Louis de Funes za namową kochanki wydziedziczył syna. O jego śmierci dowiedział się z radia

Był legendą francuskiego kina, a prywatnie skrywał wiele mrocznych tajemnic. Po śmierci ojca Louisa de Funesa wychowywała matka choleryczka, na podobieństwo której kreował swoich bohaterów. Pierwszą żonę zostawił dla kochanki i wydziedziczył pierworodnego syna, lecz w nowym związku także nie potrafił dochować wierności.
Louis de Funes
Tobis/AF Archive/Mary Evans Picture Library/East News

Louis de Funes jest legendą francuskiego kina. Trwający raptem 43 sekundy debiut na ekranie zaliczył dopiero w wieku 32 lat w filmie "Kuszenie Barbizona". Dopiero dekadę później, po roli Jambiera w komediodramacie "Czarny rynek w Paryżu", jego kariera nabrała tempa. Prawdziwą "złotą erą" były dla niego lata 60. To właśnie wtedy wykreował postać inspektora Ludovica Cruchota w serii filmów o "Żandarmie z St. Tropez". Zanim jednak odniósł spektakularny sukces, życie rzucało mu pod nogi kłody, a powodów do radości miał jak na lekarstwo.

Zobacz wideo Aktorzy, którzy mieli okazję zagrać w ponadczasowych produkcjach, ale tego nie zrobili

De Funes nie miał łatwego dzieciństwa. Skomplikowana relacja z matką wpłynęła na jego aktorstwo

Już w dzieciństwie de Funes musiał mierzyć się z wieloma wyzwaniami. Wychowywał się w niewielkiej miejscowości pod Paryżem w hiszpańskiej rodzinie zubożałych arystokratów. Jego ojciec był szanowanym adwokatem, lecz porzucił dobrze płatny zawód, by handlować diamentami. Najpierw jednak musiał je zdobyć. Na poszukiwania wyruszył więc do Wenezueli i wówczas zupełnie przestał uczestniczyć w wychowaniu dzieci. Intratny biznes nie przynosił zysków, lecz długi. Nie widząc szans na spełnienie marzenia o wielkiej fortunie, powrócił do kraju. Ostatecznie zmarł w samotności z powodu gruźlicy w 1934 roku. Wówczas matka przyszłego aktora, Leonor Soto Reguera, musiała nie tylko zapewnić pociechom byt, ale również spłacić wszelkie zadłużenia męża. Życie z nią było pasmem niespodzianek. Z natury była bowiem choleryczką, miała wahania nastrojów, a jej reakcje były nieprzewidywalne. To właśnie ona była dla de Funesa inspiracją w procesie tworzenia ekscentrycznych ról komediowych.

Dla kochanki porzucił żonę i syna. Później zdradzał ją przez 13 lat

Również życie miłosne aktora było pełne trudów. W wieku 22 lat poślubił francuską mistrzynię tenisa, Germaine Louise Elodie Carroyer, z którą doczekała się syna, Daniela. Niedługo później wybuchła II wojna światowa i został na 2 lata wciągnięty do rezerwy. Później trudnił się grą na pianinie w okolicznych barach i klubach. – Byłem skromnym pianistą, który klepał biedę, przygrywając w podejrzanych spelunkach. Gdy wybuchały bójki, musiałem się chować w toalecie – opowiadał. Uparcie marzył również o karierze, do czego dążył, szkoląc się na różnych warsztatach. Podczas jednych z nich poznał Jeanne Augustine Barthelemy. To właśnie za jej namową rozwiódł się i wyrzekł się pierworodnego.

W 1943 roku de Funes poślubił kochankę, a owocem tego małżeństwa byli dwaj synowie, Olivier i Patrick. To właśnie druga żona postanowiła, że uczyni z niego prawdziwą gwiazdę, choć początki nie były łatwe. Zgłaszała go na castingi i negocjowała warunki współpracy z reżyserami, co zaczęło przynosić efekty. – Moja żona nigdy się nie skarżyła. Zresztą to właśnie ona wydzwaniała w sprawie pracy dla mnie. Ja zawsze byłem nieśmiały. Nigdy nie potrafiłem prosić o nic dla siebie. Więc Jeanne działała w moim imieniu i prawie od razu jej się udawało – opowiadał. Choć wiedział, że sukces, który odniósł, to w dużej mierze zasługa jej determinacji, to nie potrafił długo dochować wierności. W międzyczasie wdał się w romans z gwiazdą francuskiego radia, Machą Beranger. Spotykali się za kulisami planów filmowych czy w hotelowym pokoju, zawsze w asyście ochrony, która informowała, gdy tylko na horyzoncie z niezapowiedzianą wizytą przybyła jego żona. Ich relacja trwała przez 13 lat aż do jego śmierci 27 stycznia 1983 roku.

Więcej o: