1 lutego 2025 roku minęło 13 lat od śmierci Wisławy Szymborskiej. Uhonorowana Nagrodą Nobla w dziedzinie literatury poetka pozostawiła po sobie bogatą spuściznę artystyczną, a jej wiersze wciąż zachwycają kolejne pokolenia. Fascynująca jest zresztą nie tylko jej twórczość, lecz także barwna historia życia oraz osobowość, za sprawą której potrafiła zjednywać sobie ludzi. Jedną z osób, która do dziś z sentymentem ją wspomina, jest Anna Dymna.
Prowadziła spotkanie promujące książkę znanego lekarza. To na nim osobiście poznała Szymborską
Aktorka udzieliła niedawno wywiadu Andrzejowi Sołtysikowi dla portalu Świat Gwiazd, w którym podzieliła się wspomnieniami z pierwszego spotkania z Szymborską. Miało ono miejsce w 2007 roku podczas prowadzonej przez nią promocji książki "Kore. O chorych, chorobach i poszukiwaniu duszy medycyny" prof. Andrzeja Szczeklika. Na widowni zasiadło wiele osób związanych z branżą i znanych osobistości ze świata show-biznesu, w tym m.in. Andrzej Wajda i Ewa Lipska.
Wśród publiczności nie zabrakło też noblistki, której wypowiedź Dymna przypadkowo usłyszała na kilkanaście minut przed rozpoczęciem wydarzenia. - Wpada Wisława Szymborska i mówi: "Jezus Maria, Jurek, ty wiesz, ile jest ludzi… Zobacz! (...) Kto to prowadzi?" - relacjonowała. Choć w tamtym czasie miała już przecież ogromne doświadczenie ze sceną, to ta wypowiedź bardzo ją zestresowała, co nie umknęło uwadze poetki.
Gdy już Szymborska zorientowała się, że to Dymna będzie gospodynią wydarzenia, postanowiła dodać jej nieco otuchy. Widząc stres jej towarzyszący, zaproponowała, by wraz z nią zapaliła papierosa w ramach rozluźnienia. Początkowo aktorka zareagowała na ten pomysł niechętnie z obawy przed czujnikami dymu, które mogłyby uruchomić alarm. Szybko okazało się jednak, że poetka miała na to patent. - Ja zawsze w toalecie, jak się do muszli wydmuchuje, to to zbiera i nie będzie nic gwizdało - cytowała ze śmiechem jej słowa Dymna.
Panie faktycznie zaszyły się w toalecie, by wspólnie "puścić dymka", a następnie wróciły na salę, w której zorganizowane było spotkanie. Aktorka przez lata utrzymywała to zdarzenie jednak w tajemnicy, choć niejednokrotnie na wspomnienie o nim pojawiał się szczery uśmiech na jej twarzy. - Nie mogłam tego opowiadać. Wisława Szymborska później umarła i mnie pytają, czy znam jakieś anegdoty… Jak ja mam o tym opowiadać? Ale to było tak cudowne - mówiła z rozrzewnieniem. - Płakać mi się chce, że ja z noblistką wydmuchiwałam ten dym i byłam taka szczęśliwa, że nic nie zagwizdało i nas nie złapali - skwitowała.