Matka ją tylko krytykowała, siostra zrobiła świństwo. Zaczęła żyć po swojemu w Puszczy Białowieskiej

Simona Kossak i Leszek Wilczek byli razem ponad 35 lat i stanowili jedną z najciekawszych, niestereotypowych par tamtych czasów. Choć początki ich relacji wcale dobrze nie wróżyły.
Zdjęcie Leszka Wilczka z książki 'Spotkanie z Simoną'
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Jeśli szukacie przyjemnego seansu z sensownym przesłaniem, warto wybrać się do kina na film "Simona Kossak", który wchodzi do kin 22 listopada 2024 roku. W pakiecie dostaniecie fantastyczną ekranową parę - Sandrę Drzymalską i Jakuba Gierszała. Ach, jak oni "sprzedają" na ekranie tę chemię między bohaterami... A tymi bohaterami są biolożka (określała czasem mianem zoopsychologa) Simona Kossak i jej wieloletni partner Lech Wilczek. 

Matka mówiła o Simonie Kossak: Ani piękna, ani zdolna. Jedyne co masz to nazwisko 

W 1971 roku fotograf zamieszkał w leśniczówce Dziedzinka niedaleko Hajnówki w Puszczy Białowieskiej, a niedługo potem wprowadziła się tam wnuczka i córka słynnych malarzy, która śmiała urodzić się dziewczynką i w dodatku nie odziedziczyła artystycznego talentu. I chociaż sama może niespecjalnie tego żałowała, bo kochała przyrodę, to oglądanie na ekranie jej relacji z zawiedzioną i oschłą matką, która wypomina jej wszystko na każdym kroku (świetna Agata Kulesza), aż boli. Córka malarza Jerzego Kossaka, wnuczka Wojciecha i prawnuczka Juliusza, spokrewniona m.in. z poetką Marią Pawlikowską-Jasnorzewską, słyszy od niej na przykład: "Ani piękna, ani zdolna. Jedyne co masz to nazwisko". Siostra też robi jej ogromne świństwo. Zanim poznaje Leszka, Simona ma właściwie tylko siostrzenicę i swoje badania. Gdy trafia do Puszczy Białowieskiej, zaczyna żyć po swojemu, ale przekonuje się też, że w męskim świecie nauki i polityki wcale nie jest łatwo funkcjonować. 

Kossak i Wilczek byli razem ponad 35 lat (film skupia się na około dziesięciu). W Dziedzince mieszkały z nimi m.in. locha Żabka, łosie Pepsi i Kola i rysica Agata i choć tak naprawdę tam się dopiero poznali, to Simona zobaczyła Wilczka pierwszy raz jakieś dziesięć lat wcześniej, jako siedemnastoletnia dziewczyna (był od niej trzynaście lat starszy). "Zajęta w swoim pokoju na Kossakówce, usłyszała głos matki, siedzącej u siebie przed telewizorem: 'Simona, chodź zobacz, to byłby świetny facet dla ciebie!'. Pokazywano właśnie reportaż z mojej warszawskiej pracowni. Na tle okazałych akwariów prezentowałem swoje albumy i zabawy ze współlokatorami - parą czarnych kotów, szopem praczem, kawką i puszczykiem. Simona, od dziecka zauroczona zwierzętami, zajmowała się wówczas - w towarzystwie domowych psów - sokołem, młodą wilgą i patyczakami" - opisywał w swojej książce "Rozmowy z Simoną Kossak". Niektórzy potem nazywali ekolożkę "czarownicą", która miała potrafić rozmawiać ze zwierzętami.

Simona Kossak z rysicą - autorem zdjęcia jest Leszek Wilczek, zdjęcie z książki 'Spotkanie z Simoną Kossak'
Simona Kossak z rysicą - autorem zdjęcia jest Leszek Wilczek, zdjęcie z książki 'Spotkanie z Simoną Kossak'Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

W filmie Adriana Panka ich spotkanie jest niemal hitchcockowskie, w rzeczywistości poznali się w gabinecie dyrektora Białowieskiego Parku Narodowego. Wilczek wspominał po latach, że gdy wszedł do pokoju, zobaczył młodą kobietę, która spojrzała na niego "z zawadiackim, acz nieco niepewnym uśmiechem". To dyrektor oznajmił mu, że będą współlokatorami (były tam dwa niezależne mieszkania) w pozbawionej prądu i dostępu do bieżącej wody leśniczówce. Jak wspominał Wilczek, zimą droga do Dziedzinki była nieprzejezdna (potem kupił ciągnik, by odgarniać śnieg), a stopy zamarzały nawet wtedy, gdy byli w środku.

"Lechu mówi, że to był 'układ metafizyczny'"

Przez pewien czas musieli się dotrzeć, ale połączyły ich m.in. miłość do zwierząt i potrzeba wolności. - Byli jedną z najpiękniejszych i najbardziej twórczych par, jakie znam. Choć początki ich relacji wcale dobrze nie wróżyły. Dwoje zdeklarowanych samotników zamieszkało w jednym domu i każde liczyło, że to drugie się szybko wyniesie. Tak było przez jakiś rok. Ostatecznie połączyła ich wspólna wielka miłość do przyrody. Ten niezwykle silny, piękny związek trwał 36 lat -F do śmierci Simony. Lechu mówi, że to był "układ metafizyczny" - wspominała po latach siostrzenica ekolożki, Joanna Kossak. W pewien sposób się też uzupełniali, choć nie zawsze bezkonfliktowo. - Simona potrafiła być gwałtowna i nieprzewidywalna jak wzburzony ocean, Lech był jak oliwa, którą jakaś niewidzialna ręka lała na kipiącą wodę - opowiadał o nich przyrodnik Adam Wajrak.

Leszek Wilczek i dzik - zdjęcia z książki 'Spotkanie z Simoną Kossak'
Leszek Wilczek i dzik - zdjęcia z książki 'Spotkanie z Simoną Kossak'Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

- Bardzo wiele dały mi rozmowy o Simonie z Joanną Kossak, jej chrześnicą oraz z Adrianem. Zależało nam, by nasza ekranowa Simona była jak najbardziej prawdziwa, szczera, uczciwa - mówi Sandra Drzymalska Onetowi. - Chciałabym, żeby Simona była postrzegana jako taka prekursorka, która podchodziła do zwierząt i natury z wielką czułością, emocjonalnością, szczerością i uczciwością  mówiła z kolei w rozmowie z Gazeta.pl aktorka, która we wrześniu tego roku odebrała nagrodę na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni za rolę w "Białej odwadze". Jeśli chodzi o uczucie, jakie łączyło Simonę z Wilczkiem, przyznaje w "Wysokich Obcasach", że nie do końca je rozumie. - Nie wiem, czy potrafiłabym funkcjonować w takim związku, ale trudno mi to oceniać. Oni ogromnie się przyjaźnili, ale nigdy nie określili do końca tego, co ich łączyło. Myślę, że to by była dla mnie bardzo bolesna relacja. Wydaje mi się, że Simona bardzo dużo wkładała w ten związek, a nie spotykała się z tym samym - mówi. Podobno nigdy tak naprawdę nie wyznali sobie uczuć. Jednak silne przywiązanie łączyło ich bez wątpienia.  

Zobacz wideo

Wilczek opowiadał lata temu w rozmowie z dziennikarzem "Kuriera Porannego", że chociaż dbali o przyrodę i oboje zawodowo się nią zajmowali, a także uwielbiali zwierzęta, nie byli wegetarianami. - Mieliśmy liczne stadko kur, wylęgały się kurczęta. Od czasu do czasu gotowałem rosół, za którym Simona przepadała. Musiałem zabić koguta. W końcu i tego zaprzestałem. Dzisiaj, gdybym musiał uśmiercić motyla, żeby uzyskać piękne zdjęcie, nie zrobiłbym tego. Człowiek przez całe życie dojrzewa do pewnych postaw, rozwija swoją wrażliwość, uczucia wyższe. Pod tym względem bardzo ważny był wpływ Simony na kształtowanie się mojej osobowości - mówił.

- Simona potrafiła być bardzo ostra i nieugięta, kiedy chodziło o kwestie związane z obroną przyrody. Walczyła z niehumanitarnymi metodami badań naukowych przeprowadzanych na zwierzętach. Bolało ją każde wycięte w puszczy drzewo. Ale miała też duże poczucie humoru. Często śmialiśmy się na Dziedzince, nawet sami z siebie. Kiedyś Simona malowała w mojej części Dziedzinki belki sufitowe. Na ścianie wisiało piękne poroże jelenia. Wszedłem i odezwałem się: Tylko mi rogów farbą nie pochlap. Riposta była natychmiastowa: To się odsuń! Chłopak, który pomagał Simonie, prawie spadł z drabiny ze śmiechu - wspominał towarzyszkę życia.

 

Ona pracowała naukowo (w 2000 roku otrzymała tytuł naukowy profesora nauk leśnych), przede wszystkim walczyła o zachowanie resztek naturalnych ekosystemów Polski. On fotografował naturę, a także Simonę, wydawał kolejne książki. Gdy brakło pieniędzy, na dekadę został rolnikiem, a potem ze smutkiem przyznawał, że to była wyrwa w jego twórczości. W 2007 roku Simona zmarła, wcześniej zachorowała na nowotwór. - W obliczu śmiertelnej choroby Simonki dałbym sobie uciąć ręce i nogi, żeby tylko mogło to ją uratować - mówił Wilczek w 2012 roku. Fotograf zmarł sześć lat później, przeżył Simonę Kossak o 11 lat .

Więcej o: