W 1989 roku Jerzy Gudejko we współpracy z żoną Grażyną, powołał do życia agencję aktorską, która dziś uchodzi za prawdziwą kuźnię talentów. Na swoim koncie mają owocne współprace z takimi artystami jak Paweł Królikowski, Izabela Kuna, Jowita Budnik, Małgorzata Socha czy Barbara Kurdej-Szatan, którym pomogli wspiąć się na szczyt kariery.
O swoim ponad 30-letnim doświadczeniu w branży filmowej państwo Gudejko odpowiedzieli w najnowszym wywiadzie dla Plejady. Jednym z poruszonych przez nich tematów, który wzbudza szczególne zainteresowanie opinii publicznej, są zarobki gwiazd. Te, jak powszechnie wiadomo, do najniższych nie należą. Mimo to wielu wciąż narzeka na nieadekwatne do ilości pracy wynagrodzenia, porównując stawki do tych, które są standardem w branży za granicą. Grażyna Gudejko nie ukrywa, że różnica faktycznie jest zauważalna, ale na pewno nie jest tak diametralna, jak kilka dekad wcześniej. – Kiedyś przepaść była niesamowita, teraz te różnice są coraz mniejsze. Za granicą zarabia się lepiej, ale powiedzmy o 50%, a nie o 500, jak dawniej – stwierdziła.
Problemem, który równie często jest podnoszony, zwłaszcza przez aktorki, jest kwestia odmiennych stawek ze względu na płeć. Jerzy Gudejko przekonuje, że mężczyźni wcale nie zarabiają więcej od kobiet, jeśli jednak taka sytuacja zaistnieje, to nie wiąże się z dyskryminacją, lecz z tendencjami panującymi na rynku. – To kwestia popytu i podaży. Mamy znacznie więcej bardzo zdolnych aktorek niż aktorów, a równocześnie więcej jest ról dla mężczyzn niż dla kobiet – tłumaczył, dodając, że zazwyczaj aktorzy otrzymują kilka propozycji w tym samym czasie, a wówczas wybierają tą, dzięki której są w stanie zarobić więcej. – Więc najczęściej do roli kobiecej branych jest pod uwagę wiele równie dobrych aktorek, a do roli męskiej zdecydowanie mniej panów. A czasem jeden aktor, który ma w tym samym czasie również inne propozycje. W związku z tym producent musi zaproponować mu wyższą stawkę, by przekonać go do podpisania kontraktu – powiedział wprost szef agencji.
Podczas rozmowy poruszono również temat niecodziennych zachcianek gwiazd, o których od lat krążą legendy. Przyjęło się przekonanie, że wielu aktorom sława uderzyła do głowy, a współpraca z nimi jest prawdziwą udręką z uwagi na liczne, nieraz absurdalne wymagania. Okazuje się, że o ile jest to standardem za granicą, to w Polsce nie ma za wiele wspólnego z rzeczywistością. Co prawda niektórzy chcą uwzględnić pewne kwestie w umowach, lecz są to najczęściej prośby podyktowane ważnym powodem, a nie przysłowiowym "widzi mi się". – Czasem aktorzy mają pewne wymagania, ale zazwyczaj są one w pełni zrozumiałe. Jeśli aktorka karmi dziecko, to nie ma w tym nic dziwnego, że prosi o przyczepę, w której będzie mogła to robić w trakcie przerw między zdjęciami. Ale to nie jest żadna zachcianka – mówiła Grażyna Gudejko.
Z kolei jej mąż podkreślił, że w polskiej branży niewielu jest aktorów, którzy stawiają jakiekolwiek wymogi w kwestii komfortu na planie. Jedne z najczęstszych dotyczą uwzględnienia dań wegetariańskich w cateringu lub matchę zamiast standardowej czarnej herbaty, ale są to sporadyczne przypadki i nie obciążają budżetu produkcji, by można było mówić o fanaberiach. – Nie zdarzyło się jeszcze, żeby ktoś chciał w garderobie szampana konkretnej marki albo czerwony papier toaletowy. Takie coś w polskich realiach by nie przeszło – skwitowała kobieta.