Lumpy w najnowszym filmie "Wonka" i porównał to doświadczenie do noszenia korony cierniowej, a ludzie potraktowali to bardzo poważnie. Bo ile można marudzić? Niemniej jego rola i tak jest jednym z najzabawniejszych epizodów w najnowszej produkcji reżysera uwielbianego przez widzów "Paddingtona".
-
Bardzo mało brakowało, żeby "Kevin sam w domu" nie powstał. Na szczęście scenarzysta był sprytny
Dla milionów Polaków święta bez filmu "Kevin sam w domu" to nie święta. Wiedzieliście, że nawet w anglojęzycznej Wikipedii jest fragment o polskim narodowym oglądaniu tej produkcji?
-
To Rojek czy Damięcki w "Furiozie"? Metamorfoza muzyka prawie odciąga uwagę od piosenki
Artur Rojek w zimne grudniowe dni przychodzi do swoich słuchaczy z prezentem w postaci nowej, urzekającej piosenki "Odrobinę więcej" i całkiem zaskakującym teledyskiem w reżyserii Piotra Czyżowskiego. Powiem krótko: takiego Artura Rojka się nie spodziewałam. Jest tu rozbudowana i całkiem groźnie prezentująca się muskulatura, biała koszulka bez rękawów, srebrna bransoleta na nadgarstku, wygolona na łyso głowa.
-
Praca z tymi reżyserami bardziej przypomina wojsko niż plan filmowy
Na początek kilka słów o płytach, potem o ludziach ciężkich we współpracy, a na końcu? Sprawdźcie, oglądając nowy odcinek "POPkultury".
-
Historyk o "Napoleonie" Ridleya Scotta: Nie mieści mi się w głowie, jak można było to tak spaprać
- Nawet nie wiem, od czego zacząć - wzdycha historyk Przemysław Mrówka, z którym obejrzeliśmy "Napoleona" Ridleya Scotta. Przez trzy godziny seansu o Napoleonie nie dowiadujemy się niczego, za to lista błędów, przekłamań i absurdów zdaje się nie mieć końca.
-
Dzieło życia Coppoli może okazać się sromotną porażką. Wyłożył z własnej kieszeni 100 mln dolarów
Żeby nakręcić swój wymarzony, upragniony, utęskniony film, Francis Ford Coppola czekał, "ciułał" setki milionów dolarów i planował dosłownie pół wieku. Mając 83 lata, wyłożył z własnej kieszeni ogromne pieniądze i nie ma żadnej gwarancji, że te mu się zwrócą. Nie ma też żadnej przesady w stwierdzeniu, że już sama historia powstania "Megalopolis" jest warta osobnego scenariusza. A jeszcze nawet nie było premiery.